Dziennik Egipskiego Nadzorcy

– relacja urzędnika faraona podczas plag egipskich

Papirusy Amonhotepa, Królewskiego Nadzorcy Robót w Regionie Delty

Rok 2 panowania Wielkiego Faraona Ramzesa II, miesiąc Tybi, dzień 12

Dziś otrzymałem nowy przydział – mam nadzorować prace budowlane przy spichlerzach w Pi-Ramzes. 80 Hebrajczyków zostało przydzielonych do mojego oddziału. Są wśród nich silni mężczyźni, zdolni do ciężkiej pracy, ale także kilku starców, którzy ledwo utrzymują się na nogach. Jutro zorganizuję ich w zespoły – młodszych do noszenia cegieł, starszych do wyrabiania zaprawy.

Ostatnie instrukcje od Wielkiego Wezyra są jasne – musimy przyspieszyć prace przed nadchodzącym wylewem Nilu. Faraon chce, by nowe spichlerze były gotowe na przyszłoroczne zbiory. Zwiększono normę dzienną o jedną trzecią. Obawiam się, że to wywoła niezadowolenie wśród robotników, ale cóż – rozkaz to rozkaz.

Rok 2, miesiąc Tybi, dzień 15

Praca postępuje wolniej niż zakładałem. Hebrajczycy są wycieńczeni, niektórzy opadają z sił już w połowie dnia. Musieliśmy użyć bata kilka razy, by przywrócić porządek. Nie lubię tego, ale jeśli nie wypełnimy przydziału, ja sam stanę przed sądem.

Wśród robotników krążą pogłoski o jakimś Mojżeszu, podobno Hebrajczyku wychowanym w pałacu, który wrócił z wygnania. Mówią, że przybył z Madianitów i twierdzi, że przemówił do niego ich Bóg. Że domaga się uwolnienia swojego ludu. Śmieszne bajki – żaden faraon nie uwolniłby tak cennej siły roboczej ze względu na religijne mamrotanie.

Rok 2, miesiąc Tybi, dzień 20

Niespodziewana wizyta w obozie budowlanym – dwóch starszych mężczyzn, Mojżesz i Aaron, tak się przedstawili. Ten pierwszy wydawał mi się dziwnie znajomy, jakbym go kiedyś widział w pałacu, choć to niemożliwe.

Przemówili do zgromadzonych Hebrajczyków, mówiąc o ich Bogu i o wyzwoleniu. Robotnicy wpadli w dziwny entuzjazm, zaczęli śpiewać i modlić się. Przerwałem to natychmiast, grożąc podwójną normą następnego dnia.

Wezwałem straż, ale zanim przybyli, ci dwaj zniknęli. Ponoć poszli do pałacu, by rozmawiać z samym faraonem! Czekam na wieści – jeśli to prawda, pewnie jutro zobaczę ich głowy nabite na pale.

Rok 2, miesiąc Tybi, dzień 21

Niepokojące wieści z pałacu. Podobno ten Mojżesz rzeczywiście stanął przed faraonem. Rzucił swoją laskę na ziemię, a ta zamieniła się w węża. Nasi kapłani zrobili to samo, ale wąż Mojżesza pożarł ich węże. Faraon był wściekły i odmówił uwolnienia Hebrajczyków.

Trudno uwierzyć w te opowieści, ale dworski skryba, który mi o tym opowiedział, to poważny człowiek, nieskłonny do przesady. Ciekawe, czy to jakieś sztuczki, czy rzeczywiście moc ich Boga?

Otrzymaliśmy rozkaz, by jeszcze bardziej zaostrzyć warunki pracy – Hebrajczycy mają teraz sami zbierać słomę do wyrobu cegieł, bez zmniejszenia dziennej normy. To niemożliwe do wykonania, ale nie śmiem sprzeciwić się rozkazom faraona.

Rok 2, miesiąc Tybi, dzień 25

Hebrajscy brygadziści zostali wychłostani za niespełnienie norm. Ich lud jest na skraju wyczerpania. Mojżesz i Aaron znów pojawili się wśród robotników, obiecując, że ich Bóg wkrótce pokaże swoją moc. Tym razem nie próbowałem ich zatrzymać – niech mówią, co chcą, byleby robota szła naprzód.

Dostałem wiadomość od zarządcy pałacu, by przygotować się na możliwe zamieszki. Ponoć Mojżesz groził, że jeśli faraon nie uwolni Hebrajczyków, ich Bóg sprowadzi na Egipt plagi. Trudno brać to na poważnie, ale kazałem strażnikom być w gotowości.

Rok 2, miesiąc Tybi, dzień 27

Bogowie, co się dzieje z Nilem? Woda zamieniła się w krew! I nie tylko w rzece – wszystkie nasze zbiorniki, kanały nawadniające, nawet woda w dzbanach stała się czerwona jak krew i śmierdzi zgnilizną. Ryby poumierały, unoszą się na powierzchni. Nie mamy wody do picia!

Hebrajczycy mówią, że to pierwsza plaga zesłana przez ich Boga. Kazałem wykopać studnie na brzegu rzeki, by znaleźć świeżą wodę, ale jest jej bardzo mało. Niektórzy robotnicy zemdleli dziś z pragnienia. Prace praktycznie stanęły.

Kapłani faraona podobno też zamienili wodę w krew, używając swoich czarów, ale co z tego? To nie przywróciło nam pitnej wody. Modlę się do Apisa i Hapi, by to nieszczęście szybko minęło.

Rok 2, miesiąc Tybi, dzień 30

Woda w Nilu wróciła do normalności po siedmiu dniach – co za ulga! Ale radość trwała krótko. Dziś całe Pi-Ramzes zostało zalane przez żaby. Są wszędzie! W domach, łóżkach, piecach do wypieku chleba, w workach ze zbożem. Uniemożliwiają normalne życie.

Co dziwne, w dzielnicy Hebrajczyków, Goszen, jest ich znacznie mniej. Znów mówią, że to plaga zesłana przez ich Boga. Prace budowlane całkowicie ustały – nie można chodzić, by nie rozdeptywać tych stworów na każdym kroku.

Zarządca pałacu przekazał, że faraon wezwał Mojżesza i Aarona, prosząc o usunięcie żab. Podobno obiecał, że pozwoli Hebrajczykom odejść na pustynię, by złożyli ofiary swojemu Bogu. Trudno uwierzyć, że potężny faraon mógłby ugiąć się przed tymi plagami, ale jeśli to prawda, wkrótce stracę moich robotników.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 2

Żaby wyzdychały, zostawiając po sobie smród nie do zniesienia. Kazałem robotnikom zgarnąć je na kupki i spalić, ale zanim to zrobili, spadła na nas kolejna plaga – wszy albo jakieś inne robactwo, tak drobne, że trudno je zobaczyć, ale ich ukąszenia są bolesne i wywołują swędzenie nie do zniesienia.

Kapłani pałacowi próbowali powtórzyć ten „cud” swoimi czarami, ale nie potrafili. Ponoć mówią teraz faraonowi, że to „palec boga” – ale którego? Naszego czy hebrajskiego?

Tymczasem faraon wycofał się ze swojej obietnicy. Hebrajczycy nie zostaną wypuszczeni. Robotnicy są źli, ale zbyt wycieńczeni, by protestować. Próbujemy wznowić prace, ale trudno się skupić, gdy cały czas trzeba się drapać.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 5

Teraz muchy! Całe chmary much, inne niż zwykle – większe, agresywniejsze, z bolesnym ukąszeniem. Zatrzymały się wszystkie prace w Pi-Ramzes. Najbardziej intrygujące – i niepokojące – jest to, że w dzielnicy Goszen, gdzie mieszkają Hebrajczycy, much nie ma wcale! Jak to możliwe?

Faraon znów wezwał Mojżesza. Tym razem zgodził się, by Hebrajczycy złożyli ofiarę swojemu Bogu, ale tylko w granicach Egiptu. Mojżesz odmówił – powiedział, że muszą odejść na trzy dni drogi w głąb pustyni. Faraon w końcu się zgodził, pod warunkiem, że nie odejdą zbyt daleko.

Przygotowuję się na czasową utratę robotników. Wezyr będzie wściekły z powodu opóźnień, ale co możemy zrobić?

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 8

Muchy zniknęły tak nagle, jak się pojawiły. I znów faraon zmienił zdanie – Hebrajczycy nigdzie nie pójdą. Jakby tego było mało, nadeszła piąta plaga – pomór bydła. Wszystkie nasze woły, krowy, wielbłądy i osły zapadły na dziwną chorobę i masowo padają.

To katastrofa dla prac budowlanych! Bez zwierząt jucznych, jak mamy transportować ciężkie ładunki? Kazałem zaprzęgnąć do pracy więcej Hebrajczyków, ale oni też są osłabieni. Co ciekawe, ich bydło nie choruje.

Do tego dochodzą wieści o głodzie w innych częściach kraju. Jeśli straciliśmy bydło, skąd weźmiemy mleko, mięso, skóry? A co z zasiewami? Kto zaorze pola bez wołów?

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 10

Szósta plaga – wrzody. Pojawiły się na skórze ludzi i tych zwierząt, które jeszcze żyją. Bolesne, swędzące guzki, które pękają i sączą się ropą. Dotknęły wszystkich Egipcjan, nawet mnie. Z trudem piszę te słowa, bo dłonie mam pokryte wrzodami.

Hebrajczycy pozostają nietknięci. Nie da się tego wytłumaczyć naturalnym biegiem rzeczy. Kapłani Amona-Ra nie potrafią uleczyć tych wrzodów, a wielu z nich samych cierpi tak bardzo, że nie mogą wykonywać swoich obowiązków.

Dziś po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać – a co, jeśli Bóg Hebrajczyków naprawdę istnieje? Co, jeśli jest potężniejszy od naszych bogów? Ta myśl jest bardziej przerażająca niż wszystkie plagi.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 12

Wrzody powoli ustępują, ale zapowiada się siódma plaga. Mojżesz ostrzegł faraona, że jutro spadnie na Egipt grad, jakiego nigdy wcześniej nie widziano – grad, który zabije każdego człowieka i zwierzę pozostawione na otwartej przestrzeni.

Niektórzy dworzanie faraona wzięli to ostrzeżenie na poważnie i schronili swoje pozostałe bydło w budynkach. Ja również nakazałem robotnikom przerwać prace i ukryć się w barakach. Lepiej stracić dzień pracy niż życie.

Wezyr przysłał wiadomość, że faraon wpadł w furię i grozi śmiercią każdemu, kto posłucha Mojżesza. Ale ja widziałem już zbyt wiele, by zignorować to ostrzeżenie. Jeśli się mylę, najwyżej stracę stanowisko. Jeśli mam rację – zachowam życie.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 13

Bogowie, co za kataklizm! Nigdy nie widziałem czegoś takiego! Najpierw grzmoty i błyskawice, potem grad wielkości pięści, mieszany z ogniem spadającym z nieba. Zniszczył wszystkie uprawy, połamał drzewa, zabił ludzi i zwierzęta, które zostały na zewnątrz.

Ci, którzy zignorowali ostrzeżenie Mojżesza, zapłacili najwyższą cenę. Nasz główny brygadzista, Nakht, nie chciał opuścić placu budowy – znaleziono go martwego, z głową roztrzaskaną przez bryłę gradu.

Wszyscy mówią już otwarcie, że Bóg Hebrajczyków walczy przeciwko Egiptowi. Faraon podobno znów wezwał Mojżesza i przyznał, że zgrzeszył. Obiecał wypuścić Hebrajczyków. Ale czy dotrzyma słowa tym razem?

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 15

Grad ustał, ale zniszczenia są ogromne. Większość zbóż i lnu zniszczona. Na szczęście pszenica i orkisz, które dojrzewają później, zostały oszczędzone.

I znów faraon zmienił zdanie! Mojżesz ostrzega, że nadciąga ósma plaga – szarańcza, która pożre wszystko, co oszczędził grad. Doradcy faraona błagają go, by ustąpił: „Czy nie widzisz, że Egipt jest już zniszczony?” – pytają.

Faraon zgodził się, by mężczyźni hebrajscy poszli oddać cześć swojemu Bogu, ale bez kobiet i dzieci. Mojżesz odmówił – muszą iść wszyscy. Faraon go wygnał.

Przygotowuję się na najgorsze. Kazałem zebrać i schować, co tylko się da z pozostałych plonów.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 16

Szarańcza nadciągnęła wraz ze wschodnim wiatrem. Nigdy nie widziałem takiej ilości tych stworzeń! Niebo pociemniało od ich chmary, a gdy opadły, pokryły całą ziemię. W ciągu kilku godzin pożarły wszystko – każdy liść, każdy owoc, każde źdźbło trawy, które ocalało po gradzie.

Egipt został bez żywności. Jeśli tak dalej pójdzie, czeka nas głód. Mój przydział żywności został zmniejszony o połowę, robotnikom dajemy tylko tyle, by nie umarli z głodu.

Faraon znów ustąpił. Tym razem wydawał się naprawdę złamany. Zgodził się na wszystkie warunki Mojżesza. Wtedy zerwał się zachodni wiatr i wywiał szarańczę do Morza Czerwonego. I zgadnij co? Faraon znów zmienił zdanie. Zaczynam myśleć, że bogowie pomieszali mu rozum.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 18

Dziewiąta plaga – ciemności. Egipt pogrążył się w mroku tak gęstym, że można go było niemal dotknąć. Trzy dni nie widzieliśmy słońca, nie mogliśmy zapalić pochodni ani lampek – jakby sama istota światła została wygnana z naszego kraju.

Leżeliśmy w domach, nie śmiejąc się ruszyć, w przerażającej ciemności. Tylko w dzielnicy Goszen, jak donoszą, Hebrajczycy mieli światło.

Ta ciemność… nie była to zwykła noc. To było coś złowrogiego, jakby obecność złej mocy, która odbierała nadzieję i oddech. Wielu z nas myślało, że to koniec świata, że Słońce zostało na zawsze pochłonięte przez Apopisa.

Gdy ciemności w końcu ustąpiły, faraon zgodził się wypuścić lud hebrajski, ale bez ich stad. Mojżesz odmówił – muszą zabrać wszystkie zwierzęta, bo nie wiedzą, które będą potrzebne do ofiar. Faraon wpadł w szał i wygnał Mojżesza, grożąc śmiercią, jeśli jeszcze raz pojawi się przed jego obliczem.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 20

Egipt jest w stanie najwyższego napięcia. Nikt nie wie, co przyniesie jutro. Mojżesz zapowiedział ostatnią, dziesiątą plagę – śmierć wszystkich pierworodnych w Egipcie, od syna faraona po syna niewolnicy, nawet pierworodne bydła.

Hebrajczycy zachowują się dziwnie – zabijają baranki, smarują ich krwią odrzwia domów, pieką chleb bez zakwasu, pakują swój dobytek. Wyraźnie szykują się do drogi.

Jestem pierworodnym synem mojego ojca. Czy i ja zginę tej nocy? Może powinienem uciec do Goszen, schronić się w domu jakiegoś Hebrajczyka? Ale to byłaby zdrada faraona, zdrada Egiptu…

Piszę te słowa przy blasku lampki, nie wiedząc, czy dożyję jutra. Powierzam swój los w ręce Ozyrysa, sędziego umarłych. Jeśli moje serce okaże się lżejsze od pióra Maat, może zaznam życia w zaświatach.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 21

Żyję! Przeżyłem noc śmierci, choć jestem pierworodnym. Zabarykadowałem się w domu, nie śmiąc zasnąć. O północy usłyszałem krzyki, płacz, lament. Dobiegały ze wszystkich stron, nawet z pałacu.

Rankiem dowiedziałem się straszliwej prawdy – w każdym egipskim domu zmarł pierworodny syn. Syn faraona, następca tronu, też nie żyje. A ja? Dlaczego przeżyłem? Nie wiem. Może jacyś Hebrajczycy potajemnie oznaczyli mój dom krwią? Może ich Bóg uznał, że nie jestem tak winny jak inni? Nie wiem i boję się pytać.

Faraon w końcu się załamał. W nocy wezwał Mojżesza i Aarona i kazał im natychmiast opuścić Egipt wraz z całym ludem. „Idźcie, służcie Panu, jak mówiliście. Weźcie swoje owce i bydło, jak żądaliście, tylko idźcie! I pobłogosławcie mnie!”.

Hebrajczycy odchodzą. Ponad 600 tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. Zabierają swoje stada, swój dobytek. Egipcjanie sami dają im złoto, srebro, szaty, byleby tylko odeszli i zabrali swojego straszliwego Boga.

Zostałem bez robotników, z niedokończoną budową i ranami w duszy, których żaden lekarz nie uleczy.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 25

Faraon znów zmienił zdanie! Gdy minął pierwszy szok po śmierci jego syna, wpadł w szał. „Jak mogliśmy wypuścić naszych niewolników?! Kto teraz będzie dla nas pracował?”.

Wysłał za Hebrajczykami wojsko – sześciuset najlepszych rydwanów, wszystkie rydwany Egiptu i dowódców. Mają ich zawrócić siłą, nawet jeśli trzeba będzie część zabić dla przykładu.

Wieści głoszą, że dogonili ich nad Morzem Sitowia. Hebrajczycy są uwięzieni między wodą a egipską armią. Tym razem nie uciekną.

Rok 2, miesiąc Mechir, dzień 27

Klęska! Kompletna katastrofa! Nikt z wysłanej armii nie wrócił. Nikt!

Uciekinierzy, którzy obserwowali wydarzenia z daleka, opowiadają rzeczy nie do uwierzenia. Podobno morze rozstąpiło się przed Hebrajczykami, tworząc suchą drogę! Przeszli na drugi brzeg, a gdy Egipcjanie ruszyli za nimi, wody wróciły na miejsce, topiąc całą armię, wszystkie rydwany, wszystkich wojowników.

Egipt jest w żałobie. Straciliśmy nie tylko pierworodnych synów, ale teraz także armię, kwiat naszego rycerstwa. Faraon zamknął się w swoich komnatach i podobno nikt nie może do niego dotrzeć.

Dziś rano odwiedziłem naszą niedokończoną budowę. Stoi opuszczona, już się rozpadając. Bez Hebrajczyków nie mamy dość rąk do pracy, by ją dokończyć.

Wezyr przekazał mi nowy przydział – mam ściągnąć robotników z okolicznych wiosek i próbować kontynuować budowę. Ale wszyscy wiemy, że to daremne. Egipt jest złamany. Będzie potrzeba wielu lat, by podnieść się po tym ciosie.

Zastanawiam się, czy Bóg Hebrajczyków jest zadowolony. Czy osiągnął, co chciał? Czy jego lud jest teraz szczęśliwy, wędrując przez pustynię?

I czy my, Egipcjanie, kiedykolwiek zapomnimy o tych straszliwych dniach, gdy obce bóstwo pokazało nam, jak słabi jesteśmy naprawdę?


[Tutaj dziennik się urywa. Kolejnych papirusów nie odnaleziono. Niektórzy uczeni twierdzą, że Amonhotep mógł dołączyć do Hebrajczyków podczas ich wędrówki, choć brak na to bezpośrednich dowodów. Niezależnie od jego dalszych losów, ten unikatowy dokument pozostaje jednym z niewielu źródeł opisujących plagi egipskie z perspektywy egipskiej, a nie hebrajskiej.]

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stary Testament. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *