– obserwacje procedury uzupełnienia apostolskiego grona
Wstęp
Ja, Kleofas syn Ezdrasza, piszę to świadectwo ku pamięci przyszłych pokoleń, aby wiedziały, jak dokonano wyboru następcy Judasza Iskarioty. Choć nie należę do najbliższego kręgu uczniów Rabbiego Jeszui, zwanego Chrystusem, byłem obecny podczas tych wydarzeń i zostałem poproszony o spisanie ich przebiegu jako osoba znająca sztukę pisania i ciesząca się zaufaniem wspólnoty.
Dni po Wniebowstąpieniu
Minęło dziesięć dni od chwili, gdy nasz Pan został uniesiony do nieba na oczach apostołów. Byliśmy zgromadzeni w Wieczerniku – tym samym miejscu, gdzie spożywał z Dwunastoma ostatnią wieczerzę. W domu panował dziwny nastrój – mieszanina radości z powodu obietnicy zesłania Ducha Pocieszyciela i niepewności co do przyszłości.
Przebywaliśmy tam wszyscy razem: jedenastu apostołów, kobiety, które towarzyszyły Jezusowi w Jego wędrówkach, Maryja – Jego matka, bracia Pańscy oraz wielu innych uczniów – razem około stu dwudziestu osób. Modliliśmy się wspólnie, wspominaliśmy nauki Mistrza, dzieliliśmy się chlebem.
Jednak atmosfera nie była do końca spokojna. Czuło się pewien niepokój, jakby coś było nie na swoim miejscu. Dopiero po kilku dniach zrozumiałem, że chodziło o brak dwunastego apostoła. Puste miejsce po Judaszu było jak niezagojona rana, jak niedokończona historia.
Przemówienie Szymona Piotra
W końcu, piątego dnia naszego oczekiwania, Szymon zwany Piotrem powstał pośród braci. Zauważyłem, jak bardzo się zmienił od czasu gdy zaparł się Jezusa w noc pojmania. Jego twarz promieniała teraz pewnością, a głos brzmiał stanowczo i z mocą, której wcześniej u niego nie dostrzegałem.
„Bracia,” powiedział, „musiało wypełnić się słowo Pisma, które Duch Święty zapowiedział przez usta Dawida o Judaszu, który stał się przewodnikiem tych, co pojmali Jezusa. Zaliczał się on do nas i miał udział w naszym posługiwaniu. Za pieniądze, niegodziwie zdobyte, nabył ziemię i spadłszy głową na dół, pękł na pół i wypłynęły wszystkie jego wnętrzności. Rozniosło się to wśród mieszkańców Jerozolimy, tak że nazwano ową ziemię w ich języku Hakeldamach, to znaczy: Pole Krwi.”
Słuchałem uważnie, dostrzegając, jak niektórzy spośród zgromadzonych drżeli na wspomnienie straszliwego końca zdrajcy. Piotr kontynuował, cytując Księgę Psalmów:
„Napisano bowiem w Księdze Psalmów: Niech opustoszeje jego dom i niech nikt w nim nie mieszka! A także: Niech inny obejmie jego urząd!”
Następnie Piotr wyjaśnił, dlaczego uważa za konieczne wybór nowego apostoła:
„Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania.”
Wybór kandydatów
Po przemówieniu Piotra w Wieczerniku zapanowało poruszenie. Ludzie zaczęli szeptać między sobą, wskazując na tych, którzy spełniali warunki przedstawione przez Piotra. Musiał to być ktoś, kto towarzyszył Jezusowi od początku Jego działalności – od chrztu w Jordanie – aż do wniebowstąpienia, i kto był świadkiem zmartwychwstania.
Zastanawiałem się, ilu takich ludzi mogło być wśród nas. Oprócz jedenastu apostołów z pewnością kilku, może kilkunastu. Ale kto byłby godny dołączyć do grona Dwunastu?
Zapanowała cisza, którą przerwał Jan, syn Zebedeusza:
„Bracia, zastanówmy się dobrze. To nie jest zwykły wybór. Ten, kogo wybierzemy, zajmie miejsce wśród Dwunastu – tych, których sam Pan wybrał. Musimy modlić się o mądrość”.
Jakub Większy, brat Jana, dodał:
„Nie szukajmy człowieka wymownego czy uczonego, ale wiernego i oddanego Panu. Kogoś, kto rozumie naukę Jezusa i żyje według niej”.
Z tłumu wysunął się Barnaba, człowiek szanowany we wspólnocie za swoją dobroć i mądrość:
„Proponuję Józefa, zwanego Barsabą, któremu nadano przydomek Justus. Jest wśród nas od początku, jest sprawiedliwy i bogobojny”.
Kilka głosów poparło tę kandydaturę. Rzeczywiście, Józef Barsaba był dobrze znany w naszej wspólnocie. Przydomek „Justus” – Sprawiedliwy – nie był nadany mu bez powodu. Był człowiekiem prawym i wiernym.
Wtedy Mateusz, dawny celnik, powiedział:
„Jest jeszcze Maciej. Również wędrował z nami od początku, słuchał nauk Rabbiego i widział Go po zmartwychwstaniu”.
Maciej stał skromnie z boku, jakby zawstydzony tym, że zwrócono na niego uwagę. Znałem go jako człowieka cichego, ale głębokiej wiary. Nie wysuwał się nigdy na pierwszy plan, ale jego oddanie sprawie Królestwa Bożego było powszechnie znane.
Po krótkiej dyskusji wszyscy zgodzili się, że Józef Barsaba i Maciej są najlepszymi kandydatami. Obaj byli godni, obaj spełniali warunki. Ale Dwunastu mogło być tylko dwunastu, miejsce było tylko jedno.
Przygotowania do losowania
Następnego dnia od rana trwały przygotowania do losowania. Tomasz, zwany Didymos, przyniósł dwie identyczne gliniane tabliczki. Na jednej napisał imię „Józef Barsaba”, na drugiej „Maciej”. Tabliczki były dokładnie tej samej wielkości i wagi, aby żadna nie miała większych szans na wylosowanie.
Obaj kandydaci pościli od świtu, przygotowując się duchowo do tego, co miało nastąpić. Widziałem ich modlących się na osobności – każdy prosił nie o wybór dla siebie, ale o to, by spełniła się wola Boża.
Wspólnota również trwała na modlitwie. Wielu przypominało sobie, jak sam Jezus spędził całą noc na modlitwie, zanim wybrał Dwunastu. Teraz my musieliśmy wybrać jednego, aby uzupełnić ich liczbę.
Piotr zarządził, że losowanie odbędzie się po południu. Przygotowano specjalny gliniany dzban, do którego miano wrzucić tabliczki. Dzban był nieprzejrzysty, aby nikt nie mógł zobaczyć, którą tabliczkę wyciąga.
Modlitwa przed losowaniem
Gdy nadszedł czas losowania, wszyscy zgromadziliśmy się ponownie w Wieczerniku. Piotr stanął na środku z dzbanem, a po jego prawej i lewej stronie stanęli Józef Barsaba i Maciej. Obaj wyglądali na spokojnych, choć mogłem dostrzec napięcie w ich oczach.
Piotr poprosił o ciszę, a następnie wzniósł ręce do modlitwy:
„Ty, Panie, który znasz serca wszystkich, wskaż, którego z tych dwóch wybrałeś, aby zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą”.
Słowa tej modlitwy uderzyły mnie swoją prostotą i głębią. Nie prosiliśmy o wybór lepszego, mądrzejszego czy bardziej godnego. Prosiliśmy, aby Bóg wskazał tego, którego On sam wybrał. Bo ostatecznie to nie my wybieramy, ale On.
Po modlitwie Piotra cała wspólnota odpowiedziała „Amen”. A potem zapadła głęboka cisza.
Moment losowania
Tomasz podszedł z tabliczkami do Piotra. Pokazał je wszystkim zebranym, aby każdy mógł zobaczyć, że na jednej jest imię „Józef Barsaba”, a na drugiej „Maciej”. Następnie włożył je do dzbana i potrząsnął nim kilkakrotnie.
Piotr zamknął oczy, włożył rękę do dzbana i wyciągnął jedną tabliczkę. Przez chwilę trzymał ją w dłoni, nie patrząc na nią. Czułem, jak moje serce bije szybciej. Ten prosty akt miał zadecydować o składzie apostolskiego kolegium, o tym, kto będzie jednym z filarów rodzącego się Kościoła.
W końcu Piotr otworzył oczy i spojrzał na tabliczkę. Odczytał głośno:
„Maciej”.
Imię rozeszło się echem po sali. Spojrzałem na obu kandydatów. Maciej stał nieruchomo, jakby nie dowierzając temu, co usłyszał. Józef Barsaba natomiast uśmiechnął się łagodnie i jako pierwszy podszedł do Macieja, aby go uściskać.
„Niech Bóg ci błogosławi, bracie, na tej drodze”, powiedział.
Był to gest, który zapamiętałem na długo – gest człowieka prawdziwie sprawiedliwego, który potrafi przyjąć wolę Bożą nawet wtedy, gdy wydaje się ona stać w sprzeczności z jego własnymi nadziejami.
Wprowadzenie Macieja do grona Apostołów
Po losowaniu Piotr wziął Macieja za rękę i wprowadził go do kręgu apostołów. Jedenastu utworzyło wokół niego krąg, a Piotr położył na jego głowie ręce, mówiąc:
„Macieju, od tej pory jesteś jednym z nas, świadkiem zmartwychwstania Pana naszego Jezusa Chrystusa i głosicielem Jego Ewangelii. Niech Bóg da ci mądrość i odwagę do wypełnienia tego posłannictwa”.
Każdy z pozostałych apostołów również kładł ręce na głowie Macieja, wypowiadając błogosławieństwo. Obserwowałem twarz nowego apostoła – mieszały się na niej radość i trwoga, wdzięczność i poczucie odpowiedzialności.
Jan, najmłodszy z apostołów, podszedł do Macieja jako ostatni. Zamiast formalnego błogosławieństwa, przytulił go po prostu i powiedział:
„Witaj wśród nas, bracie”.
Był to moment prostoty i ciepła, który rozładował napięcie towarzyszące ceremonii.
Reakcje wspólnoty
Po wprowadzeniu Macieja do grona apostołów, wspólnota zareagowała spontanicznym uwielbieniem. Ktoś zaintonował psalm, inni dołączyli. Śpiewaliśmy o wspaniałości Boga, który prowadzi swój lud przez historię, który wybiera małych i słabych, aby zawstydzić wielkich i mocnych.
Zauważyłem różne reakcje wśród zgromadzonych. Większość cieszyła się z wyboru Macieja – był lubiany i szanowany. Ale dostrzegłem też kilka osób, które podeszły do Józefa Barsaby, aby okazać mu wsparcie. On sam wydawał się jednak pogodzony z wynikiem losowania.
Maria, matka Jezusa, podeszła do Macieja i położyła dłoń na jego ramieniu, mówiąc coś cicho, tylko do niego. Nie słyszałem jej słów, ale widziałem, jak twarz Macieja rozjaśniła się, a w jego oczach pojawiły się łzy wzruszenia.
Następnie Maria podeszła również do Józefa Barsaby i rozmawiała z nim przez dłuższą chwilę. Po tej rozmowie Józef wydawał się bardziej spokojny i pogodny.
Później dowiedziałem się, że Maria przypomniała im obu słowa swojego Syna: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” oraz „Kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Te słowa nabierały teraz nowego znaczenia.
Uczta po wyborze
Wieczorem, zgodnie z żydowskim zwyczajem, odbyła się uczta dla uczczenia tego ważnego wydarzenia. Było to proste posiłki – chleb, wino, suszone owoce, ryby – ale atmosfera była radosna i podniosła.
Maciej siedział pomiędzy Piotrem a Janem, ale nie zachowywał się jak ktoś, kto nagle zyskał wysoką pozycję. Rozmawiał z każdym, słuchał uważnie, czasem żartował. Widać było, że pozostał sobą – pokornym uczniem Jezusa.
Józef Barsaba również uczestniczył w uczcie. Siedział wśród innych uczniów, rozmawiając i ciesząc się wspólnotą. Nie okazywał goryczy ani rozczarowania. Jego przydomek „Sprawiedliwy” nie był przyznany na wyrost.
W pewnym momencie Andrzej, brat Piotra, wzniósł toast:
„Za Macieja, naszego brata i apostoła! Niech Bóg prowadzi go na drogach głoszenia Ewangelii!”
Wszyscy wypili, a potem Bartłomiej niespodziewanie wstał i powiedział:
„I za Józefa Barsabę, który również jest naszym bratem i będzie głosił Ewangelię na swój sposób, choć nie jako jeden z Dwunastu”.
Ten gest uznania dla Józefa był pięknym momentem braterskiej miłości. Przypomniał nam wszystkim, że w Królestwie Bożym nie ma przegranych.
Refleksje świadka
Kiedy patrzę wstecz na tamte wydarzenia, uderza mnie kilka rzeczy.
Po pierwsze, głęboka wiara pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej. Nikt nie kwestionował metody wyboru – losowania – choć mogła wydawać się prymitywna. Wierzyli, że Bóg może przemówić przez los, tak jak przemawiał przez proroków.
Po drugie, brak rywalizacji między kandydatami. Ani Maciej, ani Józef Barsaba nie prowadzili kampanii na swoją rzecz, nie próbowali przekonywać innych o swoich zaletach. Obaj byli gotowi służyć, jeśli zostaną wybrani, i obaj byli gotowi ustąpić, jeśli wybór padnie na drugiego.
Po trzecie, jedność wspólnoty mimo różnic. Byli wśród nas ludzie z różnych środowisk – rybacy z Galilei, byli celnicy, zeloci, ludzie prości i wykształceni. Ale wszystkich łączyła wiara w Jezusa jako Mesjasza i pragnienie głoszenia Dobrej Nowiny.
I wreszcie, szacunek dla woli Bożej. Nikt nie podważał wyniku losowania, nikt nie twierdził, że to przypadek lub pomyłka. Przyjęli, że taka była wola Boża, a Maciej jest teraz dwunastym apostołem z Bożego wyboru, nie ludzkiego.
Późniejsze losy
Minęło kilka dni od wyboru Macieja, gdy nastąpiło Zesłanie Ducha Świętego. Byliśmy wszyscy razem w tym samym miejscu, gdy nagle dał się słyszeć szum z nieba, jakby uderzenie gwałtownego wiatru. Nad każdym z nas pojawiły się języki jakby z ognia, a wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym.
Widziałem, jak Maciej, nowy apostoł, przemienił się w tym momencie. Zaczął mówić innymi językami, a jego słowa miały moc, której wcześniej u niego nie dostrzegałem. Ale to samo stało się z Józefem Barsabą i wieloma innymi uczniami. Duch Święty nie ograniczał swoich darów do grona Dwunastu.
W kolejnych dniach i tygodniach obserwowałem, jak rozwija się nasza wspólnota. Maciej rzeczywiście zajął miejsce wśród apostołów i wraz z nimi głosił Ewangelię, nauczał, uzdrawiał. Ale Józef Barsaba również znalazł swoje miejsce – był nauczycielem w gemewie jerozolimskiej, a później, jak słyszałem, wyruszył głosić Dobrą Nowinę w innych miastach.
Obaj służyli Panu, każdy na swój sposób. I myślę, że o to właśnie chodziło – nie o tytuł czy pozycję, ale o wierność powołaniu.
Zakończenie
Spisuję te wydarzenia kilka lat po ich zajściu, gdy nasza wspólnota już się rozrosła i rozprzestrzeniła poza Jerozolimę. Apostołowie wędrują po świecie, głosząc Ewangelię. Maciej, z tego co słyszałem, udał się do Etiopii.
Dzisiaj, gdy przyglądamy się historii wyboru Macieja, możemy dostrzec w niej więcej niż tylko procedurę uzupełnienia apostolskiego grona. Możemy zobaczyć wzór dla Kościoła wszystkich czasów – wzór wiary, jedności, pokory i posłuszeństwa woli Bożej.
Niech te kroniki służą przyszłym pokoleniom jako świadectwo początków naszej wspólnoty i przypomnienie, że w Królestwie Bożym liczy się nie pozycja, którą zajmujemy, ale wierność, z jaką służymy.
Ja, Kleofas syn Ezdrasza, świadek tych wydarzeń, poświadczam, że zapisałem to, co widziałem i słyszałem, zgodnie z prawdą, na chwałę Boga i ku zbudowaniu wiernych.
W Jerozolimie, w dziesiątym roku po zmartwychwstaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa.