Zapiski Właściciela Wieczernika

– przygotowania do Ostatniej Wieczerzy

13 dzień miesiąca Nisan, rok 3791*

Nigdy nie przypuszczałem, że mój dom stanie się świadkiem wydarzeń, które na zawsze odmienią bieg historii. Piszę te słowa przy świetle oliwnej lampy, gdy miasto powoli zasypia. Za oknem słychać jeszcze ostatnich pielgrzymów, którzy przybyli do Jerozolimy na święto Paschy. Jutro rozpoczynają się przygotowania do Sederu – najważniejszej uczty w roku dla każdego wyznawcy Prawa Mojżeszowego.

Dziś rano, gdy zarządzałem pracami w winnicy na zboczu Góry Oliwnej, podeszło do mnie dwóch mężczyzn – uczniów Rabbiego z Nazaretu. Znałem ich z widzenia – wiedziałem, że należą do grona zwolenników Jezusa, o którym w ostatnich dniach mówi cała Jerozolima. Jak mógłbym nie słyszeć o Nim, skoro zaledwie kilka dni temu wjechał do miasta witany jak król, a potem wywołał zamieszanie w świątyni, wywracając stoły handlarzy i wypędzając ich z dziedzińca?

Podeszli nieśmiało, jakby niepewni, czy dobrze trafili. Przedstawili się jako Piotr i Jan. Przekazali mi słowa swojego Mistrza: „Gdzie jest sala, w której będę mógł spożyć Paschę z moimi uczniami?”.

Zadrżałem, słysząc te słowa. Skąd ten Rabbi wiedział, że posiadam odpowiednie pomieszczenie? Mój dom stoi na Syjonie, w górnej części miasta. Na piętrze znajduje się przestronna sala, którą czasem wynajmuję pielgrzymom na świąteczne uczty. Właśnie kończyłem przygotowywać ją do wynajęcia na nadchodzące święta.

Uczniowie patrzyli na mnie wyczekująco. Piotr, starszy z nich, mężczyzna o silnych, spracowanych dłoniach rybaka, dodał: „Nasz Nauczyciel powiedział nam, że gdy wejdziemy do miasta, spotkamy człowieka niosącego dzban wody. Mamy iść za nim do domu, do którego wejdzie, i zapytać gospodarza o salę na Paschę.”

To było zadziwiające! Rzeczywiście, tego ranka wysłałem mojego sługę Eleazara po wodę ze źródła Gichon. To niezwykły widok w Jerozolimie – mężczyzna niosący dzban wody, gdyż zazwyczaj to zadanie kobiet. Ale moja żona Rut spodziewa się dziecka i jest zbyt słaba, by dźwigać ciężkie naczynia, a córki wysłałem wcześniej na targ po potrzebne na święta produkty.

Zrozumiałem, że to nie przypadek. Ten Rabbi, o którym mówią, że jest prorokiem – a niektórzy szepczą nawet, że Mesjaszem – wiedział o mnie i moim domu. Może to znak od Najwyższego? Od lat z żoną sympatyzujemy z naukami Jezusa, choć nigdy nie odważyliśmy się otwarcie do Niego przyłączyć, obawiając się reakcji naszych krewnych, spośród których wielu należy do stronnictwa faryzeuszy.

Bez wahania zgodziłem się udostępnić moją salę. Poczułem nawet dumę, że mój dom zostanie zaszczycony obecnością Tego, o którym mówi się, że przywraca wzrok niewidomym i wskrzesza umarłych. Zaprowadziłem uczniów na piętro, by pokazać im pomieszczenie.

Sala jest przestronna, wyłożona dywanami z Damaszku, które nabyłem podczas jednej z moich handlowych podróży. Wzdłuż ścian stoją niskie stoły i leżanki do spożywania posiłków. Na ścianach wiszą lampy oliwne, które napełniłem świeżą oliwą. Okna wychodzą na wschód, w kierunku świątyni, której złocony dach lśni w słońcu. Z góry widać także fragment ogrodu Getsemani i zbocza Góry Oliwnej.

Uczniowie byli zadowoleni. Rozglądali się po sali, szeptem rozmawiając między sobą. Piotr zapytał, czy mogliby przyjść jutro przed wieczorem, by przygotować wszystko na wieczerzę paschalną. Oczywiście, zgodziłem się. Zaproponowałem nawet, że moja córka Sara pomoże im w przygotowaniach, gdyż zna wszystkie zwyczaje związane z Paschą.

Gdy żegnałem uczniów, Piotr wspomniał, że ich Nauczyciel będzie wdzięczny za dyskrecję. Najwyżsi kapłani szukają okazji, by Go pojmać, ale On chce w spokoju spędzić to święto ze swoimi najbliższymi uczniami. Zapewniłem go, że nikt niepowołany nie dowie się o ich planach. Tylko najbardziej zaufani słudzy będą wiedzieć o uczcie, a ja sam dopilnuję, by wszystko zostało przygotowane jak należy.

Teraz, gdy zapisuję te słowa, czuję, że stoję na progu czegoś wielkiego, choć nie wiem jeszcze, co to może być. Rut, moja żona, zauważyła moje poruszenie i wyciągnęła ze mnie całą historię. Jej oczy rozbłysły radością. Od lat opowiadano jej o cudach dokonywanych przez Jezusa, a teraz On osobiście zawita pod nasz dach! Natychmiast zaczęła planować, jak uczci tego niezwykłego gościa.

Poleciłem Eleazarowi, by jutro rano udał się na targ i kupił najlepsze jagnię, gorzkie zioła, niezakwaszony chleb i wszystko, co potrzebne na ucztę paschalną. Dam mu więcej srebrników, niż zwykle wydajemy na święta – ta uczta musi być wyjątkowa. Choć sam nie będę w niej uczestniczył, chcę, by moi goście czuli się w moim domu jak najlepiej.

Jutro będzie pracowity dzień. Muszę dopilnować, by wszystko zostało przygotowane zgodnie z Prawem.

14 dzień miesiąca Nisan, ranek

Wstałem przed świtem, czując ciężar odpowiedzialności. Dziś wieczorem w moim domu zasiądzie do wieczerzy paschalnej człowiek, którego jedni uważają za proroka, inni za Mesjasza, a jeszcze inni za bluźniercę. Niezależnie od tego, kim naprawdę jest, pragnę, by ta uczta była godna tego wydarzenia.

Eleazar wyruszył na targ, gdy tylko otworzyły się bramy miasta. Dałem mu spory mieszek ze srebrem i listę potrzebnych rzeczy. Oprócz jagnięcia i tradycyjnych składników paschalnych, poleciłem mu kupić najlepsze wino z Engaddi i świeże owoce. Moja żona przygotowała charoset według przepisu swojej matki – mieszankę jabłek, orzechów, cynamonu i wina, która symbolizuje zaprawę używaną przez naszych przodków do wyrobu cegieł w Egipcie.

Sara i nasz młodszy syn Jonatan pomagają w przygotowaniach. Sara już rozpoczęła poszukiwania chamec – wszelkiego kwasu – który zgodnie z Prawem należy usunąć z domu przed Paschą. Jonatan wyczyścił wszystkie lampy i napełnił je świeżą oliwą. Sala na piętrze lśni czystością, a służące przewietrzyły i wytrzepały wszystkie poduszki na leżanki.

Kiedy Eleazar wrócił z targu, zaniepokoił mnie jego wyraz twarzy. Rozglądał się niespokojnie, jakby obawiał się, że jest śledzony. Gdy zamknęliśmy się w moim gabinecie, wyszeptał, że na targu zauważył ludzi, którzy rozpytywali o Jezusa z Nazaretu. Nie byli to zwykli ciekawscy pielgrzymi, ale mężczyźni, którzy wyglądali na wysłanników arcykapłana. Pytali handlarzy, czy nie widzieli Rabbiego lub Jego uczniów, obiecując srebrniki za informacje.

Ta wiadomość zaniepokoiła mnie. Wiedziałem, że przywódcy religijni są wrogo nastawieni do Jezusa, zwłaszcza po Jego wystąpieniu w świątyni, ale nie spodziewałem się, że posuwają się do śledzenia Go podczas świętych dni Paschy. Czy naprawdę aż tak się Go boją?

Poleciłem Eleazarowi, by zachował absolutną dyskrecję. Nikomu poza najbliższą rodziną nie wolno wspominać o dzisiejszej uczcie. Nawet mój starszy syn Józef, który służy w świątyni jako lewitta, nie powinien wiedzieć o tym, kto zasiądzie dziś wieczorem w naszym domu.

Około południa przyszli Piotr i Jan, by rozpocząć przygotowania. Sara pokazała im, gdzie znajdują się wszystkie potrzebne naczynia – srebrny kielich na wino, miseczki na słoną wodę i gorzkie zioła, talerze na przaśny chleb. Piotr przyniósł jagnię, które już zostało zabite i przygotowane zgodnie z przepisami Prawa. Wspomniał, że ich Nauczyciel bardzo pragnie spożyć tę Paschę ze swoimi uczniami, zanim będzie cierpiał. Te słowa wydały mi się dziwne i niepokojące. O jakim cierpieniu mówi?

Jan jest młodszy i spokojniejszy niż Piotr. Podczas przygotowań opowiadał Sarze o cudach, których był świadkiem, o uzdrowieniach chorych i wskrzeszeniu Łazarza w Betanii. Moja córka słuchała z wypiekami na twarzy. Wiem, że skrycie marzy, by spotkać tego Rabbiego, którego nauki poruszają serca prostych ludzi i budzą gniew przywódców.

Nie miałem serca zabronić jej pomagać w przygotowaniach, choć jako gospodarz powinienem zapewnić gościom całkowitą prywatność. Poprosiłem ją jednak, by po zakończeniu przygotowań zeszła na dół i nie przeszkadzała w uczcie. Ta wieczerza ma szczególne znaczenie dla Rabbiego i Jego uczniów – nie nam w nią ingerować.

Teraz, gdy piszę te słowa, słońce chyli się już ku zachodowi. Niedługo rozpocznie się święto Paschy. Czuję, że dziś wieczorem w moim domu dokona się coś ważnego, coś, co wykracza poza moje rozumienie. Modlę się, by Najwyższy pobłogosławił moich gości i zapewnił im bezpieczeństwo w tych niespokojnych czasach.

14 dzień miesiąca Nisan, wieczór

O zmierzchu usłyszałem głosy na ulicy – to uczniowie Jezusa przybyli na wieczerzę. Stanąłem w drzwiach, by ich powitać. Rabbi szedł na czele grupy, otoczony dwunastoma mężczyznami. Rozpoznałem wśród nich Piotra i Jana, którzy wcześniej przygotowywali salę.

Jezus zatrzymał się przede mną. Był średniego wzrostu, z brodą przyprószoną siwizną, ubrany prosto jak galilejski nauczyciel. Ale Jego oczy… Jego oczy patrzyły na mnie z taką mądrością i łagodnością, że poczułem się, jakby zajrzał w głąb mojej duszy. Podziękował mi za gościnę, błogosławiąc mój dom i rodzinę. Ten prosty gest napełnił mnie niewypowiedzianą radością.

Zaprowadziłem ich na górę, do przygotowanej sali. Wchodząc, Jezus rozejrzał się i z uznaniem skinął głową. „Gospodarz przygotował dla nas piękną salę” – powiedział do uczniów. Czułem dumę, słysząc te słowa, choć przecież to nie dla pochwał otworzyłem swój dom.

Gdy wszyscy weszli, ukłoniłem się i zacząłem schodzić na dół, by zostawić ich samych. Ale Rabbi zatrzymał mnie gestem. „Czy zechciałbyś służyć nam podczas wieczerzy?” – zapytał. „Doceniam twoją dyskrecję i gościnność. Dobrze by było, gdyby ktoś zaufany pomagał nam przy stole.”

Z wdzięcznością przyjąłem tę propozycję. Szybko zawołałem Eleazara, by pomógł mi przynieść dzban z wodą do obmycia stóp gości, zgodnie ze zwyczajem. Ale ku mojemu zdumieniu, gdy wróciłem z wodą, zobaczyłem coś niezwykłego – Rabbi zdjął wierzchnią szatę, przepasał się prześcieradłem jak sługa i sam zaczął myć stopy swoim uczniom!

Stanąłem w drzwiach, nie śmiejąc się ruszyć. To było tak nieoczekiwane… Nauczyciel, którego tłumy witały jak króla zaledwie kilka dni temu, teraz klęczał u stóp swoich uczniów, wykonując pracę zarezerwowaną dla najniższych sług. Widziałem zdumienie na twarzach Jego towarzyszy. Jeden z nich – zdaje się, że Piotr – początkowo protestował, lecz w końcu ustąpił.

Gdy Rabbi skończył myć stopy uczniom, wyjaśnił im znaczenie tego gestu. Mówił o służbie, o tym, że kto chce być pierwszy, musi być sługą wszystkich. Jego słowa były proste, a jednak poruszały serce głębiej niż uczone wywody kapłanów, których słuchałem w świątyni.

Następnie rozpoczęła się właściwa uczta paschalna. Stanąłem w kącie sali, gotów służyć, gdyby czegoś potrzebowali. Rabbi pobłogosławił przaśny chleb i wino, recytując tradycyjne modlitwy, które dobrze znałem. Ale potem zrobił coś, czego nie rozumiałem. Wziął chleb, połamał go i rzekł: „To jest moje Ciało, które za was będzie wydane. To czyńcie na moją pamiątkę”. Podobnie z winem – powiedział, że to „Nowe Przymierze we krwi Jego, która za wielu będzie wylana”.

Uczniowie przyjęli te słowa w milczeniu, choć na ich twarzach malowało się zdumienie. Tylko jeden z nich – ciemnowłosy mężczyzna siedzący nieco z boku – patrzył na Rabbiego z wyrazem twarzy, którego nie umiałem odczytać. Był to Judasz z Kariotu, jak później się dowiedziałem.

W pewnym momencie Rabbi powiedział coś, co wstrząsnęło wszystkimi: „Zaprawdę powiadam wam, jeden z was mnie zdradzi”. Uczniowie spojrzeli po sobie z niepokojem, każdy pytał: „Czy to ja, Panie?”. Jezus odpowiedział, że to ten, który macza z Nim rękę w misie. Potem zwrócił się do Judasza i powiedział: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nie rozumiałem tych słów, podobnie jak większość uczniów, którzy myśleli, że Judasz jako skarbnik ma kupić coś na święto lub rozdać jałmużnę ubogim. Judasz wyszedł zaraz po tych słowach, a na sali zapadła ciężka cisza.

Uczta trwała. Rabbi mówił o wielu rzeczach – o tym, że odchodzi tam, gdzie oni teraz nie mogą pójść, o przykazaniu miłości, o Duchu, którego im ześle. Mówiąc to, był jednocześnie smutny i pogodny, jakby wiedział, co Go czeka, i przyjmował to z godnością.

Po wieczerzy zaśpiewali hymn i zaczęli się zbierać do wyjścia. Rabbi podziękował mi raz jeszcze za gościnność. Zapewnił, że ta sala przejdzie do historii, że uczniowie będą tu wracać, by wspominać tę noc. Nie rozumiałem w pełni Jego słów, ale czułem ich wagę.

Gdy wychodzili, Rabbi zatrzymał się jeszcze przy mnie i rzekł cicho: „Bądź wierny temu, co dziś widziałeś i słyszałeś. Nadejdą dni ciemności, ale potem światło zabłyśnie jaśniej niż kiedykolwiek. Udostępniaj tę salę moim uczniom – oni będą wiedzieć, co czynić.”

Patrzę teraz przez okno, jak oddalają się w kierunku Bramy Wodnej, zapewne zmierzając na Górę Oliwną. Serce mam pełne przeczucia, że to nie jest zwykła Pascha, że tej nocy rozpoczyna się coś, co zmieni bieg historii.

Nie wszystko rozumiem z tego, co mówiłi czynił Rabbi. Jego słowa o chlebie i winie, o zdradzie, o odejściu – to wszystko jest zagadką. Ale czuję, że byłem świadkiem czegoś świętego, czegoś, co wykracza poza nasze ludzkie pojmowanie.

Sala na piętrze jest teraz pusta, lecz wciąż wypełniona echem Jego słów. Zostawię ją tak, jak jest – ze stołem noszącym ślady wieczerzy, z kielichem, z którego pił, z poduszkami noszącymi odcisk Jego ciała. To miejsce stało się święte.

Jutro jest święto, dzień odpoczynku. Ale moje serce jest niespokojne. Co się wydarzy? Czy słowa Rabbiego o zdradzie się wypełnią? Czy arcykapłani odnajdą Go i pojmą?

Modlę się, by Najwyższy czuwał nad Nim i Jego uczniami, gdziekolwiek się udadzą. A ja będę strzec tej sali jako świadectwa tego, co się tutaj dokonało.

15 dzień miesiąca Nisan, rano

O świcie obudziły nas niepokojące wieści. Jezus z Nazaretu został pojmany w nocy w ogrodzie Getsemani. Podobno jeden z Jego uczniów, Judasz, przyprowadził straż świątynną, która zabrała Rabbiego do pałacu arcykapłana. Teraz czeka na przesłuchanie przed Sanhedrynem.

Moje serce zamarło, gdy usłyszałem te wieści. Czy to możliwe, że dopiero wczoraj siedział przy moim stole, łamał chleb, błogosławił wino? Czy to o tej zdradzie mówił podczas wieczerzy?

Rut płacze, odkąd usłyszała nowiny. Sara zamknęła się w swojej izbie, odmawiając psalmy. Nawet Eleazar, zwykle opanowany, chodzi niespokojnie po domu, wyglądając przez okna, jakby oczekiwał najgorszego.

Nie możemy wyjść z domu – to święto, dzień odpoczynku. Ale wysłałem Jonatana, by podsłuchiwał rozmowy na ulicy i przynosił wieści. Ludzie mówią, że Sanhedryn zebrał się wcześnie rano, by osądzić Jezusa. Podobno już uznali Go za winnego bluźnierstwa i teraz prowadzą Go do Piłata, rzymskiego namiestnika, bo sami nie mają prawa wydawać wyroków śmierci.

Nie mogę w to uwierzyć. Ten łagodny człowiek, który wczoraj umywał stopy swoim uczniom, który mówił o miłości i służbie – jak można uznać Go za bluźniercę? Co takiego powiedział czy uczynił?

Jonatan wrócił przed chwilą z kolejnymi wieściami. Tłum przed pretorium Piłata rośnie. Arcykapłani i starsi nakłaniają ludzi, by żądali uwolnienia Barabasza, znanego przestępcy, zamiast Jezusa. Piłat podobno umywa ręce, zrzekając się odpowiedzialności, ale oddaje Jezusa na ukrzyżowanie, by zaspokoić żądania tłumu.

Ukrzyżowanie… Najokrutniejsza z rzymskich kar, zarezerwowana dla najgorszych złoczyńców. Jak to możliwe? Ten człowiek, który błogosławił mój dom, który przyniósł tyle dobra…

Wyszedłem na taras na dachu, skąd widać Golgotę – wzgórze poza murami miasta, gdzie Rzymianie wykonują egzekucje. Widzę tam już tłum. Nie mogę dostrzec szczegółów z tej odległości, ale wiem, co się tam dzieje. Rabbi, który jeszcze wczoraj siedział przy moim stole, teraz cierpi okrutną śmierć.

Niebo nad Jerozolimą ciemnieje, choć to dopiero południe. Dziwna, niepokojąca ciemność spowija miasto, jakby samo niebo opłakiwało to, co się dzieje. Nawet ptaki przestały śpiewać.

Wracam do sali na piętrze, gdzie wczoraj odbywała się wieczerza. Wszystko pozostało tak, jak zostawili – niski stół z resztkami chleba, kielich z winem, poduszki na leżankach. Dotykam kielicha, z którego pił Rabbi, przypominając sobie Jego słowa: „To jest krew moja Nowego Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”.

Czy On wiedział? Czy wiedział, że nazajutrz Jego krew rzeczywiście zostanie przelana? Czy dlatego był tak spokojny, tak pogodzony, gdy mówił o swojej śmierci?

Czuję, że byłem świadkiem czegoś więcej niż zwykłej paschalnej wieczerzy. W tej sali rozpoczęło się coś, czego nie pojmuję, ale co ma ogromne znaczenie. Rabbi powiedział, bym udostępniał tę salę Jego uczniom – „oni będą wiedzieć, co czynić”. Co miał na myśli?

W tym momencie cały dom zadrżał. Silne trzęsienie ziemi wstrząsnęło Jerozolimą. Z półek pospadały naczynia, pękła jedna ze ścian. Z ulicy dochodzą krzyki przerażonych ludzi.

Czy to koniec świata? Czy Bóg przemawia w gniewie, widząc niesprawiedliwość, jaka się dokonała?

Muszę kończyć te zapiski. Trzeba sprawdzić, czy nikt nie ucierpiał, zabezpieczyć dom przed dalszymi wstrząsami. Ale jedno wiem na pewno – ten dzień zmienił wszystko. Nic już nie będzie takie samo po tym, jak przelano krew Sprawiedliwego.

17 dzień miesiąca Nisan

Dwa dni upłynęły od ukrzyżowania Rabbiego. Dwa dni pełne żałoby, strachu i niepewności. Uczniowie Jezusa pochowali Go pospiesznie w grobie należącym do Józefa z Arymatei, bogatego członka Rady, który – jak się okazuje – był tajemnym zwolennikiem Nauczyciela.

Wczoraj, w szabat, nasz dom był pogrążony w ciszy. Nikt nie miał ochoty na świąteczne pieśni ani modlitwy. Siedzieliśmy zamknięci, rozmawiając szeptem o tym, co się wydarzyło. Zastanawialiśmy się, co stanie się z uczniami Jezusa, czy i ich czeka prześladowanie.

Dziś, wczesnym rankiem, ktoś zapukał do naszych drzwi. Eleazar, wciąż ostrożny po ostatnich wydarzeniach, pytał, kto to, zanim otworzył. To był Jan, uczeń, który wraz z Piotrem przygotowywał u nas wieczerzę. Był blady, roztrzęsiony, ale jego oczy błyszczały dziwnym światłem.

„Grób jest pusty!” – wykrzyknął, gdy tylko przekroczył próg. „Poszłyśmy tam z Marią Magdaleną o świcie, by namaścić Jego ciało, ale grób był pusty! A potem… potem On się nam ukazał, żywy, zmartwychwstały!”

Z początku myślałem, że to majaczenia wywołane szokiem i żałobą. Ale Jan mówił z takim przekonaniem, z taką pewnością… Opowiedział, jak Maria myślała początkowo, że to ogrodnik, dopóki nie zwrócił się do niej po imieniu. Jak pobiegła do apostołów z wieścią, ale ci nie uwierzyli, dopóki Piotr i Jan nie poszli do grobu i nie zobaczyli pustego całunu.

„On żyje!” – powtarzał Jan, chodząc po naszym atrium. „Tak jak zapowiedział, zmartwychwstał trzeciego dnia! Wszystko, czego nas uczył, jest prawdą!”

Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Zmartwychwstanie? To przeczy wszelkiemu ludzkiemu doświadczeniu, wszelkim prawom natury. A jednak… A jednak coś w głębi mojego serca odpowiedziało na tę wieść. Przypomniałem sobie słowa Rabbiego podczas wieczerzy, Jego spokój w obliczu nadchodzącej śmierci, Jego pewność, że to nie koniec.

Jan poprosił, by mógł spotkać się z innymi uczniami w naszej sali na piętrze. „Rabbi powiedział, że mamy się tam zebrać” – tłumaczył. „To bezpieczne miejsce, z dala od oczu arcykapłanów, którzy teraz szukają Jego ciała.”

Zgodziłem się bez wahania. Sala, w której odbyła się ostatnia wieczerza, znów stanie się miejscem zgromadzenia Jego uczniów. Może tam, gdzie łamał chleb i błogosławił wino, znów się im ukaże?

Wróciłem teraz na górę, by przygotować salę. Wszystko zostało tak, jak było w tamtą noc – stół, kielichy, leżanki. Tylko chleb zebrałem, by nakarmić ptaki – przaśny chleb, który Rabbi nazwał swoim Ciałem. Patrząc na te przedmioty, wspominam Jego słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę”.

Czy o to właśnie chodziło? Czy uczniowie będą się tu zbierać, by powtarzać Jego gesty, by łamać chleb i pić wino, wspominając Jego ofiarę? I czy On sam, jeśli naprawdę zmartwychwstał, pojawi się wśród nich?

Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Ale jedno wiem na pewno – mój dom, moja sala na piętrze, stała się częścią historii większej niż mogłem się spodziewać. I cokolwiek się wydarzy, będę wierny prośbie Rabbiego, by udostępniać to miejsce Jego uczniom.

Może tu, w tej samej sali, gdzie odbył swoją ostatnią wieczerzę przed śmiercią, Jezus z Nazaretu rozpocznie nowy rozdział – rozdział, który przekroczy śmierć i przyniesie nadzieję całemu światu.


*Rok 3791 według kalendarza żydowskiego odpowiada rokowi 30-31 n.e.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowy Testament i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *