Pamiętnik Abla

Treść jest wytworem programu komputerowego, traktuj ją tylko jako ciekawostkę.

Dzień pierwszy świadomości

Dziś po raz pierwszy zrozumiałem, że jestem. Matka mówi, że to dar od Stwórcy – świadomość. Tłumaczy, że kiedyś mieszkała w ogrodzie pełnym cudów, gdzie wszystko było doskonałe. Mówi, że straciła ten ogród przez owoc, którego nie powinna była jeść. Nie do końca rozumiem, jak owoc może zmienić tyle w życiu, ale widzę smutek w jej oczach, gdy o tym opowiada.

Mój brat Kain był pierwszy. Jest silniejszy, szybszy, bardziej zwinny. Ojciec uczy go uprawiać ziemię. Mówi, że to kara i błogosławieństwo jednocześnie – pracować w pocie czoła, by ziemia wydała plony. Kain ma dłonie pokryte odciskami i ziemią. Czasem patrzę, jak rano wstaje przed świtem i wraca, gdy gwiazdy już świecą na niebie.

Ja wolę chodzić za zwierzętami. Jest w nich coś, co mnie przyciąga – ich prostota, ich ufność. Ojciec powiedział, że zwierzęta można hodować, że dają mleko, wełnę, a niektóre nawet oddają życie, byśmy mogli żyć. To dziwna myśl – że coś musi umrzeć, byśmy mogli trwać.

Dzień, gdy poznałem imię Boga

Dziś ojciec zabrał mnie na wzgórze i pokazał mi gwiazdy. Powiedział, że Bóg je stworzył, każdą po imieniu woła. Stworzył także mnie i nadał mi imię Abel – „oddech” lub „marność”, jak mówi ojciec. Nie jestem pewien, co to znaczy być „marnością”, ale ojciec tłumaczył, że to przypomnienie o kruchości życia.

Zapytałem ojca, jak wygląda Bóg. Ojciec długo milczał, a potem powiedział, że widział Go tylko raz, w ogrodzie, gdy chodzili razem wśród drzew. Potem już tylko słyszał Jego głos. Powiedział, że Bóg nie jest jak my – nie ma ciała, które można zobaczyć oczami. Jest jak wiatr – czujesz Jego obecność, widzisz Jego dzieła, ale Jego samego nie ujrzysz.

Zastanawiam się, czy mógłbym usłyszeć głos Boga, tak jak moi rodzice. Gdy patrzę na gwiazdy, wydaje mi się, że jest blisko. Może pewnego dnia przemówi także do mnie?

Moje pierwsze stado

Ojciec dał mi dzisiaj pięć owiec do opieki. To moje pierwsze własne stado. Kain śmiał się, że to zabawa, nie praca – chodzić za owcami po wzgórzach. Nie rozumie, że owce potrzebują ochrony, prowadzenia, opieki. Wilki czyhają w cieniu, owca może zabłądzić lub spaść ze stromego zbocza.

Nazwałem najstarszą owcę Śnieżna, bo jej runo jest białe jak chmury w letni dzień. Ona prowadzi resztę stada, a one ufają jej bezgranicznie. Obserwuję je godzinami i zastanawiam się, czy tak właśnie Bóg patrzy na nas – jak pasterz na swoje owce.

Kain tworzy, zmienia ziemię swoimi rękami. Ja strzegę, chronię to, co już istnieje. Czasem zastanawiam się, co jest ważniejsze w oczach Stwórcy.

O ofierze

Ojciec nauczył nas dziś o składaniu ofiar. Powiedział, że ofiara to sposób dziękowania Bogu, uznania, że wszystko pochodzi od Niego. Kain przyniósł plony ziemi – zboże, owoce, warzywa. Ja przyniosłem najlepszą owcę z mojego stada – pierworodną, bez skazy.

Trudno było mi patrzeć, jak jej krew wsiąka w ziemię. Czułem ból, jakby coś rozrywało mi serce. Ale ojciec mówi, że życie jest w krwi, a krew przelana jest znakiem, że rozumiemy cenę życia.

Dziwne uczucie ogarnęło mnie, gdy dym z mojej ofiary unosił się prosto ku niebu, podczas gdy dym z ofiary Kaina rozchodził się nisko przy ziemi. Ojciec powiedział, że to znak – Bóg przyjął moją ofiarę. Widziałem, jak twarz Kaina się zmieniła, jakby cień padł na jego oblicze. Próbowałem z nim rozmawiać, ale odwrócił się i odszedł w milczeniu.

O zazdrości brata

Kain prawie nie odzywa się do mnie od kilku dni. Gdy przechodzimy obok siebie, widzę w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem – ciemność, której nie potrafię nazwać. Matka mówi, że to zazdrość. Opowiedziała mi o wężu w ogrodzie, który zaszczepił w jej sercu zazdrość o wiedzę, którą posiadał Bóg. Powiedziała, że zazdrość jest jak ogień – zaczyna się od małej iskry, ale może spalić wszystko.

Próbowałem rozmawiać z Kainem, pytałem, co mogę zrobić, by znów był moim bratem, jak dawniej. Powiedział tylko: „Czemu Bóg patrzy na ciebie łaskawiej? Czy jesteś lepszy ode mnie? Czy twoje ofiary są czystsze?”

Nie wiem, jak mu odpowiedzieć. Nie czuję się lepszy od niego. Kocham go, jest moim bratem, pierwszym towarzyszem, jakiego znałem na tym świecie. Ale coś się między nami zmieniło, jakby niewidzialna ściana wyrosła tam, gdzie kiedyś była bliskość.

O snach

Śniło mi się coś dziwnego tej nocy. Widziałem pole – nasze pole – czerwone od krwi. W tym śnie stałem nad własnym ciałem, patrząc na siebie z góry. Obok klęczał Kain, z rękami czerwonymi jak pole.

Obudziłem się zlany potem, z sercem bijącym jak oszalałe. Nie powiedziałem o tym śnie nikomu – ani matce, ani ojcu, a zwłaszcza nie Kainowi. Ale czuję niepokój, jakby ten sen był ostrzeżeniem.

Ojciec zawsze mówił, że sny to czasem sposób, w jaki przemawia do nas Bóg. Czy Bóg chce mnie przed czymś ostrzec? A może to tylko lęk, który mieszka we mnie od czasu, gdy zobaczyłem cień na twarzy brata?

Dzień przed ciemnością

Kain zaproponował mi dziś wspólne wyjście na pole. Powiedział to z uśmiechem, pierwszy raz od wielu dni. Poczułem nadzieję – może gniew w jego sercu minął, może znów będziemy braćmi jak dawniej?

Wieczorem długo rozmawiałem z matką. Opowiedziała mi o ogrodzie Eden – o drzewach, które dawały owoce przez cały rok, o rzekach, które nawadniały ziemię, o zwierzętach, które nie znały strachu. Powiedziała, że tęskni za tym miejscem każdego dnia, ale najbardziej tęskni za bliskością z Bogiem, za Jego głosem, który słyszała wśród drzew ogrodu.

Zapytałem, czy wierzy, że kiedyś wrócimy do ogrodu. Uśmiechnęła się smutno i powiedziała, że nie wie, ale wierzy, że Bóg nie zapomni o swoich dzieciach, że ma plan, by nas ocalić.

Zanim zasnąłem, pomyślałem o jutrze, o wyprawie z Kainem. Coś we mnie się lęka, ale odrzucam ten lęk. To mój brat – krew z krwi mojej matki, kość z kości mojego ojca. Jakże mógłby chcieć mi zrobić krzywdę?

Ostatni wpis

Jutro wyruszam z Kainem na pole. Obiecał pokazać mi nowe rośliny, które zasadził. Zostawiam ten pamiętnik w mojej chacie. Wrócę przed zmierzchem i napiszę, co widziałem.

Jeśli czytasz te słowa, wiedz, że żyłem w świecie, który był piękny mimo cierni i ostów. Wiedz, że kochałem swojego brata, nawet gdy jego serce odwróciło się ode mnie. Wiedz, że słyszałem głos Boga w szumie wiatru wśród traw i w cichym beczeniu moich owiec.

A jeśli miałbym nie wrócić… Boże moich rodziców, Stwórco gwiazd i pasterzu ludzi – przyjmij mnie do siebie, jak przyjąłeś moją ofiarę. I przebacz mojemu bratu, bo nie wie, co czyni…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stary Testament. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *