Wywiad ze świętym Łukaszem Ewangelistą

Rozmowa przeprowadzona w studiu radiowym w Warszawie, 29 czerwca 2025 roku

Dziennikarz: Witam Państwa w audycji „Rozmowy na trudne tematy”. Dziś mam zaszczyt gościć wyjątkowego rozmówcę – świętego Łukasza Ewangelistę, autora jednej z czterech kanonicznych Ewangelii oraz Dziejów Apostolskich. Witam serdecznie.

Święty Łukasz: Pokój z tobą. Dziękuję za zaproszenie. To niezwykłe doświadczenie móc rozmawiać w waszych czasach.

Dziennikarz: Zacznijmy od początku. Pan żył w I wieku po Chrystusie, był Pan lekarzem, towarzyszył świętemu Pawłowi w jego podróżach misyjnych. Jak ocenia Pan dzisiejszy świat z perspektywy tamtych czasów?

Święty Łukasz: Widzę wielkie podobieństwa i ogromne różnice. Podobieństwa dotyczą ludzkiej natury – nadal ludzie cierpią, szukają sensu życia, pragną miłości, zmagają się z chorobami, bólem, śmiercią. Nadal potrzebują uzdrowienia – nie tylko ciała, ale przede wszystkim duszy. Różnice są oczywiste – wasze osiągnięcia medyczne, technologiczne, społeczne przekraczają wszystko, co mogliśmy sobie wyobrazić. Ale zastanawiam się, czy te wszystkie wynalazki rzeczywiście służą człowiekowi, czy czasem go nie zniewolą?

Dziennikarz: Mówi Pan o medycynie. Był Pan lekarzem w czasach, gdy medycyna była zupełnie inna niż dzisiaj. Jak postrzega Pan współczesną służbę zdrowia?

Święty Łukasz: Jestem zachwycony możliwościami, jakie daje współczesna medycyna. W moich czasach mogłem leczyć głównie ziołami, opatrunkami, prostymi zabiegami chirurgicznymi. Dzisiaj lekarze potrafią przeszczepić serce, operować mózg, leczyć nowotwory. To prawdziwe cuda! Ale widzę też pewne niebezpieczeństwo – medycyna staje się czasem tak wyspecjalizowana, że lekarze zapominają o człowieku jako całości. W moich czasach, lecząc ciało, równocześnie dbałem o duszę pacjenta. Słuchałem jego opowieści, modliłem się z nim, niosłem mu nadzieję. Dzisiaj często brakuje czasu na to podstawowe – na wysłuchanie drugiego człowieka.

Dziennikarz: To bardzo aktualne spostrzeżenie. Przejdźmy do Pana dzieła literackiego. Ewangelia według świętego Łukasza i Dzieje Apostolskie to teksty, które przez prawie dwa tysiące lat kształtują myślenie milionów ludzi. Jak czuje się Pan, wiedząc o takim oddziaływaniu swoich słów?

Święty Łukasz: To przede wszystkim pokorna wdzięczność. Muszę podkreślić, że nie były to „moje” słowa w sensie autorskim. Ja byłem jedynie narzędziem, przez które Duch Święty chciał przekazać prawdę o Jezusie. Kiedy pisałem Ewangelię, dokładnie badałem każdy szczegół, rozmawiałem ze świadkami, sprawdzałem fakty. Jako lekarz miałem skłonność do precyzji, do szczegółowego dokumentowania. Ale równocześnie modliłem się, prosząc o oświecenie, żeby przekazać to, co najważniejsze.

Gdy widzę dzisiaj, jak moja Ewangelia jest czytana w językach, których nawet nie znałem, jak ludzie w różnych kulturach znajdują w niej pocieszenie i nadzieję, jestem głęboko wzruszony. Ale też czuję wielką odpowiedzialność. Niektórzy wykorzystują moje pisma do uzasadniania nienawiści, wykluczenia, przemocy. To boli mnie najbardziej.

Dziennikarz: Wspomina Pan o wykorzystywaniu Pańskich tekstów. W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z wieloma interpretacjami Biblii, często sprzecznymi ze sobą. Jak Pan to ocenia?

Święty Łukasz: Rozumiem, że z perspektywy dwóch tysięcy lat niektóre fragmenty mogą wydawać się niejasne lub wymagać wyjaśnienia w kontekście współczesnego świata. Język, kultura, obyczaje – wszystko się zmieniło. Ale serce przesłania pozostaje niezmienne: Bóg jest miłością, przyszedł do nas w Jezusie, żeby nas zbawić, żebyśmy mieli życie w obfitości.

Martwi mnie, gdy widzę, jak niektórzy używają fragmentów Pisma Świętego do potępiania innych ludzi, do budowania murów zamiast mostów. W mojej Ewangelii szczególnie podkreślałem uniwersalność zbawienia – Jezus przyszedł dla wszystkich: dla Żydów i pogan, dla bogatych i ubogich, dla mężczyzn i kobiet. Pamiętajcie o przypowieści o miłosiernym Samarytaninie – to przecież ja ją zapisałem. Chciałem pokazać, że miłość bliźniego nie zna granic narodowych, religijnych czy społecznych.

Dziennikarz: Skoro mowa o Samarytaninie – dzisiaj mamy globalną wioskę, internet, media społecznościowe. Ludzie są bardziej połączeni niż kiedykolwiek, a jednocześnie często wydają się bardziej podzieleni. Jak wyjaśnić ten paradoks?

Święty Łukasz: To fascynujące pytanie. Widzę, że wasze technologie rzeczywiście łączą ludzi – możecie rozmawiać z kimś po drugiej stronie świata, dzielić się doświadczeniami, pomagać sobie nawzajem. To wspaniałe! Ale zauważam też, że ta sama technologia może izolować. Ludzie czasem więcej czasu spędzają, patrząc w małe ekrany, niż rozmawiając z osobą siedzącą obok.

W mojej Ewangelii opisuję spotkania Jezusa z ludźmi – to zawsze były prawdziwe, osobiste, głębokie relacje. Jezus patrzył w oczy, dotykał, słuchał całym sercem. Czy wasze wirtualne spotkania mogą zastąpić tę bezpośredniość, tę bliskość? Myślę, że są wspaniałym dodatkiem, ale nie mogą być substytutem prawdziwej, ludzkiej więzi.

Dziennikarz: Pańska Ewangelia szczególnie podkreśla rolę kobiet. To było rewolucyjne w tamtych czasach. Jak ocenia Pan walkę o równouprawnienie kobiet we współczesnym świecie?

Święty Łukasz: Rzeczywiście, w mojej Ewangelii kobiety odgrywają kluczową rolę. Maria Magdalena, Marta i Maria z Betanii, wdowa z Nain, kobieta grzesznica, która namaściła stopy Jezusa – to wszystko pokazuje, jak Jezus traktował kobiety z szacunkiem, miłością, jak doceniał ich wiarę i oddanie.

Dzisiaj widzę ogromny postęp – kobiety są lekarzami, naukowcami, przywódcami, mogą realizować swoje talenty i powołania. To piękne! Ale smutne jest to, że w niektórych miejscach świata kobiety nadal są traktowane jako istoty drugiej kategorii, są wykorzystywane, maltretowane. To jest sprzeczne z duchem Ewangelii.

Równocześnie martwi mnie, gdy walka o równouprawnienie przybiera formy agresywne, gdy prowadzi do wzajemnej wrogości między kobietami a mężczyznami. Jezus nie dzielił ludzi, ale jedoczył. Mężczyzna i kobieta to dar Boży dla siebie nawzajem, mają się wzajemnie uzupełniać, wspierać, miłować.

Dziennikarz: Mówiąc o współczesnych problemach – jak Pan ocenia obecny kryzys wiary w Europie? Kościoły pustoszeją, młodzi ludzie często odchodzą od religii.

Święty Łukasz: To boli moje serce. Ale równocześnie staram się zrozumieć przyczyny tego zjawiska. Widzę, że niektórzy przedstawiciele Kościoła zawiedli zaufanie wiernych, że czasem głoszono nieprawdę, że zdarzały się skandale. Rozumiem gniew i rozczarowanie ludzi.

Ale proszę, nie mylcie grzechu ludzi z prawdą Ewangelii. Jezus nigdy nie zawiódł, nigdy nie skrzywdził dziecka, nigdy nie wykorzystał swojej pozycji. Przeciwnie – zawsze stanął po stronie pokrzywdzonych, słabych, odrzuconych.

Myślę też, że współczesny świat oferuje tyle rozrywek, tyle możliwości, że ludzie po prostu zapominają o potrzebie duchowej. W moich czasach życie było trudniejsze, ludzie bardziej naturalnie zwracali się do Boga w czasie cierpienia. Dzisiaj wydaje się, że dla wszystkiego macie rozwiązanie techniczne lub medyczne. Ale czy rzeczywiście? Czy wasze antydepresanty uzdrawiają duszę? Czy media społecznościowe zastępują wspólnotę? Czy pieniądze dają sens życia?

Dziennikarz: Bardzo mocne pytania. Ale być może młodzi ludzie nie tyle uciekają od Boga, co od instytucji religijnych? Wielu z nich deklaruje duchowość, ale nie chce mieć nic wspólnego z Kościołem.

Święty Łukasz: To bardzo trafne spostrzeżenie. Widzę, że wielu ludzi szuka Boga na swój sposób, czyta Ewangelie, modli się, stara się żyć według wartości chrześcijańskich, ale z dala od oficjalnych struktur.

Z jednej strony to zrozumiałe – jeśli ktoś został skrzywdzony przez przedstawiciela Kościoła, trudno mu zaufać tej instytucji. Z drugiej strony, Jezus ustanowił wspólnotę wierzących nie bez powodu. We wspólnocie jest siła, wsparcie, możliwość wzajemnego budowania się w wierze.

W Dziejach Apostolskich opisuję pierwsze wspólnoty chrześcijańskie – były one żywe, autentyczne, pełne miłości. Ludzie dzielili się wszystkim, co mieli, troszczyli się o siebie nawzajem, razem się modlili. Może to jest kierunek, w którym powinien iść współczesny Kościół – powrót do prostoty, autentyczności, służby, a nie władzy.

Dziennikarz: Pańskie Dzieje Apostolskie to także opowieść o początkach misji chrześcijańskiej. Towarzyszył Pan świętemu Pawłowi w jego podróżach. Jak ocenia Pan współczesną ewangelizację?

Święty Łukasz: Paweł był niezwykłym człowiekiem – pełnym pasji, odwagi, gotowym na wszelkie poświęcenia dla Ewangelii. Podróżowaliśmy razem przez całe Cesarstwo Rzymskie, głosząc Dobrą Nowinę w synagogach, na rynkach, w domach prywatnych. To były czasy pionierskie, wszystko było nowe, każdy dzień przynosił wyzwania.

Dzisiaj widzę, że misja chrześcijańska ma inne oblicze. Z jednej strony, dzięki waszym technologiom, Ewangelia może dotrzeć do najodleglejszych zakątków świata w ciągu sekund. To niesamowite! Ale z drugiej strony, w świecie pełnym informacji, łatwo się zagubić, łatwo przegapić to, co naprawdę ważne.

Martwi mnie, gdy widzę ewangelizację opartą na strachu, potępieniu, groźbach. Paweł, mimo swojego żarczego temperamentu, zawsze głosił przede wszystkim miłość Bożą. „Bóg tak umiłował świat, że dał swojego jedynego Syna” – to jest serce Ewangelii, nie strach przed piekłem.

Dziennikarz: Świat staje się coraz bardziej wielokulturowy, wieloreligijny. Jak powinni chrześcijanie odnosić się do innych religii?

Święty Łukasz: To bardzo ważne pytanie. W moich czasach też żyliśmy w świecie wielokulturowym – Cesarstwo Rzymskie to był tygiel różnych narodów, kultur, religii. Paweł nauczył mnie, że prawda nie boi się dialogu. W Atenach, gdy przemawiał w Areopagu, zacął od tego, co łączyło go z filozofami greckimi, a nie od tego, co ich dzieliło.

Myślę, że chrześcijanie powinni być otwarci na dialog z wyznawcami innych religii, szukać tego, co wspólne – miłość bliźniego, troska o sprawiedliwość, szacunek dla życia. Ale równocześnie nie powinni rezygnować z głoszenia tego, w co wierzą. Można być przekonanym o prawdziwości swojej wiary, a jednocześnie szanować drugiego człowieka.

Niebezpieczny jest zarówno fanatyzm religijny, jak i relatywizm, który mówi, że wszystkie religie są równie prawdziwe. Ja wierzę, że Jezus jest jedyną drogą do Ojca, ale to nie znaczy, że powinienem nienawidzić tych, którzy myślą inaczej. Przeciwnie – to znaczy, że powinienem ich jeszcze bardziej miłować.

Dziennikarz: Pańska Ewangelia zawiera wiele cudów Jezusa, szczególnie uzdrowień. Jako lekarz, jak Pan postrzegał te wydarzenia?

Święty Łukasz: To było dla mnie fascynujące doświadczenie. Jako lekarz znałem granice medycyny swojego czasu. Wiedziałem, jakie choroby są nieuleczalne, jak długo trwa proces zdrowienia. A tu widziałem ludzi uzdrawianych natychmiast, całkowicie, w sposób, który przekraczał wszelkie moje doświadczenie medyczne.

Ale równocześnie zauważałem, że Jezus nie traktował cudów jako pokazu siły. Zawsze łączył uzdrowienie ciała z uzdrowieniem duszy. Mówił: „Odpuszczają ci się grzechy” albo „Idź i już więcej nie grzesze”. Rozumiem to dzisiaj jeszcze lepiej – człowiek to nie tylko ciało, ale też dusza, duch. Prawdziwe uzdrowienie musi obejmować całego człowieka.

Widzę, że współczesna medycyna zaczyna to dostrzegać – mówiecie o medycynie holistycznej, o wpływie psychiki na zdrowie fizyczne, o znaczeniu wiary w procesie leczenia. To mnie cieszy. Ale pamiętajcie – największym lekarstwem jest miłość. Czasem ciepłe słowo, dotyk, obecność kogoś, kto się troszczy, znaczą więcej niż najlepsze lekarstwa.

Dziennikarz: W Pańskiej Ewangelii szczególne miejsce zajmują ubodzy, odrzuceni, grzesznicy. Jak ocenia Pan walkę z ubóstwem we współczesnym świecie?

Święty Łukasz: Jestem zachwycony tym, jak wiele organizacji charytatywnych działa dzisiaj na świecie, jak wiele ludzi angażuje się w pomoc potrzebującym. W moich czasach taka skoordynowana, globalna akcja pomocowa była niemożliwa. Dzisiaj w ciągu godzin możecie dostarczyć pomoc na drugi koniec świata.

Ale równocześnie jestem zsokowany skalą nierówności. Słyszę, że kilku najbogatszych ludzi ma więcej pieniędzy niż połowa ludzkości. To jest skrajnie niesprawiedliwe! W mojej Ewangelii Jezus mówi wyraźnie: „Biada wam, bogacze, bo macie już swoją pociechę”. To nie znaczy, że bogactwo samo w sobie jest złe, ale że bogaci mają szczególną odpowiedzialność za biednych.

Martwi mnie też, że czasem pomoc humanitarna staje się tylko łataniem dziur, zamiast usuwania przyczyn ubóstwa. Jezus nie tylko nakarmił głodnych, ale także wyzwalał ich z tego, co ich zniewolało – z grzechu, z chorób, z wykluczenia społecznego.

Dziennikarz: Mówiąc o wykluczeniu – dzisiaj mamy do czynienia z nowymi formami wykluczenia: cyfrowym, społecznym, kulturowym. Jak myśli Pan, jak Jezus podszedłby do tych problemów?

Święty Łukasz: Jezus zawsze szedł do wykluczonych. W mojej Ewangelii zapisałem, jak jadał z celnikami i grzesznikami, jak rozmawiał z Samarytanką przy studni, jak bronił kobiety przyłapanej na cudzołóstwie. Zawsze przekraczał granice, które ludzie wyznaczali między „nami” a „nimi”.

Myślę, że dzisiaj poszedłby do samotnych starców, których dzieci nie odwiedzają. Do młodych ludzi uzależnionych od internetu, którzy zapominają, jak rozmawiać z innymi twarzą w twarz. Do migrantów, którzy są traktowani jak liczby, a nie jak ludzie. Do wszystkich, którzy czują się niepotrzebni, niewidzialni, niekochani.

Ale Jezus nie tylko współczułby – działałby. Zmieniałby systemy, które wykluczają, inspirowałby ludzi do budowania mostów zamiast murów. I przede wszystkim – pokazywałby każdemu człowiekowi, że jest kochany, że ma wartość, że ma miejsce w Bożym planie.

Dziennikarz: Jednym z charakterystycznych elementów Pańskiej Ewangelii są przypowieści. Gdyby miał Pan dzisiaj opowiadać przypowieści współczesnym ludziom, jakie historie by Pan wybierał?

Święty Łukasz: Piękne pytanie! Przypowieści Jezusa były zawsze osadzone w codziennym doświadczeniu ludzi tamtego czasu – rolnicy, rybacy, pasterze, kupcy – wszyscy mogli się w nich odnaleźć.

Dzisiaj opowiadałbym może o programiście, który przez całą noc szukał błędu w kodzie, aż wreszcie znalazł jeden niewłaściwy znak, który wszystko popsuł – tak Bóg szuka jednego zagubionego człowieka. Albo o lekarzu, który w szpitalu pełnym pacjentów poświęca szczególną uwagę temu najbardziej cierpiącemu – tak Jezus troszczy się o każdego z nas.

Może opowiedziałbym o influencerze, który miał miliony obserwujących, ale gdy znalazł się w potrzebie, tylko jeden prawdziwy przyjaciel mu pomógł. Albo o córce, która przez lata nie rozmawiała z ojcem, ale gdy wreszcie do niego zadzwoniła, on od razu ją przebaczył i zarezerwował najlepszą restaurację na jej powrót.

Bóg przemawia językiem każdej epoki. Ważne, żeby umieć słuchać.

Dziennikarz: W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z wieloma kryzysami – klimatycznym, społecznym, ekonomicznym. Czy chrześcijaństwo ma coś do powiedzenia w tych sprawach?

Święty Łukasz: Absolutnie tak! W mojej Ewangelii Jezus często mówi o odpowiedzialności za innych, o trosce o wszystkie stworzenia. Przypominam sobie Jego słowa: „Komu wiele dano, od tego wiele będzie wymagane”.

Ludzkość otrzymała niesamowite zdolności, możliwości, zasoby. Ale z tym wiąże się ogromna odpowiedzialność. Nie możecie niszczyć planety, którą Bóg wam powierzył. Nie możecie żyć tak, jakby nie było jutra, jakby wasze dzieci i wnuki nie miały mieć przyszłości.

Widzę, że wielu młodych ludzi to rozumie, że walczą o lepszy świat. To mnie buduje. Ale potrzebna jest przemiana serc, nie tylko systemów. Człowiek chciwy, egoistyczny, znajdzie sposób na obejście każdego prawa ochrony środowiska. Tylko człowiek, który kocha – Boga, bliźniego, całe stworzenie – będzie działał odpowiedzialnie.

Dziennikarz: Pańskie Dzieje Apostolskie pokazują, jak pierwsi chrześcijanie tworzyli wspólnoty, dzielili się dobrami. Czy to ma jakieś przesłanie dla współczesnej ekonomii?

Święty Łukasz: W pierwszych wspólnotach chrześcijańskich ludzie rzeczywiście dzielili się wszystkim, co mieli. Ale to nie był komunizm w waszym rozumieniu – to była dobrowolna, spontaniczna reakcja na doświadczenie Bożej miłości. Gdy człowiek naprawdę doświadczy, że jest bezwarunkowo kochany przez Boga, naturalnie chce dzielić się tą miłością z innymi.

Nie sądzę, że możecie dosłownie przenieść ten model na współczesną, globalną ekonomię. Ale podstawowe zasady pozostają aktualne: człowiek jest ważniejszy niż zysk, wspólne dobro ważniejsze niż indywidualny interes, długoterminowa odpowiedzialność ważniejsza niż krótkoterminowe korzyści.

Widzę, że wielu przedsiębiorców, menedżerów, ekonomistów próbuje działać według tych zasad. To budujące. Ale potrzeba systemowych zmian, żeby etyka nie była przeszkodą w konkurowaniu, ale standardem, którego wszyscy przestrzegają.

Dziennikarz: Jedna z najpiękniejszych scen w Pańskiej Ewangelii to spotkanie Jezusa z Zacheuszem. Małego wzrostu celnik wspina się na drzewo, żeby zobaczyć Jezusa, a Ten zaprasza się do jego domu. Czy ma Pan jakieś współczesne doświadczenie takiej przemiany?

Święty Łukasz: Zacheusz to jedna z moich ulubionych postaci! Był znienawidzony przez wszystkich – jako celnik współpracował z rzymskimi okupantami, bogacił się kosztem swoich rodaków. Ale w głębi serca tęsknił za czymś więcej. I Jezus to zobaczył.

Dzisiaj spotykam wielu „Zacheuszów” – ludzi, którzy na zewnątrz wydają się mieć wszystko, ale wewnątrz czują pustkę. Biznesmeni, którzy zbudowali imperia, ale stracili rodziny. Politycy, którzy osiągnęli władzę, ale nie mają prawdziwych przyjaciół. Gwiazdy, które mają miliony fanów, ale nikt ich naprawdę nie zna.

Widziałem bankiera z Wall Street, który po kryzysie finansowym rozdał całe swoje majątki i założył fundację pomagającą bezdomnym. Poznałem aktorkę, która w szczycie kariery zrezygnowała z Hollywood i wyjechała pomagać w Afryce. To są współcześni Zacheuszowie – ludzie, którzy spotkali Jezusa i ich życie zmieniło się o 180 stopni.

Dziennikarz: W Pańskich pismach często pojawia się temat radości. A przecież opisuje Pan też cierpienie, prześladowania, śmierć. Skąd ta radość w obliczu trudności?

Święty Łukasz: To bardzo ważne pytanie, bo rzeczywiście radość to jeden z głównych tematów mojej Ewangelii. Zaczynam od radości Maryi, która dowiaduje się, że ma urodzić Syna Bożego. Potem anioł zwiastuje pasterzom radosną nowinę o narodzeniu Jezusa. I przez całą Ewangelię przewija się ten motyw.

Ale to nie jest radość naiwna, która ignoruje cierpienie. To radość głębsza – płynąca z pewności, że Bóg jest z nami, że miłość jest silniejsza od śmierci, że każde cierpienie ma sens w Bożym planie.

Pamiętam, jak Paweł i Sylas śpiewali hymny w więzieniu w Filippi, mimo że mieli zakrwawione plecy po chłoście. Nie dlatego, że cierpienie nie bolało, ale dlatego, że wiedzieli, że służą sprawie większej niż oni sami.

Dzisiaj widzę tę samą radość u ludzi, którzy mimo trudności nie tracą nadziei. U matki, która opiekuje się niepełnosprawnym dzieckiem i mówi, że to największe błogosławieństwo w jej życiu. U więźnia, który w celi odkrywa Boga i znajduje pokój. U lekarza, który mimo pandemii każdego dnia ryzykuje życie, żeby ratować innych.

Dziennikarz: Wspomina Pan o pandemii. Jak ocenia Pan reakcję ludzi na COVID-19? Czy to doświadczenie coś zmieniło?

Święty Łukasz: Pandemia pokazała jednocześnie to, co najlepsze i najgorsze w ludzkiej naturze. Z jednej strony widziałem piękne przykłady solidarności – lekarzy i pielęgniarki, którzy ryzykowali życie dla innych, nauczycieli, którzy wymyślali nowe sposoby uczenia, sąsiadów pomagających sobie nawzajem. To było wspaniałe!

Ale z drugiej strony widziałem też egoizm, strach, wzajemne oskarżenia. Ludzie dzielili się na „wierzących” i „niewierzących” w różne teorie, rodziny się kłóciły, społeczeństwa polaryzowały.

Jako lekarz rozumiem potrzebę ochrony zdrowia publicznego. Ale martwi mnie, że czasem zgubiono z oczu człowieka jako całość. Izolacja społeczna, zamknięcie kościołów, rozdzielenie rodzin – to wszystko miało sens medyczny, ale jakie skutki przyniosło dla duszy ludzkiej?

Myślę, że pandemia nauczyła ludzi, jak kruche jest życie, jak bardzo jesteśmy od siebie zależni. Mam nadzieję, że ta lekcja nie pójdzie w zapomnienie.

Dziennikarz: Mówiliśmy o wielu poważnych sprawach. Ale Pańska Ewangelia pokazuje też Jezusa jako kogoś, kto lubił uczty, święta, spotkania z ludźmi. Jak ważna jest radość, zabawa, odpoczynek w życiu chrześcijanina?

Święty Łukasz: Bardzo ważna! Jezus rzeczywiście lubił biesiadować – w Kanie, u Marty i Marii, u Zacheusza, u faryzeusza Szymona. Jego przeciwnicy wręcz zarzucali Mu, że jest „żarłokiem i pijakiem”. To pokazuje, że nie był ponurym ascetą, ale człowiekiem, który cieszył się życiem.

Bóg stworzył świat piękny, pełen radości, smaków, zapachów, kolorów. Chce, żebyśmy się tym cieszyli! Święty nie znaczy smutny. Przeciwnie – święci to ludzie, którzy odkryli prawdzive źródło radości.

Martwi mnie, gdy chrześcijaństwo kojarzy się ludziom tylko z zakazami, ograniczeniami, poczuciem winy. Ewangelia to Dobra Nowina, nie zła! Jezus przyszedł, żebyśmy mieli życie w obfitości.

Oczywiście, są momenty na modlitwę, post, skupienie. Ale są też momenty na śmiech, taniec, cieszenie się z rodziny i przyjaciół. Bóg chce naszego szczęścia – prawdziwego, głębokiego, trwałego szczęścia.

Dziennikarz: W dzisiejszych czasach wiele się mówi o kryzysie męskości, o tym, że mężczyźni nie wiedzą, jak mają się zachowywać w zmieniającym się świecie. Jak Pan to postrzega?

Święty Łukasz: To rzeczywiście ważny problem. W mojej Ewangelii pokazuję różne modele męskości – Józefa, cichego i sprawiedliwego, który przyjął trudną misję bycia ojcem Jezusa. Uczniów, którzy musieli przejść drogę od ambitnych rywali do służebnych przywódców. Centuriona, który mimo władzy potrafił się pokornie zwrócić do Jezusa o pomoc.

Widzę, że dzisiejsi mężczyźni są zagubieni między starymi wzorcami „twardego faceta” a nowymi oczekiwaniami społecznymi. Ale Jezus pokazał najlepszy model męskości – był silny, ale czuły; zdecydowany, ale współczujący; przywódca, ale służący innym.

Prawdziwa męskość nie polega na dominacji, ale na odpowiedzialności. Nie na ukrywaniu emocji, ale na mądrym nimi zarządzaniu. Nie na udowadnianiu siły, ale na chronieniu słabszych. Mężczyzna powołany jest do miłowania tak, jak Chrystus umiłował Kościół – całkowicie, bezwarunkowo, z gotowością do poświęcenia.

Dziennikarz: Rozmawiamy w czasach wielkich napięć geopolitycznych, wojen, konfliktów. Czy chrześcijanie mogą być pacyfistami w świecie pełnym przemocy?

Święty Łukasz: To jedno z najtrudniejszych pytań, z jakimi borykali się chrześcijanie przez wszystkie wieki. Jezus mówił: „Błogosławieni pokój czyniący”, ale też: „Nie przyszedłem pokój przynieść, ale miecz”. Jak to rozumieć?

Myślę, że Jezus mówił przede wszystkim o przemianie serc. Prawdziwy pokój nie może być tylko brakiem wojny – to musi być pozytywna siła sprawiedliwości, miłości, pojednania. Czasem, żeby chronić niewinnych, trzeba użyć siły. Ale zawsze powinno to być ostateczność, po wyczerpaniu wszystkich innych możliwości.

Widziałem w waszych czasach ludzi takich jak Martin Luther King czy Gandhi, którzy potrafili walczyć z niesprawiedlivością bez użycia przemocy. To były prawdziwe zwycięstwa! Ale widziałem też sytuacje, gdy brak reakcji na agresję oznaczał pozwolenie na ludobójstwo.

Każda sytuacja wymaga rozeznania. Ale zawsze priorytetem powinno być ratowanie ludzkiego życia i godności.

Dziennikarz: Mówiąc o współczesnych świętych – kogo Pan uważałby za wzór świętości w dzisiejszych czasach?

Święty Łukasz: Widzę świętość w wielu ludziach, często zupełnie nieznanych. Matka Teresa z Kalkuty, która poświęciła życie najuboższym. Maksymilian Kolbe, który oddał życie za nieznajomego w obozie koncentracyjnym. Oscar Romero, który bronił ubogich w Ameryce Łacińskiej, mimo że kosztowało go to życie.

Ale widzę też świętych wśród zwykłych ludzi – pielęgniarkę, która z uśmiechem opiekuje się umierającymi. Nauczyciela, który nie traci cierpliwości z najtrudniejszymi uczniami. Małżeństwo, które przez 50 lat wspiera się w zdrowiu i chorobie. Wolontariusza, który w każdą sobotę odwiedza samotnych starców.

Świętość to nie spectacularne cuda, ale codzienna wierność, miłość w małych gestach, cierpliwość w trudnościach. To życie tak, jakby każdy dzień był ostatnim, a jednocześnie jakby miało się żyć wiecznie.

Dziennikarz: W Pańskiej Ewangelii często pojawia się motyw drogi. Jezus jest w drodze, ludzie przychodzą do Niego, idą za Nim. Jak ważna jest ta metafora dla zrozumienia wiary?

Święty Łukasz: Bardzo ważna! Wiara to nie stan statyczny, ale dynamiczny proces. Nikt nie rodzi się świętym, każdy musi przejść swoją drogę. W mojej Ewangelii opisuję różne drogi – uczniów z Emaus, którzy rozpoznali Jezusa w łamaniu chleba; Szawła, który na drodze do Damaszku stał się Pawłem; rozbójnika, który na krzyżu prosił: „Jezu, wspomnij na mnie”.

Każdy człowiek jest gdzieś na swojej drodze do Boga. Jedni dopiero zaczynają, inni są już daleko, jeszcze inni się zagubili. Ale Bóg czeka na każdego, w każdym punkcie tej drogi.

Ważne, żeby nie zatrzymywać się, nie zadowalać się osiągniętym poziomem, ale ciągle iść dalej. I żeby pamiętać, że nie idzie się tej drogi samemu – Jezus idzie z nami, tak jak szedł z uczniami do Emaus.

Dziennikarz: We współczesnym świecie mamy dostęp do ogromnej ilości informacji, ale czy to oznacza, że jesteśmy mądrzejsi? Jak łączyć wiedzę z mądrością?

Święty Łukasz: To fascynujące zagadnienie. Wasze możliwości gromadzenia i przetwarzania informacji są niesamowite. W kilka sekund możecie dowiedzieć się rzeczy, których ja musiałbym szukać miesiącami, podróżując po całym świecie.

Ale informacja to jeszcze nie wiedza, a wiedza to jeszcze nie mądrość. Mądrość to umiejętność właściwego osądu, to rozumienie tego, co naprawdę ważne w życiu. A to wymaga nie tylko rozumu, ale też serca, doświadczenia, kontemplacji.

W mojej Ewangelii Jezus często mówi o „sercu”. To nie sentymenty, ale głębsze rozumienie rzeczywistości. Można znać wszystkie fakty o miłości, ale nie umieć kochać. Można mieć tytuł z psychologii, ale nie rozumieć ludzkiej duszy.

Prawdziwa mądrość łączy rozum z sercem, wiedzę z miłością, informację z kontemplacją. I przede wszystkim – jest pokorna. Im więcej się wie, tym więcej się rozumie, jak mało się wie.

Dziennikarz: Jedna z kontrowersyjnych kwestii we współczesnym chrześcijaństwie to stosunek do osób LGBTQ+. Jak Pan to postrzega?

Święty Łukasz: To bardzo delikatne i bolesne zagadnienie dla wielu ludzi. Widzę po obu stronach cierpienie – osób, które czują się odrzucone przez Kościół, i wierzących, którzy nie wiedzą, jak pogodzić miłość do konkretnego człowieka z tym, co uważają za prawdę Bożą.

Jako lekarz wiem, że ludzie nie wybierają swojej orientacji seksualnej. Jako ewangelista wiem, że Jezus nigdy nie odrzucił człowieka z powodu tego, kim jest, ale zawsze wzywal do przemiany życia.

Myślę, że punkt wyjścia musi być zawsze ten sam – każdy człowiek jest dzieckiem Bożym, kochanym bezwarunkowo. Nikt nie może być wykluczony z wspólnoty, nikt nie może być traktowany jako obywatel drugiej kategorii.

Jednocześnie rozumiem, że są różne poglądy na to, jak powinno wyglądać życie zgodne z wolą Bożą. Ale dyskusja o tym powinna się toczyć w klimacie miłości i szacunku, nie potępienia i wykluczenia.

Dziennikarz: W Pańskich pismach widać wielkie zainteresowanie dziećmi. Jak ocenia Pan współczesne podejście do wychowania?

Święty Łukasz: Dzieci zawsze były blisko serca Jezusa. „Dopuśćcie dzieci do mnie” – to jedno z najpiękniejszych wezwań w Ewangelii. Jezus stawiał dzieci za przykład dorosłym – za ich ufność, prostotę, otwartość.

Widzę, że współcześni rodzice bardzo się starają, często więcej niż w moich czasach. Macie książki o wychowaniu, kursy, terapeutów. To wspaniałe! Ale czasem mam wrażenie, że w tym wszystkim gubiecie podstawową rzecz – dzieci potrzebują przede wszystkim miłości, obecności, czasu.

Martwi mnie, że dzieci od najmłodszych lat są bombardowane bodźcami – telewizja, internet, gry, zajęcia dodatkowe. Kiedy mają czas na marzenia, na nudę, na odkrywanie świata we własnym tempie?

I jeszcze jedna rzecz – dzieci uczą się nie z tego, co mówimy, ale z tego, jak żyjemy. Jeśli chcecie wychować dziecko na dobrego człowieka, sami bądźcie dobrzy. Jeśli chcecie, żeby wierzyło w miłość, pokażcie mu miłość we własnym życiu.

Dziennikarz: Mówiliśmy o wielu problemach współczesnego świata. Czy Pan ma nadzieję na przyszłość?

Święty Łukasz: Mam wielką nadzieję! Nie dlatego, że ignoruję problemy – widzę je wyraźnie. Ale dlatego, że wiem, kto trzyma w swoich rękach historię świata.

W moich czasach też wydawało się, że świat zmierza ku katastrofie. Cesarstwo Rzymskie było potężne, ale wewnętrznie zgnile. Żydzi cierpieli pod okupacją. Było ubóstwo, niewolnictwo, brutalność. A jednak w tym świecie narodziło się chrześcijaństwo, które przemieniło ludzką historię.

Dzisiaj widzę podobnie – wiele problemów, ale też wielką energię, chęć zmiany, szczególnie wśród młodych ludzi. Widzę ludzi, którzy nie godzą się na niesprawiedliwość, którzy walczą o lepszy świat.

A przede wszystkim – wiem, że Bóg nie porzucił tego świata. Wciąż działa, wciąż przemienia ludzkie serca, wciąż buduje swoje Królestwo. Może nie tak, jak my byśmy chcieli, nie w naszym tempie, ale na pewno.

Dziennikarz: Jakie byłyby Pańskie przesłanie dla słuchaczy naszej audycji?

Święty Łukasz: Przede wszystkim – nie bójcie się! To słowa, które anioł powiedział Maryi, które Jezus powtarzał uczniom. Nie bójcie się wierzyć, nie bójcie się miłować, nie bójcie się być dobrymi w świecie, który czasem nagradza zło.

Po drugie – pamiętajcie, że każdy z was ma swoją misję. Może nie napiszecie Ewangelii, może nie zostaniecie świętymi znanymi na całym świecie, ale każdy z was może być światłem dla kogoś, może komuś pomóc, może kogoś pokochać.

Po trzecie – nie czekajcie na wielkie momenty, żeby zacząć żyć dobrze. Świętość to codzienność – uśmiech do sąsiada, pomoc koledze, przebaczenie krzywd, uczciwość w pracy. To małe rzeczy robione z wielką miłością.

I wreszcie – pamiętajcie, że nie jesteście sami. Jezus jest z wami, każdego dnia, w każdej sytuacji. Może Go nie widzicie, ale On widzi was. Może Go nie słyszycie, ale On słyszy każde wasze wołanie.

Dziennikarz: Dziękuję bardzo za tę niezwykłą rozmowę. Czy jest coś, co chciałby Pan jeszcze dodać?

Święty Łukasz: Chciałbym zakończyć słowami, które zapisałem w mojej Ewangelii: „Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. To śpiewali aniołowie w noc narodzenia Jezusa, to jest moje życzenie dla wszystkich ludzi dobrej woli.

Żyjcie w pokoju z Bogiem, z sobą nawzajem, z całym stworzeniem. Niech wasze serca będą pełne radości, a wasze ręce gotowe do pomocy. I niech Bóg błogosławi wam i waszym rodzinom.

Pokój z wami!

Dziennikarz: I na tych pięknych słowach kończymy naszą rozmowę ze świętym Łukaszem Ewangelistą. Dziękuję wszystkim słuchaczom za uwagę. Do zobaczenia w kolejnym wydaniu „Rozmów na trudne tematy”.


Wywiad został przeprowadzony w studiu Polskiego Radia w Warszawie, 29 czerwca 2025 roku. Rozmowę przygotował i przeprowadził Jan Kowalski. Realizacja techniczna: Anna Nowak. Kierownictwo audycji: Maria Wiśniewska.

Pełna wersja wywiadu dostępna jest w archiwum Polskiego Radia oraz w podcastach na platformach cyfrowych. Fragmenty rozmowy będą emitowane w kolejnych wydaniach „Rozmów na trudne tematy” przez cały miesiąc lipiec.

Serdecznie dziękujemy wszystkim słuchaczom za liczne komentarze i pytania przesłane podczas transmisji na żywo. Wybrane fragmenty będą odpowiadane w specjalnym wydaniu programu poświęconym reakcjom na wywiad.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *