Listy Nikodema

– tajna korespondencja członka Sanhedrynu sympatyzującego z Jezusem


List I

Do Józefa z Arymatei, członka Wysokiej Rady Sanhedrynu

15 Nisan, rok 3790 od Stworzenia Świata

Drogi Józefie,

Piszę do Ciebie w najgłębszej tajemnicy, powierzając ten list zaufanemu słudze z nadzieją, że dotrze on bezpiecznie do Twoich rąk. Wiem, że podobnie jak ja, zachowujesz ostrożność w wyrażaniu swoich myśli na temat Nauczyciela z Nazaretu podczas naszych oficjalnych zgromadzeń.

Wczorajszej nocy uczyniłem rzecz, którą niektórzy z naszych współbraci mogliby uznać za zdradę naszego urzędu. Spotkałem się z Jezusem z Nazaretu. Sam, pod osłoną ciemności, jak przystało na kogoś, kto boi się konsekwencji swoich czynów. Wstydzę się tego strachu, ale chyba rozumiesz moje położenie.

Nie wiem, co mnie bardziej poruszyło – fakt, że zgodził się na to spotkanie, czy treść naszej rozmowy. Wprost powiedziałem Mu, że uznajemy Go za nauczyciela przysłanego przez Boga, bo nikt nie mógłby czynić takich znaków bez Bożej obecności. Jego odpowiedź… Józefie, Jego odpowiedź wstrząsnęła podstawami mojego rozumienia Prawa i Proroków.

Mówił o narodzeniu się na nowo, o wietrze, który wieje tam, gdzie chce, o tym, że Syn Człowieczy musi być wywyższony jak wąż na pustyni. Część Jego słów była dla mnie niejasna, ale jedno zdanie wciąż rozbrzmiewa w mojej głowie: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”

Wiesz, ile lat spędziłem na studiowaniu Tory, na interpretowaniu każdego przykazania, na przestrzeganiu tradycji starszych. A Ten człowiek jednym zdaniem wydaje się przerzucać pomost nad przepaścią między człowiekiem a Najwyższym.

Nie wiem jeszcze, co myśleć. Czy to możliwe, że Bóg naszych ojców działa teraz w nowy sposób? Czy to możliwe, że ten Galilejczyk ma rację, kiedy mówi o królestwie, które nie jest z tego świata?

Kajfasz i inni są przekonani, że jest hochsztaplerem, zagrożeniem dla naszej pozycji i stabilności narodu. Nie mogę się z nimi otwarcie nie zgadzać, ale moje serce… moje serce mówi coś innego.

Przypominam sobie proroctwo Micheasza: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności.”

Czy to możliwe, że przegapiliśmy wypełnienie się proroctw na naszych oczach?

Czekam na Twoją odpowiedź, przyjacielu. Tylko Tobie ufam w tej sprawie.

Nikodem


List II

Do Józefa z Arymatei

27 Nisan, rok 3790

Drogi Józefie,

Dziękuję za Twoją szybką odpowiedź i za ostrożność, z jaką potraktowałeś mój list. Masz rację, musimy być niezwykle rozważni. Ściany w pałacu arcykapłana mają uszy, a my obaj mamy zbyt wiele do stracenia.

Od czasu mojego spotkania z Jezusem, zacząłem śledzić Jego działalność z większą uwagą. Nie towarzyszę Mu otwarcie, jak czynią to Jego uczniowie, ale staram się być obecny, gdy naucza w Jerozolimie i okolicach. Czasem w przebraniu, czasem wtapiając się w tłum.

To, co widzę i słyszę, Józefie, przyprawia mnie o bezsenność. Jego nauka nie jest jak nasza – sucha, legalistyczna, skupiona na literze prawa. On mówi jak ktoś posiadający władzę, a nie jak my, uczeni w Piśmie. Jego słowa przenikają serce, obnażają ukryte myśli. Kiedy mówi, czuję się jak odsłonięty przed Bogiem.

Wczoraj byłem świadkiem, jak uzdrowił człowieka z uschłą ręką. W szabat! Wiesz, jaka była reakcja faryzeuszy – natychmiast zaczęli planować, jak Go zgładzić. A On, zamiast się usprawiedliwiać, zapytał: „Czy wolno w szabat czynić dobrze, czy źle? Życie ocalić czy zabić?” Nikt nie miał odwagi odpowiedzieć.

