Pamiętnik Żony Lota

Dzień pierwszy w Sodomie

Przybyliśmy dziś do Sodomy. Lot jest pewny, że to dobra decyzja. „To żyzna dolina” – powtarza, rozglądając się po okolicy z zadowoleniem. „Będziemy tu żyć w dostatku”. Nie mówię nic, choć w sercu czuję niepokój. Pozostawiliśmy za sobą znajome tereny, rozstaliśmy się z Abramem i Saraj. To był nasz dom, a teraz jesteśmy tu – wśród obcych.

Miasto jest rzeczywiście imponujące – większe niż wszystko, co dotąd widziałam. Ulice tętnią życiem, na targowisku można znaleźć towary z najdalszych krain. Może Lot ma rację? Może to miejsce da nam lepszą przyszłość, zwłaszcza dla naszych córek?

Znaleźliśmy dom blisko miejskiej bramy. Jutro Lot pójdzie spotkać się ze starszyzną miasta, by oficjalnie prosić o pozwolenie na osiedlenie się. Miejmy nadzieję, że nas przyjmą.

Trzy miesiące później

Życie w Sodomie różni się od wszystkiego, co znałam. To miejsce pełne kontrastów – bogactwo i nędza sąsiadują tu ze sobą, podobnie jak piękno i brzydota, dobro i zło. Lot szybko zdobył uznanie starszyzny. Jest mężczyzną uczciwym i pracowitym, co wygląda na rzadką cechę w tym mieście.

Córki zaprzyjaźniły się z miejscowymi dziewczętami. Martwi mnie to czasem – zwyczaje są tu inne, bardziej… swobodne. Ale są szczęśliwe, a to najważniejsze.

Ja sama wciąż czuję się obco. Kobiety w Sodomie są inne – bardziej śmiałe, głośniejsze, ubierają się w sposób, który w naszym plemieniu byłby nie do pomyślenia. Patrzą na mnie jak na dziwaczkę, gdy odmawiam udziału w niektórych ich rytuałach.

Lot mówi, że z czasem się przyzwyczaję, że to normalne odczuwać tęsknotę za domem. Może ma rację. A może nie powinniśmy byli się rozstawać z Abramem…

Rok później

Dziś po raz pierwszy od naszego przybycia usłyszałam wieści o Abramie. Podobno Bóg przemówił do niego ponownie, obiecując mu potomstwo liczne jak gwiazdy na niebie. A Saraj wciąż bezdzietna, tak jak ja. Zastanawiam się, czy Bóg czasem przemówi i do Lota? Czy i my jesteśmy objęci tą obietnicą?

Lot został mianowany jednym z sędziów miasta. Siedzi codziennie w bramie, rozstrzygając spory. Jest z tego dumny, czuje, że zyskał szacunek. Tymczasem ja coraz bardziej niepokoję się tym, co widzę w Sodomie.

Ludzie tu żyją dla przyjemności, jakby nic innego się nie liczyło. Ich obyczaje… trudno mi o nich pisać. Wczoraj widziałam, jak grupa mężczyzn zaatakowała samotnego podróżnego. Nikt nie zareagował. Gdy powiedziałam o tym Lotowi, westchnął tylko ciężko i odparł: „Tak już tu jest. Nie możemy zmienić całego miasta”.

Ale czy nie powinniśmy przynajmniej próbować?

Pięć lat w Sodomie

Nasze córki dorosły, zostały zaręczone z miejscowymi mężczyznami. Lot jest zadowolony – to dobre rodziny, zamożne. Ja wciąż mam wątpliwości. Czy to dobrze, że nasze dzieci zapuszczają tu korzenie?

Sodoma stała się naszym domem, choć nigdy nie pokochałam tego miasta. Przywykłam do jego gwaru, do zapachu kadzideł na ulicach, do widoku gór otaczających dolinę. Ale wciąż czuję się tu obco, jakbym nie pasowała do tej układanki.

Czasem myślę o Saraj i zastanawiam się, czy tęskni za nami tak, jak ja tęsknię za nią. Była dla mnie jak siostra. Słyszałam, że Abram zmienił imię na Abraham, a Saraj na Sara. Ponoć Bóg im to nakazał. Kolejny znak Jego obecności w ich życiu.

A gdzie jest Bóg w naszym życiu? W tym mieście, które wydaje się tak od Niego odległe?

Dziesięć lat później

Wczoraj wieczorem wydarzyło się coś dziwnego. Do naszego domu przybyło dwóch podróżnych – mężczyzn o niezwykłej urodzie i spokojnych oczach. Lot nalegał, by zostali na noc, choć początkowo odmawiali. Przygotowałam dla nich posiłek, upiekłam podpłomyki.

Ledwo zasiedliśmy do wieczerzy, gdy pod domem zebrał się tłum. Mężczyźni z miasta, młodzi i starzy, domagali się, byśmy wydali im gości. Ich zamiary były… nie mogę tego zapisać, to zbyt straszne. Lot wyszedł do nich, próbował ich uspokoić. Nawet – o czym myślę z przerażeniem – zaoferował im nasze córki w zamian za gości! Co się stało z moim mężem, że mógł nawet pomyśleć o czymś takim?

Na szczęście nie doszło do najgorszego. Nasi goście wciągnęli Lota z powrotem do domu i jakoś – nie widziałam jak – sprawili, że napastnicy oślepli na chwilę, nie mogąc znaleźć drzwi.

A potem powiedzieli nam prawdę – że są aniołami, posłańcami Boga, i że przybyli, by zniszczyć Sodomę za jej grzechy! Powiedzieli, że musimy uciekać, natychmiast, nad ranem. Tylko my – Lot, ja i nasze córki. Nasi przyszli zięciowie, gdy Lot ich ostrzegł, wyśmiali go, myśląc, że żartuje.

Siedzę teraz przy lampie i piszę te słowa, a moje serce bije jak oszalałe. Czy to możliwe? Czy Bóg naprawdę zamierza zniszczyć całe miasto? I jeśli tak – czy słusznie? Wiem, że jest tu wiele zła, ale są też dobrzy ludzie, niewinne dzieci… Czy wszyscy muszą zginąć?

Świt następnego dnia

O wschodzie słońca aniołowie dosłownie wyciągnęli nas z domu. „Pośpieszcie się” – powtarzali. „Nie oglądajcie się za siebie, uciekajcie w góry, bo inaczej zginiecie”.

Lot błagał ich, by pozwolili nam schronić się w małym miasteczku Soar, a nie w górach. Niechętnie się zgodzili.

A teraz idziemy, pośpiesznie, pozostawiając za sobą wszystko, co znaliśmy przez ostatnie lata. Nasze córki płaczą – za narzeczonymi, za przyjaciółmi, za życiem, które znały. Lot jest milczący, skupiony na drodze przed nami.

A ja? Czuję dziwny ciężar w sercu. Smutek za tym, co zostawiamy, strach przed tym, co nadchodzi, i… wątpliwość. Czy naprawdę musimy odejść? Czy naprawdę Bóg zniszczy całe miasto? A jeśli tak, czy nie powinniśmy byli ostrzec więcej ludzi, walczyć o nich?

Miasto było naszym domem przez tyle lat. Mimo wszystkich jego wad, mimo całego zła, które się tam działo… to był nasz dom. I tak po prostu mamy go porzucić, bez jednego spojrzenia wstecz?

Jeden z aniołów, jakby czytając w moich myślach, powtórzył przed chwilą: „Nie oglądajcie się za siebie, cokolwiek usłyszycie”.

Ale jak można nie obejrzeć się za swoim życiem?

Ostatni wpis

Słyszę za plecami dziwny huk, jakby odgłos końca świata. Czuję gorąco na karku.

Moje córki i Lot są już daleko przede mną. Biegną, nie oglądając się.

A ja… ja muszę wiedzieć. Muszę spojrzeć.

Muszę zobaczyć, co się stało z naszym domem, z naszymi sąsiadami, z miastem, które mimo wszystko stało się częścią mnie.

Tylko jedno spojrzenie…

[Reszta strony jest pusta]


Dopisek inną ręką:

Tu kończy się pamiętnik mojej matki. Znalazłam go przy drodze, gdy ojciec pozwolił nam wrócić po jej rzeczy. Ona sama… nie mogę o tym pisać, to zbyt bolesne.

Stoi teraz tam, gdzie się zatrzymała, gdy spojrzała wstecz. Słup soli na drodze do Soaru, z twarzą wciąż zwróconą w stronę Sodomy. Mówią, że to kara za nieposłuszeństwo wobec Bożego nakazu.

Ale ja myślę, że to nie było zwykłe nieposłuszeństwo. To była miłość – do domu, do ludzi, nawet do miejsca, które mimo swoich grzechów było częścią jej życia. Nie mogła odejść bez pożegnania. Nie mogła nie spojrzeć.

I za to spojrzenie płaci teraz wieczną ceną.

My żyjemy dalej – ojciec, ja i moja siostra. Ale nic już nie jest takie samo.

– Córka Lota

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stary Testament. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *