Wojownika Filistyńskiego, Obrońcy Gat, Syna Anaka
Przedmowa
Ja, Goliat z Gat, syn Anaka, wojownik filistyński, spisuję te słowa w przeddzień bitwy, która – jak przeczuwam – może być moją ostatnią. Choć ciało moje jest silne jak zawsze, a zbroja niezdobyta, niepokój zamieszkał w moim sercu. Dlatego przekazuję ten testament mojemu pisarzowi Tebalowi, aby w razie mojej śmierci słowa te dotarły do mojej rodziny, a prawda o moim życiu nie zaginęła.
Moje początki
Urodziłem się jako trzeci syn Anaka, w mieście Gat, w roku wielkiej suszy. Matka moja, Zerufa, często opowiadała, jak już w dniu narodzin byłem większy od innych niemowląt, a pierwsze słowo wypowiedziałem, mając zaledwie sześć miesięcy. Od początku było jasne, że jestem naznaczony przez bogów – obdarzony wzrostem i siłą nieosiągalną dla zwykłych ludzi.
Ojciec zabierał mnie na polowania, gdy miałem pięć lat. W wieku dziesięciu lat potrafiłem powalić dzika gołymi rękami. Gdy miałem lat czternaście, zabiłem lwa, który zagrażał naszym stadom. Starszyzna plemienia widziała we mnie dar od Dagona, który miał przynieść chwałę naszemu ludowi.
Ale ta wielkość zawsze była również brzemieniem. Pamiętam spojrzenia strachu, gdy wchodziłem do wioski. Dzieci uciekały, matki tuliły niemowlęta do piersi. Byłem sam pośród własnego ludu – zbyt duży, by być jednym z nich, zbyt potężny, by uznawano mnie za równego.
Moja rodzina
Wbrew temu, co mówią o mnie Hebrajczycy, mam serce jak każdy człowiek. Kocham moją żonę Adah, która jako jedyna nie bała się spojrzeć mi w oczy, kiedy pierwszy raz przyszedłem do jej ojca prosić o jej rękę. Pamiętam jej słowa: „Widzę człowieka, nie górę”.
Mamy troje dzieci – dwóch synów i córkę. Merab ma dwanaście lat i już teraz jest wyższy od większości dorosłych mężczyzn. Obawiam się, że odziedziczy po mnie nie tylko wzrost, ale i los odmieńca. Uczę go, by był dobry dla słabszych, by nigdy nie wykorzystywał swojej siły przeciwko bezbronnym. Moja córka, Tamar, ma dziesięć lat i oczy jak gwiazdy. Jest mądra ponad swój wiek. Najmłodszy, Zuriel, ma dopiero pięć lat. Czasem pytam siebie, czy zobaczę, jak dorastają.
Jeśli czytasz te słowa, Adah, wiedz, że byłaś moim światłem w ciemności, moim spokojem pośród burzy. Wychowaj nasze dzieci tak, by pamiętały, że ich ojciec był kimś więcej niż tylko wojownikiem, więcej niż olbrzymem, którego się obawiano.
Prawda o wojnie z Izraelitami
Piszę te słowa, bo chcę, żeby prawda była znana. Nie jestem potworem, jakim opisują mnie hebrajscy kapłani. Nie jemy ich dzieci, nie składamy krwawych ofiar z jeńców, jak głoszą ich opowieści przy ogniskach.
Walczymy o naszą ziemię, o prawo do życia. Filistyni przybyli do tego wybrzeża wiele pokoleń temu, uciekając przed wojnami na wyspach wielkiego morza. Znaleźliśmy tu dom, zbudowaliśmy miasta, uprawialiśmy pola. A potem przyszli oni – lud pustyni, Hebrajczycy, roszcząc sobie prawo do wszystkiego, twierdząc, że ich bóg obiecał im te ziemie.
Ich bóg… ten niewidzialny, który przemawia tylko do nich, który każe im zabijać inne ludy w Jego imię. Dlaczego ich bóg miałby mieć więcej praw do tej ziemi niż nasz Dagon? Czy bogowie nie mogą istnieć obok siebie w pokoju, jak różne ludy?
Walczyłem w wielu bitwach przeciwko Izraelitom. Nie z nienawiści, ale z obowiązku obrony mojego ludu. Widziałem, jak ich wojownicy giną od mojego miecza, a ich oczy gasną. Nie czerpałem z tego radości. To była konieczność wojny, nie przyjemność zabijania.
O pojedynku, który nadchodzi
Od czterdziestu dni staję każdego ranka przed szeregami Izraelitów i wzywam ich najsilniejszego wojownika do walki. Czterdzieści dni tchórzostwa – tak to widzę. Ich król, Saul, drży w swoim namiocie, a ich wojownicy kryją się za tarczami.
Proponuję uczciwy pojedynek – jeden wojownik przeciwko drugiemu. Zwycięzca bierze wszystko, przegrany służy. To stary, honorowy zwyczaj, oszczędzający krew wielu dla rozstrzygnięcia losu wszystkich.
Ale dziś usłyszałem szepty w obozie. Mówią, że jutro ktoś przyjmie moje wyzwanie. Nie jest to wojownik, którego się spodziewałem – nie król, nie generał, nawet nie doświadczony żołnierz. To chłopiec, pasterz, który przybył niedawno do obozu.
Śmieją się z niego nawet jego pobratymcy. Mówią, że jest szalony, że szuka śmierci. A jednak jest w tym coś, co napełnia moje serce niepokojem. Dlaczego chłopiec bez doświadczenia miałby stanąć przeciwko mnie, jeśli nie ma jakiegoś planu? Czy ich przebiegły bóg nie działa czasem w sposób, którego nie rozumiemy?
Tej nocy śniłem o orle, który spadał z nieba jak grom i uderzał w moje czoło. Obudziłem się zlany potem, a moja żona mówiła, że krzyczałem przez sen.
Moje ostatnie życzenia
Jeśli zginę w nadchodzącej bitwie, proszę, aby moje ciało zostało pochowane zgodnie z naszymi zwyczajami, z bronią u boku, gotowe do podróży do krainy przodków. Nie pozwólcie, by wrogowie zbezcześcili moje ciało.
Mój miecz, wykuty przez najlepszych rzemieślników z żelaza, które jest rzadkością w tych stronach, niech odziedziczy mój najstarszy syn, gdy dorośnie. Moją zbroję, hełm i włócznię należy złożyć w świątyni Dagona jako ofiarę.
Mój dom w Gat i wszystkie moje stada przekazuję mojej żonie Adah, by zapewniła przyszłość naszym dzieciom. Jeśli Filistyni wygrają wojnę, proszę króla, by otoczył moją rodzinę opieką jako rodzinę wojownika, który służył z honorem.
O tym, co ważne
Walczyłem w wielu bitwach, zdobyłem sławę i bogactwo, a jednak widzę teraz, że te rzeczy są jak piasek – przelatują przez palce i nie mają znaczenia na końcu drogi.
Prawdziwe bogactwo znalazłem w śmiechu moich dzieci, w uścisku mojej żony, w spokojnych wieczorach, gdy patrzyliśmy na gwiazdy i opowiadaliśmy sobie historie o bogach i bohaterach.
Jeśli moje dzieci kiedyś przeczytają te słowa, chcę, by wiedziały, że ich ojciec nie był ani potworem, ani bohaterem z legend – był człowiekiem, który kochał, bał się, wątpił i miał nadzieję, jak wszyscy inni.
Przed bitwą
Słońce wstaje, a ja muszę kończyć. Zakładam zbroję, która waży więcej niż niejeden mężczyzna. Mój giermek smaruje moją tarczę. Włócznia, której drzewce jest jak belka krosna, opiera się o ścianę mojego namiotu.
Za chwilę stanę ponownie przed szeregami Izraelitów i wyzwę ich po raz czterdziesty pierwszy. Może dziś nikt nie odpowie, jak przez czterdzieści poprzednich dni. Ale jeśli ten chłopiec rzeczywiście wystąpi…
Dziwny niepokój mnie ogarnia. Nie strach – walczyłem zbyt wiele razy, by bać się pojedynku. To raczej przeczucie, że coś większego niż ja jest w ruchu, że jestem częścią historii, której nie rozumiem.
Ale takie jest życie wojownika – idziesz tam, gdzie prowadzi cię obowiązek, nawet jeśli droga wiedzie w ciemność.
Dagon, wielki boże morza i plonów, opiekunie Filistynów, prowadź moją rękę dziś w bitwie. A jeśli nadszedł mój czas, przyjmij mnie do krainy przodków z honorem.
[Dokument kończy się tutaj. Według zapisków archiwisty ze świątyni w Aszdodzie, został znaleziony w namiocie Goliata po jego śmierci w pojedynku z młodym Izraelitą imieniem Dawid, który później został królem Izraela.]