– zapiski człowieka uwięzionego razem z Pawłem i Sylasem
Dzień 1
Nazywam się Kleomenes, syn Timaeusa, kupiec z Tessaloniki. Nigdy nie sądziłem, że będę pisał dziennik, a już na pewno nie w więzieniu. A jednak oto jestem, w ciemnej, wilgotnej celi w Filippi, z dwoma obcymi mężczyznami, którzy twierdzą, że są posłańcami jakiegoś nowego boga.
Zostałem aresztowany pod zarzutem oszustwa handlowego – fałszywe oskarżenie! Mój rywal, Demetriusz, przekupił urzędników, by wsadzili mnie do lochu. Teraz siedzę tu, czekając na proces, który może się nie odbyć przez wiele tygodni.
Moi współwięźniowie wydają się dziwnie spokojni, zważywszy na okoliczności. Paweł, Żyd z Tarsu, ma rzymskie obywatelstwo, co czyni jego uwięzienie tutaj jeszcze bardziej niezwykłym. Sylas, jego towarzysz, jest bardziej milczący, ale w jego oczach widać siłę. Zostali wtrąceni do więzienia kilka godzin po mnie, pobici i zakrwawieni, oskarżeni o „wprowadzanie zwyczajów, których nam, Rzymianom, nie wolno przyjmować ani stosować”.
Dziwne oskarżenie. Zaciekawiony, zapytałem ich, o co naprawdę chodzi. Paweł opowiedział mi historię, która brzmi nieprawdopodobnie. Mówił o Żydzie zwanym Jezusem, który twierdził, że jest Synem Bożym, został ukrzyżowany przez Rzymian, a potem zmartwychwstał po trzech dniach. Paweł twierdzi, że spotkał Go w wizji na drodze do Damaszku.
Muszę przyznać, że słyszałem już różne historie o bogach i cudach, ale ta wydaje się jeszcze bardziej niewiarygodna niż większość. A jednak sposób, w jaki Paweł opowiada… jest w nim coś przekonującego.
Dzień 2
Noc w więzieniu jest najgorsza. Szczury biegają po podłodze, a powietrze jest tak wilgotne, że czuję, jak moje płuca wypełniają się wodą. Moje nadgarstki są surowe od kajdan, a plecy bolą od leżenia na twardej ziemi.
Paweł i Sylas mieli znacznie gorszą noc niż ja. Strażnicy umieścili ich nogi w dybach – drewnianym urządzeniu, które unieruchamia je w bolesnej pozycji. Mimo to, ku mojemu zdumieniu, spędzili większość nocy… śpiewając.
Tak, dobrze usłyszałeś, drogi pamiętniku – śpiewając! Hymny do swojego boga, modlitwy o miłosierdzie i pieśni chwały. Początkowo byłem zirytowany – jak mogą zachowywać się tak radośnie w tych warunkach? Ale gdy noc się przedłużała, ich pieśni stały się dziwnie pocieszające.
Inni więźniowie również słuchali. W pewnym momencie całe więzienie ucichło, z wyjątkiem ich głosów. Nawet strażnicy wydawali się zdumieni, choć starali się tego nie okazywać.
Dziś Paweł mówił do mnie więcej o swoim Jezusie. Twierdzi, że ten Jezus nauczał, że Królestwo Boże jest blisko, i że każdy – nawet nie-Żydzi jak ja – może być jego częścią. Mówił o miłości i przebaczeniu w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie słyszałem.
Nie jestem pewien, co o tym myśleć. Bogowie, których znam – greccy i rzymscy – są potężni, ale kapryśni i odlegli. Bogowie, którzy czasami pomagają ludziom, ale równie często ich krzywdzą. Bóg Pawła wydaje się… inny. Bliższy. Bardziej zainteresowany losem zwykłych ludzi.
Dzień 3
Dziś rano rozmawiałem z Sylasem, gdy Paweł spał. Jest mniej elokwentny niż Paweł, ale równie przekonany o swojej misji. Powiedział mi, że przed spotkaniem Pawła mieszkał w Jerozolimie i był świadkiem wielu wydarzeń, o których mówi Paweł.
„Czy naprawdę widziałeś tego Jezusa?” – zapytałem.
„Nie” – odpowiedział. „Ale znałem ludzi, którzy Go widzieli po zmartwychwstaniu. Widziałem, jak Duch Święty zstąpił na wierzących w dzień Pięćdziesiątnicy. Widziałem uzdrowienia, wypędzanie demonów i przemianę najbardziej zatwardziałych serc.”
Trudno mi uwierzyć w te rzeczy, ale trudno też nie zauważyć iskry w jego oczach, gdy o tym mówi. Albo ci ludzie są szaleni, albo doświadczyli czegoś prawdziwego.
Strażnicy byli dziś wyjątkowo okrutni. Jeden z nich, Marcellus, zdaje się czerpać przyjemność z naszego cierpienia. Odmówił nam wody przez większość dnia, a gdy w końcu przyniósł trochę, celowo rozlał połowę na podłogę przed nami.
Paweł nie wydawał się tym przejęty. Faktycznie, modlił się za Marcellusa! „Ojcze, przebacz mu, bo nie wie, co czyni” – mówił. Te same słowa, które podobno wypowiedział ich Jezus na krzyżu.
Jestem kupcem. Prowadzę interesy z różnymi ludźmi i zawsze kieruję się zasadą „oko za oko”. Jeśli ktoś mnie oszuka, już nigdy z nim nie handluję. Jeśli ktoś mnie skrzywdzi, szukam sposobu, by odpłacić mu tym samym. Ale Paweł i Sylas… oni żyją według całkowicie innej zasady.
Dzień 4
Moje ciało boli coraz bardziej. Jedzenie – jeśli można tak nazwać tę breję – jest niewystarczające, a ja czuję, jak moje siły słabną z każdym dniem. Najbardziej boję się, że umrę tutaj, zanim będę miał szansę oczyścić swoje imię.
Dziś rozmawialiśmy o śmierci. Nie wiem, dlaczego ten temat się pojawił – może dlatego, że jeden ze starszych więźniów w sąsiedniej celi zmarł dziś nad ranem. Słyszeliśmy jego ostatnie, chrapliwe oddechy, a potem strażnicy wywlekli jego ciało jak worek śmieci.
„Czego się boisz, Kleomenesie?” – zapytał mnie Paweł.
„Śmierci” – odpowiedziałem szczerze. „Boję się, że to wszystko… kończy się tutaj.”
Paweł uśmiechnął się łagodnie. „A gdybym ci powiedział, że śmierć nie jest końcem?”
Opowiedział mi o wierze w zmartwychwstanie – nie tylko Jezusa, ale wszystkich, którzy w Niego wierzą. Mówił o nowym niebie i nowej ziemi, gdzie nie ma już łez, bólu ani śmierci.
„Brzmi pięknie” – powiedziałem. „Ale skąd możesz to wiedzieć?”
„Ponieważ Ten, który to obiecał, jest wierny” – odpowiedział Paweł. „I ponieważ widziałem przedsmak tego w życiu tych, którzy przyjęli Jego Ducha.”
Myślę o tym, co powiedział Paweł. Patrząc na niego i Sylasa, widzę w nich coś, czego nie mogę łatwo wyjaśnić – rodzaj wewnętrznego pokoju i radości, które wydają się niewzruszone nawet przez te okropne okoliczności. Jeśli ich bóg może dać taką siłę w więzieniu, to może jest w tym coś więcej, niż początkowo myślałem.
Dzień 5
Dziś była najgorsza noc w więzieniu do tej pory. Nie tylko z powodu fizycznego dyskomfortu, ale też z powodu strachu.
Jeden z więźniów, wielki, pokryty bliznami mężczyzna nazwiskiem Brutus, groził, że nas zabije. Najwyraźniej usłyszał, jak Paweł mówi o swoim bogu, i uznał to za obrazę Jowisza. Przez całą noc wywrzaskiwał przekleństwa i groźby, szarpiąc swoje łańcuchy tak mocno, że bałem się, że je zerwie.
Paweł pozostał niewzruszony. Kiedy Brutus w końcu ucichł z wyczerpania, Paweł zaczął do niego mówić. Nie wiem, co dokładnie powiedział – mówił zbyt cicho, by usłyszeć – ale dziś rano Brutus był inny. Wciąż groźny na wygląd, ale spokojniejszy. Nawet skinął głową w stronę Pawła z czymś, co wyglądało jak szacunek.
Dzisiaj zapytałem Pawła o jego życie przed tym, jak stał się wyznawcą Jezusa. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła.
„Byłem prześladowcą Kościoła” – powiedział. „Polowałem na tych, którzy wierzyli w Jezusa. Wtrącałem ich do więzienia. Zatwierdzałem ich egzekucje.”
„Co się zmieniło?” – zapytałem.
„Spotkałem Tego, którego prześladowałem” – odpowiedział prosto. „Na drodze do Damaszku Jezus objawił mi się w oślepiającym świetle. Zapytał mnie: 'Saulu, Saulu, dlaczego Mnie prześladujesz?’ Tego dnia oślepłem fizycznie, ale po raz pierwszy naprawdę przejrzałem.”
Historia Pawła jest zaskakująca. Jak człowiek może przejść od nienawiści do miłości wobec tej samej grupy ludzi? Od prześladowcy do prześladowanego? Mówi, że to łaska – niezasłużona życzliwość Boga.
Jeśli jego bóg może tak odmienić serce, to może naprawdę jest inny od bogów, których znam.
Dzień 6
Dni zlewają się ze sobą w tym ponurym miejscu. Jedynym sposobem, by zachować zmysły, jest obserwowanie delikatnych zmian światła wpadającego przez maleńkie okienko pod sufitem celi.
Dziś Paweł i Sylas zostali zabrani na przesłuchanie. Wrócili kilka godzin później, pokryci nowymi siniakami. Najwyraźniej odmówili wyparcia się swojej wiary, co rozwścieczyło przesłuchujących ich urzędników.
„Dlaczego nie skłamiecie?” – zapytałem. „Moglibyście po prostu powiedzieć, że wyrzekacie się swojego boga, a potem dalej w Niego wierzyć w sekrecie.”
Paweł spojrzał na mnie z powagą. „Jak możemy wyprzeć się Tego, który nigdy się nas nie wyparł? Nawet w obliczu najstraszniejszego cierpienia – krzyża – On pozostał wierny swojej misji z miłości do nas.”
Sylas dodał: „Poza tym, Kleomenesie, nie służymy martwemu bogu, który nie widzi i nie słyszy. Służymy żywemu Bogu, który zna nawet myśli naszych serc.”
Myślę o bogach, których czciłem przez całe życie. Czy kiedykolwiek czułem, że naprawdę mnie znają? Czy kiedykolwiek czułem, że naprawdę im zależy? Składałem ofiary, odmawiałem modlitwy, uczestniczyłem w świętach – ale zawsze było to bardziej z poczucia obowiązku lub strachu niż z miłości.
Bóg Pawła i Sylasa wydaje się mieć zupełnie inną relację ze swoimi wyznawcami. Oni nie tylko czczą Go – oni Go kochają. I wierzą, że On kocha ich.
Dzień 7
Dziś mija tydzień mojego uwięzienia. Coraz trudniej mi pamiętać, jak wygląda niebo, jak smakuje świeże jedzenie, jak pachnie czystym powietrzem.
Paweł spędził większość dnia ucząc innych więźniów. To dziwne – przyszli tu jako wyrzutki społeczeństwa, przestępcy i desperaci, ale w obecności Pawła zachowują się jak uczniowie w szkole filozofa. Nawet strażnicy czasami zatrzymują się, by posłuchać.
Dzisiaj mówił o przebaczeniu. O tym, jak przebaczenie nie tylko uwalnia osobę, której przebaczamy, ale przede wszystkim uwalnia nas samych.
Myślę o Demetriuszu, człowieku, który mnie wrobił. Przez ostatni tydzień pielęgnowałem moją nienawiść do niego, planując zemstę, gdy tylko opuszczę to miejsce. Ale co jeśli Paweł ma rację? Co jeśli trzymanie się tej urazy tylko przedłuża moje własne cierpienie?
Wieczorem Paweł i Sylas znowu śpiewali. Ich głosy odbijały się echem od kamiennych ścian, nadając tym ponurym korytarzom niemal święty charakter. Zauważyłem, że kilku więźniów, którzy wcześniej ich wyśmiewali, teraz dołączyło do ich śpiewu.
Jest w tej muzyce coś uzdrawiającego. Nie chodzi tylko o melodie czy słowa, ale o ducha, w którym są śpiewane – z niezachwianą wiarą, że nawet tutaj, w najciemniejszym z miejsc, obecny jest ktoś, kto słucha.
Dzień 8
O północy stało się coś, czego nigdy nie zapomnę.
Paweł i Sylas modlili się i śpiewali jak zwykle, gdy nagle ziemia zaczęła się trząść pod nami. To nie było zwykłe trzęsienie ziemi – to było tak, jakby sama ziemia odpowiadała na ich modlitwy!
Ściany więzienia zatrzęsły się, drzwi cel otworzyły się same, a nasze łańcuchy – moje, Pawła, Sylasa, wszystkich więźniów – po prostu opadły z naszych rąk i nóg!
Strażnik więzienny wbiegł z pochodnią, a kiedy zobaczył otwarte drzwi, wyciągnął swój miecz, by się zabić. Najwyraźniej wolał odebrać sobie życie niż zmierzyć się z karą za pozwolenie więźniom na ucieczkę. Ale zanim zdążył to zrobić, Paweł krzyknął: „Nie rób sobie nic złego! Wszyscy tu jesteśmy!”
Najbardziej zadziwiającą rzeczą nie było trzęsienie ziemi ani otwarte drzwi. Najbardziej zadziwiające było to, że nikt nie uciekł. Wszyscy pozostaliśmy na miejscu, jak gdyby niewidzialna siła nas trzymała.
Strażnik upadł przed Pawłem i Sylasem, trzęsąc się. „Panowie” – zapytał – „co mam czynić, aby zostać zbawionym?”
„Uwierz w Pana Jezusa Chrystusa” – odpowiedzieli – „a będziesz zbawiony, ty i twój dom.”
Strażnik zabrał Pawła i Sylasa do swojego domu, obmył ich rany i nakarmił ich. Wrócili nad ranem, promienni, mówiąc mi, że strażnik i cała jego rodzina przyjęli ich wiarę i zostali ochrzczeni.
Nie mogę zrozumieć, co się dzieje. Wszystko, co wiedziałem o bogach i religii, jest kwestionowane przez to, co widzę i słyszę.
Dzień 9
Dziś rano przyszli urzędnicy z wiadomością, że Paweł i Sylas mają zostać uwolnieni. Najwyraźniej, gdy władze dowiedziały się, że Paweł jest rzymskim obywatelem, przestraszyły się konsekwencji jego bezprawnego uwięzienia i biczowania.
Ku mojemu zdumieniu, Paweł odmówił cichego odejścia! Zażądał, by urzędnicy sami przyszli i publicznie ich uwolnili, uznając tym samym swój błąd. I – co jeszcze bardziej zadziwiające – urzędnicy to zrobili! Przyszli, przeprosili i odprowadzili ich do bram miasta.
Przed wyjściem Paweł podszedł do mnie.
„Kleomenesie” – powiedział – „modliliśmy się za ciebie. Wierzymy, że wkrótce także zostaniesz uwolniony.”
„Skąd możesz to wiedzieć?” – zapytałem.
„Ponieważ nasz Bóg jest Bogiem sprawiedliwości i prawdy. Jesteś niewinny zarzucanych ci przestępstw, i ta prawda wyjdzie na jaw.”
Następnie położył ręce na mojej głowie i modlił się o mnie. Nigdy nie czułem czegoś takiego – było to jak ciepły prąd przepływający przez moje ciało, od czubka głowy do koniuszków palców.
„Rozważ wszystko, co widziałeś i słyszałeś” – powiedział na koniec. „I pamiętaj, że Królestwo Boże jest blisko, nawet w tym więzieniu.”
Potem on i Sylas odeszli, pozostawiając po sobie dziwną pustkę. Mimo to nie czuję się sam. Jest coś – lub ktoś – co pozostało ze mną.
Dzień 10
Stało się coś niesamowitego! Dziś rano zostałem wezwany przed magistrat. Okazało się, że Demetriusz, człowiek, który mnie wrobił, został przyłapany na oszustwie wobec innych kupców. W trakcie przesłuchania przyznał się również do fałszywych oskarżeń wobec mnie.
Zostałem oczyszczony ze wszystkich zarzutów i natychmiast uwolniony. Gdy wychodziłem z sali sądowej, zobaczyłem w tłumie znajomą twarz – Lydię, zamożną sprzedawczynię purpury, która podobno została nawrócona przez Pawła.
„Szukasz Pawła i Sylasa?” – zapytała.
„Tak” – odpowiedziałem. „Chcę im podziękować… i dowiedzieć się więcej o ich Bogu.”
Lydia uśmiechnęła się. „Są w moim domu. Zapraszam cię do nas.”
Gdy szliśmy przez miasto, Lydia opowiedziała mi swoją historię. Była czcicielką Boga Izraela, choć nie była Żydówką. Gdy usłyszała nauczanie Pawła, jej serce zostało otwarte, jak sama to określiła, i uwierzyła. Ona i cały jej dom zostali ochrzczeni, a jej dom stał się centrum nowej wspólnoty wierzących w Filippi.
Gdy dotarliśmy do jej domu, Paweł był zaskoczony, ale ucieszony, widząc mnie. „Widzisz?” – powiedział. „Mówiłem ci, że Bóg jest wierny.”
„Tak” – odpowiedziałem. „I chcę dowiedzieć się więcej o Nim. O tym Jezusie, którego głosicie.”
Paweł i Sylas spędzili całe popołudnie, odpowiadając na moje pytania. O wcieleniu – jak Bóg stał się człowiekiem w Jezusie. O ukrzyżowaniu – jak Jezus wziął na siebie karę za grzechy świata. O zmartwychwstaniu – jak pokonał śmierć, dając nadzieję wszystkim, którzy w Niego wierzą.
Im więcej słuchałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że wszystko, co widziałem i doświadczyłem w więzieniu, prowadziło mnie do tego momentu.
Dzień 40
Minął miesiąc od mojego uwolnienia. Paweł i Sylas opuścili Filippi, udając się do Tesaloniki, aby kontynuować swoją misję. Ale ich nauki pozostały ze mną.
Dziś zostałem ochrzczony w rzece płynącej przez Filippi. Gdy woda obmywała moje ciało, czułem, jak moja dusza zostaje oczyszczona ze wszystkich krzywd, które wyrządziłem i których doświadczyłem.
Nasza wspólnota – ekklesia, jak ją nazywamy – rośnie każdego dnia. Spotykamy się w domu Lydii, łamiemy chleb, studiujemy pisma, które Paweł nam zostawił, i modlimy się za miasto.
Nawet Brutus, ten wielki, pokryty bliznami mężczyzna z więzienia, dołączył do nas. Został uwolniony tydzień po mnie i przyszedł prosto do domu Lydii, pytając o „Boga, który trzęsie ziemią”.
A co z Demetriuszem, człowiekiem, który mnie wrobił? Odwiedziłem go w więzieniu. Początkowo był zdumiony moją obecnością i podejrzewał, że przyszedłem, by triumfować nad jego upadkiem. Ale kiedy wyciągnąłem rękę w geście przebaczenia, zobaczył w moich oczach coś, co go zaintrygowało.
„Jesteś inny” – powiedział.
„Tak” – odpowiedziałem. „Ponieważ poznałem Kogoś, kto zmienił moje serce.”
Opowiedziałem mu o Jezusie i o wszystkim, czego doświadczyłem. Nie wiem, czy moje słowa trafiły do jego serca, ale Duch Święty działa w sposób, którego nie możemy przewidzieć ani kontrolować.
Czasami wracam myślami do tych dziewięciu dni w więzieniu. Wydaje się to teraz jak sen – koszmar, który przekształcił się w najważniejsze doświadczenie mojego życia.
Co by się stało, gdybym nie został fałszywie oskarżony? Co by się stało, gdybym nie trafił do tej samej celi co Paweł i Sylas? Co by się stało, gdybym nie usłyszał ich modlitw i pieśni, nie widział ich wiary, nie doświadczył tego trzęsienia ziemi?
Moje uwięzienie – ta rzecz, której tak się bałem, którą uważałem za największe nieszczęście – okazało się moim wyzwoleniem. W ciemności tych kamiennych ścian znalazłem światło, którego nie można zgasić.
Teraz rozumiem słowa, które Paweł często cytował: „W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.”
Dziękuję Ci, Panie, za więzienie w Filippi. Za łańcuchy, które musiały zostać zerwane. Za ciemność, która sprawiła, że Twoje światło jaśniało jeszcze jaśniej.
Dziękuję za tych dwóch mężczyzn, których tam posłałeś. Za Pawła z jego płomienną mową i niezłomną wiarą. Za Sylasa z jego spokojną siłą i głęboką mądrością.
I dziękuję za Twojego Syna, Jezusa Chrystusa, który zszedł do najgłębszych otchłani ludzkiego cierpienia, aby wyprowadzić nas ku światłu.
W Nim odnalazłem nową wolność – wolność, której żadne więzienie nie może odebrać. W Nim odnalazłem nową nadzieję – nadzieję, której żadna ciemność nie może przyćmić. W Nim odnalazłem nowe życie – życie, którego nawet śmierć nie może zakończyć.
I tak kończę mój dziennik, nie jako więzień z Filippi, ale jako człowiek wyzwolony przez Prawdę.
Koniec dziennika Kleomenesa
„A około północy Paweł i Sylas modlili się, śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali. Nagle powstało wielkie trzęsienie ziemi, tak że się zachwiały fundamenty więzienia. Natychmiast otworzyły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany.” – Dzieje Apostolskie 16:25-26