Wspomnienia kandydata, który nie został wybrany do grona Dwunastu
Dzień po losowaniu – Jerozolima
Dziś po raz pierwszy biorę do ręki ten zwój, by spisać myśli, które cisną mi się do głowy. Maciej został wybrany. Nie ja. Los padł na niego. Piotr powiedział, że to wola Pana, ale czy naprawdę? Czy rzucanie losów to sposób, w jaki Wszechmogący wybiera swoich apostołów? Nie mogę zasnąć. Czy byłem niegodny? Czy Jeszua widział we mnie coś, co mnie dyskwalifikowało?
Byłem z Nim od początku. Podobnie jak Maciej. Słuchaliśmy Jego nauk nad Jeziorem Galilejskim. Widzieliśmy, jak rozmnożył chleby i ryby. Widzieliśmy uzdrowienia. Widzieliśmy, jak wskrzesił córkę Jaira i Łazarza. Szliśmy za Nim do Jerozolimy. Byliśmy tam, gdy wjeżdżał na osiołku wśród okrzyków „Hosanna!”. I byliśmy tam, gdy wołali „Ukrzyżuj!”.
Ale nie byliśmy w gronie Dwunastu. Nie zostaliśmy wybrani przez Niego za Jego życia. A teraz miało być inaczej. Jeden z nas miał zająć miejsce Judasza. Miejsce zdrajcy.
Piotr powiedział, że musimy uzupełnić liczbę. Dwunastu apostołów dla dwunastu pokoleń Izraela. Symbolika jest ważna. Wierzę w to. Ale nadal boli.
Trzy dni później
Wciąż rozmyślam o tym, co się stało. Wiele osób gratulowało mi samej nominacji. „To wielki zaszczyt znaleźć się w gronie kandydatów” – mówili. „Pan widzi twoje serce” – pocieszali mnie inni. Ale czy to wystarczy?
Jestem Józef zwany Barsabą, któremu nadano przydomek Justus – Sprawiedliwy. Dlaczego więc nie ja? Czy sprawiedliwość nie jest cechą apostoła? Czy Pan nie szuka sprawiedliwych?
Przypominam sobie słowa Mistrza: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni”. Kiedy będę nasycony? Kiedy to poczucie pustki mnie opuści?
Maciej jest dobrym człowiekiem. Nie mam do niego żalu. Ale czy jest lepszym apostołem niż ja? Czy będzie lepiej głosił Ewangelię? Czy jego wiara jest silniejsza? Czy jego miłość głębsza?
Tydzień po Pięćdziesiątnicy
Coś się zmieniło. Coś we mnie. Nie potrafię tego dokładnie opisać, ale to jak ogień, który płonie w moim wnętrzu.
Byłem tam, w Wieczerniku, razem z innymi uczniami. Maciej był wśród Dwunastu, ja w gronie pozostałych wiernych. Gdy zstąpił na nas Duch Święty, nie było już podziału na apostołów i zwykłych uczniów. Wszyscy zostaliśmy napełnieni. Wszyscy mówiliśmy językami, których nigdy się nie uczyliśmy. Wszyscy głosiliśmy wielkie dzieła Boże.
Zrozumiałem wtedy, że wybór Macieja nie był przeciwko mnie. Że los nie był odrzuceniem. Że Pan ma dla mnie inną drogę. Nie mniej ważną. Po prostu inną.
Dwa miesiące później
Dziś odwiedziłem Piotra. Musiałem z nim porozmawiać. Musiałem zapytać, dlaczego zdecydowali się na losowanie, zamiast wybrać jednego z nas na podstawie… na podstawie czego właściwie? Zasług? Umiejętności? Pobożności?
Powiedział mi coś, co mnie zaskoczyło: „Józefie, wybór apostoła nie jest nagrodą za dobre sprawowanie. To nie jest wyróżnienie za bycie lepszym od innych. To powołanie do służby, często trudnej i niewdzięcznej. To nie jest przywilej, to ciężar.”
Zapytałem go wtedy, dlaczego więc nie wybrali mnie do dźwigania tego ciężaru. Czy uznali, że nie mam dość siły?
„Nie my wybieraliśmy” – odpowiedział. „Powierzyliśmy ten wybór Panu. To On wie najlepiej, kogo powołać i do czego. Każdy z nas ma swoje miejsce w Jego planie. Ty także, Józefie Barsabo.”
Pół roku po wyborze Macieja
Dzisiaj po raz pierwszy głosiłem Dobrą Nowinę poza Jerozolimą. Poszedłem do Jerycha razem z kilkoma braćmi. Ludzie słuchali z uwagą. Niektórzy uwierzyli. Innych ogarnął gniew. Jeden z przywódców synagogi nazwał mnie bluźniercą i heretykiem.
Po powrocie opowiedziałem o wszystkim Jakubowi, bratu Pańskiemu, który teraz przewodzi wspólnocie w Jerozolimie. Słuchał uważnie, a potem powiedział coś, co dało mi do myślenia:
„Czy wiesz, że apostoł to po grecku 'apostolos’ – wysłannik? Dzisiaj ty byłeś wysłannikiem Chrystusa w Jerychu. Każdy z nas, kto głosi Ewangelię, jest apostołem, niezależnie od tego, czy należy do grona Dwunastu, czy nie.”
Zacząłem inaczej patrzeć na swoją rolę we wspólnocie. Może nie jestem jednym z Dwunastu, ale jestem apostołem – wysłannikiem Chrystusa. To nie tytuł czyni człowieka wartościowym w oczach Boga, ale wierność powołaniu.
Rok po Zmartwychwstaniu
Prześladowania się nasilają. Szczepan został ukamienowany. Jakub, syn Zebedeusza, ścięty mieczem. Apostołowie są szczególnie narażeni. Herod chce się przypodobać Żydom, a nie ma lepszego sposobu niż uderzenie w przywódców „tej sekty”, jak nazywają nas przeciwnicy.
Po raz pierwszy poczułem, że może to i lepiej, że nie jestem jednym z Dwunastu. Mniej osób mnie zna, mniej na mnie zwraca uwagę. Mogę działać bardziej dyskretnie. Odwiedzam domy wiernych w Jerozolimie, umacniam ich wiarę, przewodniczę łamaniu chleba, gdy nie ma z nami apostoła.
Maciej musi się ukrywać. Słyszałem, że rzymscy żołnierze przeszukali jego dom. Na szczęście zdążył uciec. Jest teraz gdzieś w Galilei lub może nawet dalej.
Dwa lata po wyborze Macieja
Dziś spotkałem Szawła z Tarsu, który teraz nazywa siebie Pawłem. Tego samego, który prześladował Kościół, a teraz sam głosi Ewangelię. Nieprawdopodobna historia! Ale czy bardziej nieprawdopodobna niż historia rybaka, który stał się „Skałą” Kościoła? Albo celnika, który został apostołem i ewangelistą?
Paweł nigdy nie znał Jezusa za Jego ziemskiego życia. Nie chodził z Nim po drogach Galilei, nie słuchał Jego nauk na własne uszy, nie widział Jego cudów. A jednak nazywa siebie apostołem. I to z takim przekonaniem, że nikt nie śmie mu zaprzeczyć.
Powiedział mi: „Józefie, nie zostałem powołany przez ludzi ani z ludzkiej woli, ale przez Jezusa Chrystusa i Boga Ojca. To samo dotyczy ciebie. Twoje powołanie nie pochodzi od Piotra czy innych apostołów. Pochodzi od samego Pana.”
Nigdy wcześniej nie myślałem o tym w ten sposób. Zawsze czułem, że to apostołowie mnie nie wybrali, że to ich decyzja mnie ominęła. Ale może to nie była ich decyzja? Może to sam Pan powołał mnie do innej misji?
Pięć lat po Zmartwychwstaniu
Dzisiaj otrzymaliśmy wieści od Piotra z Antiochii. Pisze, że tamtejsza wspólnota rośnie w siłę. Po raz pierwszy nazwano tam uczniów Chrystusa „chrześcijanami”. To nowe określenie szybko się przyjmuje.
Piotr wspomina też, że widział się z Maciejem, który głosi Ewangelię w Cylicji. Podobno ma wielu uczniów i cieszy się szacunkiem lokalnej wspólnoty.
Nie czuję już ukłucia zazdrości na myśl o Macieju jako apostole. On ma swoją drogę, ja mam swoją. Każdy z nas służy Panu na swój sposób. A może właśnie na tym polega piękno Kościoła? Że jest w nim miejsce dla różnych darów i powołań?
Dziesięć lat po wyborze Macieja
Z biegiem lat coraz bardziej doceniam, że nie zostałem wybrany na apostoła. Brzmi to dziwnie, wiem. Ale gdybym był jednym z Dwunastu, prawdopodobnie musiałbym, podobnie jak oni, udać się w dalekie strony, aby głosić Ewangelię. Tymczasem ja mogłem zostać w Jerozolimie, blisko mojej rodziny.
Moja żona, Rut, zachorowała kilka lat temu. Gdyby nie to, że byłem z nią, prawdopodobnie by nie przeżyła. Nasz syn, Józef, potrzebował ojca, który wprowadzi go w dorosłe życie. Mogłem być przy nim, uczyć go rzemiosła, a jednocześnie wychowywać w wierze w Chrystusa.
Czasem najważniejsze apostolstwo dokonuje się we własnym domu, wśród najbliższych. Jezus powiedział kiedyś opętanemu z Gerazy, którego uzdrowił: „Idź do domu, do swoich, i opowiedz im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował”. To właśnie robię – świadczę o Chrystusie wśród swoich.
Piętnaście lat po Zmartwychwstaniu
Wieści z całego znanego świata są zdumiewające. Paweł zakłada wspólnoty w Azji Mniejszej i Grecji. Piotr dotarł podobno aż do Rzymu. Tomasz, jak głoszą, powędrował do Indii. Ewangelia rozprzestrzenia się z niesłychaną szybkością.
A co z Maciejem? Od lat nie mamy o nim wieści. Niektórzy mówią, że poniósł męczeńską śmierć w Etiopii. Inni, że nadal głosi w Judei. Nikt nie wie na pewno.
Zastanawiam się czasem, czy historia zapamięta któregokolwiek z nas. Czy za sto, dwieście, tysiąc lat ktokolwiek będzie wiedział, kim był Maciej? Kim był Józef Barsaba? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
Dwadzieścia lat po wyborze Macieja
Jestem już starym człowiekiem. Mój wzrok słabnie, dłonie drżą, gdy piszę te słowa. Ale moja wiara jest silniejsza niż kiedykolwiek.
Dziś, gdy patrzę wstecz na swoje życie, nie żałuję, że nie zostałem wybrany na apostoła. Bóg miał dla mnie inny plan, nie mniej wartościowy. Byłem nauczycielem we wspólnocie jerozolimskiej. Wykształciłem wielu uczniów, którzy teraz sami nauczają innych. Spisałem wiele nauk Jezusa, które usłyszałem na własne uszy, aby zachować je dla przyszłych pokoleń.
Niektórzy z moich uczniów pytają mnie czasem, czy czuję się rozczarowany, że nie zostałem apostołem. Odpowiadam im słowami samego Jezusa: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”. Nie miejsce w hierarchii się liczy, ale wierność powołaniu.
Testament
Jeśli ktokolwiek będzie czytał te zapiski po mojej śmierci, niech wie, że Józef zwany Barsabą, któremu nadano przydomek Justus, był szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwym nie dlatego, że osiągnął wielkie rzeczy czy zdobył sławę, ale dlatego, że poznał Chrystusa i Jemu służył.
Moim ostatnim pragnieniem jest, aby ci, którzy przyjdą po mnie, zrozumieli, że w Kościele Chrystusowym nie ma lepszych i gorszych miejsc. Są tylko różne powołania. Każde z nich jest darem od Boga. Każde jest ważne. Każde prowadzi do Niego.
Ja, Józef Barsaba, nie zostałem wybrany na apostoła. Ale zostałem wybrany przez Boga, aby być Jego świadkiem. I to mi wystarczy.
Koniec Pamiętnika
Nota historyczna
Józef Barsaba, zwany także Justusem (Sprawiedliwym), jest postacią wspomnianą w Dziejach Apostolskich (1,23-26). Był jednym z dwóch kandydatów (obok Macieja) na miejsce Judasza w gronie Dwunastu Apostołów. Los padł na Macieja, a o dalszych losach Józefa Barsaby Nowy Testament milczy. Tradycja chrześcijańska przekazuje jednak, że pozostał on wiernym uczniem i głosicielem Ewangelii, a według niektórych przekazów był jednym z siedemdziesięciu dwóch uczniów wysłanych przez Jezusa, o których wspomina Ewangelia według św. Łukasza (10,1-24).
Niniejszy „pamiętnik” jest utworem fikcyjnym, próbą literackiej rekonstrukcji możliwych przeżyć i przemyśleń tej historycznej, choć mało znanej postaci z początków chrześcijaństwa.