Zastanawiam się, czy nasza gorliwość o Prawo nie przyćmiła jego prawdziwego ducha. Czy naprawdę Bóg chce, byśmy powstrzymywali się od czynienia dobra w szabat? Czy to nie jest wypaczenie Jego intencji?

Wspomniałeś w swoim liście o znakach mesjańskich. Tak, rozważałem je wszystkie. Prorok jak Mojżesz, potomek Dawida, narodzony w Betlejem, odrzucony przez swoich… wszystko to pasuje. Ale wciąż walczę z własnym sercem. Jeśli On jest Mesjaszem, to dlaczego nie wyzwala nas spod rzymskiej okupacji? Dlaczego nie przywraca królestwa Izraela? Dlaczego zamiast tego mówi o królestwie, które jest wewnątrz nas?

Być może nasze oczekiwania były błędne. Może szukaliśmy politycznego wyzwoliciela, a Bóg przysłał duchowego?

Z ostrożności nie będę pisał więcej. Spotkajmy się, jak proponujesz, w winnicy Twojego kuzyna. Tam będziemy mogli swobodniej porozmawiać.

Niech Pan naszych ojców oświeci nasze umysły i serca.

Nikodem


List III

Do Judy ben Ezry, uczonego z Kafarnaum

10 Ijjar, rok 3790

Szanowny Judo,

Piszę do Ciebie w sprawie, która wymaga najwyższej dyskrecji. Jako uczony cieszący się szacunkiem w Galilei i znający tamtejsze realia, możesz posiadać wiedzę niedostępną dla nas w Jerozolimie.

Interesuje mnie pochodzenie i wykształcenie Jezusa z Nazaretu. Tutaj, w kręgach Sanhedrynu, panuje przekonanie, że jest On niewykształconym cieślą, który zdobył pewną popularność dzięki sztuczkom i demagogicznym przemowom. Jednak po wysłuchaniu Jego nauk mam poważne wątpliwości co do takiej oceny.

Zna Torę lepiej niż wielu naszych uczonych. Interpretuje ją w sposób, który – choć kontrowersyjny – wykazuje głębokie zrozumienie ducha Prawa. Jego przypowieści zawierają mądrość przypominającą mi nauki Salomona.

Czy wiesz, gdzie i od kogo pobierał nauki? Czy uczęszczał do którejś z uznanych szkół rabinicznych? A może był samoukiem? Jak człowiek o takim pochodzeniu mógł zdobyć tak głęboką wiedzę?

Drugą sprawą, która mnie nurtuje, są Jego cuda. Tu, w Jerozolimie, niektórzy twierdzą, że to tylko sztuczki lub dzieło Belzebuba. Ty mieszkasz bliżej miejsc, gdzie dokonał wielu z tych znaków. Czy są one rzeczywiste? Czy rozmawiałeś z kimś, kto został przez Niego uzdrowiony? Chciałbym poznać prawdę, nie plotki.

Moje zainteresowanie tą sprawą wynika wyłącznie z naukowej ciekawości. Jako członek Wysokiej Rady muszę mieć pewność, że nasze oceny są sprawiedliwe i oparte na faktach, nie na uprzedzeniach czy politycznych interesach.

Z wyrazami szacunku i nadzieją na rychłą odpowiedź, Nikodem, syn Goriona Członek Sanhedrynu


List IV

Do Józefa z Arymatei

3 Siwan, rok 3790

Drogi Józefie,

Wydarzenia ostatnich dni skłoniły mnie do natychmiastowego napisania. Wczoraj, podczas obrad Sanhedrynu, byłem świadkiem czegoś, co napełniło mnie zarówno gniewem, jak i wstydem.

Kajfasz i jego teść, Annasz, otwarcie planują, jak pozbyć się Jezusa. Nie chodzi już tylko o debaty teologiczne czy ochronę tradycji – oni boją się Go, Józefie. Boją się Jego rosnącego wpływu na lud, boją się, że Rzymianie wykorzystają jakiekolwiek zamieszanie jako pretekst do odebrania nam resztek autonomii.

Gdy odważyłem się zaprotestować, przypominając o prawie, które wymaga wysłuchania oskarżonego przed wydaniem wyroku, zostałem wyśmiany. „Czy i ty jesteś z Galilei?” – zapytał mnie Eleazar ben Ananias z ironicznym uśmiechem. „Zbadaj, a przekonasz się, że żaden prorok nie powstaje z Galilei.”

Nie miałem odwagi powiedzieć, że już zbadałem. Że przeanalizowałem proroctwa. Że rozmawiałem z ludźmi, którzy byli świadkami Jego cudów – nie z rozhisteryzowanym tłumem, ale z poważanymi obywatelami, których świadectwo uznałbym w każdej innej sprawie.

Otrzymałem odpowiedź od uczonego z Kafarnaum. Potwierdza to, co podejrzewałem – cuda są prawdziwe. Ludzie ślepi od urodzenia widzą, sparaliżowani chodzą, a nawet… Józefie, podobno wskrzesił zmarłego! Syna wdowy z Nain, na oczach całego miasta.

Jak możemy ignorować takie znaki? Jak możemy udawać, że to dzieło szatana, gdy przynosi dobro, uzdrowienie, przywraca godność odrzuconym?

Co więcej, Kajfasz wspomniał coś o „rozproszonych dzieciach Bożych”, które Jezus chce zgromadzić w jedno. To brzmiało jak echo proroctw o powrocie wygnańców, ale w jego ustach stało się oskarżeniem o zdradę stanu.

Boję się, Józefie. Nie o siebie, ale o Niego. I o nas. Jeśli odrzucimy posłańca Bożego, co nas czeka? Czy nie spadnie na nas kara, jak na tych, którzy prześladowali proroków?

Musimy się spotkać jak najszybciej. Jest wiele spraw, których nie mogę powierzyć nawet temu listowi.

W pośpiechu, Nikodem


List V

Do Judy ben Ezry

12 Siwan, rok 3790

Szanowny Judo,

Dziękuję za Twoją wyczerpującą odpowiedź. Informacje, które przekazałeś, są niezwykle cenne, choć stawiają mnie w trudnym położeniu. Nie mogę już dłużej udawać, że sprawa Jezusa z Nazaretu jest tylko akademickim zagadnieniem – stała się kwestią sumienia i wiary.

Piszesz o uzdrowieniu sługi setnika, o nakarmeniu pięciu tysięcy ludzi pięcioma chlebami i dwiema rybami, o uspokojeniu burzy na jeziorze. Gdyby to były pojedyncze świadectwa, można by je kwestionować. Ale zgodne relacje setek świadków, w tym ludzi uczciwych i wykształconych jak Ty, są trudne do zignorowania.

Szczególnie poruszył mnie przypadek Jaira, przełożonego synagogi. Jego pozycja jest podobna do mojej – człowiek szanowany, przestrzegający Prawa, zakorzeniony w tradycji. A jednak, gdy jego córka umierała, zwrócił się do Jezusa. I został wysłuchany! Czy ja miałbym mniej wiary niż on?

Piszesz też o Jego nauce, o kazaniu na górze, o błogosławieństwach. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.” Te słowa prześladują mnie dniem i nocą. Czy moje serce jest czyste? Czy nie jestem jak ci, których nazywał grobami pobielanymi – na zewnątrz sprawiedliwy w oczach ludzi, ale wewnątrz pełen obłudy?

Coś we mnie pęka, Judo. Mury, które budowałem przez lata studiów i praktyk religijnych, zaczynają się kruszyć. Zaczynam rozumieć, że Prawo, które tak skrupulatnie przestrzegam, miało być drogą do Boga, a nie celem samym w sobie.

Jeśli to, co piszesz, jest prawdą (a nie mam powodu, by w to wątpić), to ten galilejski nauczyciel jest kimś więcej niż prorokiem. Jest tym, na którego czekali nasi ojcowie. Jest obiecanym Mesjaszem.

Ale co to oznacza dla mnie? Dla nas? Dla Izraela? Jeśli Mesjasz przyszedł nie jako polityczny wyzwoliciel, ale jako nauczyciel i uzdrowiciel, to może nasze oczekiwania były błędne od samego początku?

Piszesz, że wracasz wkrótce do Jerozolimy. Proszę, spotkaj się ze mną. Jest wiele spraw, które chciałbym omówić twarzą w twarz.

Z wyrazami szacunku, Nikodem


List VI

Do Józefa z Arymatei

21 Tammuz, rok 3790

Drogi Józefie,

Jestem wstrząśnięty tym, co wydarzyło się wczoraj w Świątyni. Musiałem czekać dzień, zanim byłem w stanie zebrać myśli, by do Ciebie napisać.

Byłeś tam, widziałeś Jego gniew – święty gniew, który oczyścił dom Jego Ojca z handlarzy i bankierów. „Nie czyńcie domu mego Ojca domem targowym!” – krzyczał, przewracając stoły, wypędzając zwierzęta.

Nigdy nie widziałem Go takim. Zawsze nauczał o miłości, przebaczeniu, łagodności. A jednak wczoraj pokazał inną twarz – twarz sprawiedliwego sędziego, obrońcy świętości.

I pomyśleć, że my, strażnicy Prawa, pozwoliliśmy, by dziedziniec świątynny stał się miejscem handlu i wyzysku! To my powinniśmy byli zrobić to, co On uczynił. Ale byliśmy zbyt uwikłani w system, zbyt przyzwyczajeni do korzyści, jakie nam przynosił.

Reakcja Sanhedrynu była natychmiastowa i gwałtowna. Arcykapłani są wściekli. Uderzył w ich interesy, podważył ich autorytet. Na dzisiejszym posiedzeniu padały słowa o bluźnierstwie, o zagrożeniu dla porządku publicznego. Przypomniano Jego słowa: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni ją wzniosę.”

Próbowałem argumentować, że mówił o świątyni swego ciała, nie o budynku, ale nikt nie chciał słuchać. Większość Rady jest już zdecydowana – ten człowiek musi zginąć.

A ja siedzę wśród nich, milczący, bojący się otwarcie stanąć po Jego stronie. Co to mówi o mnie, Józefie? Czy nie jestem jak ów bogaty młodzieniec, który odszedł zasmucony, bo miał wiele majątku? Tyle że w moim przypadku to nie bogactwo materialne trzyma mnie w niewoli, ale pozycja, prestiż, strach przed odrzuceniem.

Gorzko żałuję, że nie poszedłem za Nim, gdy miałem okazję. Teraz może być za późno. Czuję, że wydarzenia przyspieszają, że zmierzamy ku jakiemuś dramatycznemu finałowi.

Czy masz jakieś wieści od swoich źródeł? Czy wiesz, jakie są plany arcykapłanów? Muszę wiedzieć, co się dzieje, nawet jeśli jestem zbyt tchórzliwy, by działać.

Z trwogą w sercu, Nikodem


List VII

Do Józefa z Arymatei

14 Nisan, rok 3791

Józefie,

Piszę w pośpiechu i trwodze. Wszystko, czego się obawialiśmy, stało się rzeczywistością. Dziś w nocy aresztowali Jezusa w Getsemani. Jeden z Jego uczniów, Judasz, zdradził Go za trzydzieści srebrników.

Zwołano nadzwyczajne posiedzenie Sanhedrynu. O północy! Czy kiedykolwiek słyszałeś o procesie prowadzonym o takiej porze? To farsa, nie sprawiedliwy sąd. Większość członków nie została nawet powiadomiona – tylko ci, co do których Kajfasz miał pewność, że zagłosują zgodnie z jego wolą.

Ja dowiedziałem się przez przypadek, od służącego, i pośpieszyłem do pałacu arcykapłana. Ale było już za późno. Przesłuchanie się rozpoczęło, świadkowie składali fałszywe zeznania. Kiedy dotarłem, Jezus stał przed Radą, milczący wobec oskarżeń.

Wtedy Kajfasz zapytał Go wprost: „Czy ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?” A On odpowiedział: „Ja jestem. I ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Mocy i nadchodzącego z obłokami nieba.”

To wystarczyło. Kajfasz rozdarł swoje szaty i krzyknął: „Bluźnierstwo! Na co nam jeszcze potrzeba świadków?” I wszyscy, jak jeden mąż, orzekli, że zasługuje na śmierć.

Nie miałem odwagi zaprotestować. Stałem tam, milczący, gdy pluto na Jego twarz, gdy Go bito. Nadal jestem uczniem, który przychodzi tylko nocą, zbyt przerażony, by stanąć w świetle dnia.

O świcie zabiorą Go do Piłata. Tylko rzymski prefekt może zatwierdzić wyrok śmierci. Boję się, że Piłat, choć nieufny wobec naszych przywódców religijnych, ugnie się pod naciskiem tłumu.

Piszesz, że masz wstęp do pretorium. Czy możesz tam być? Czy możesz próbować wpłynąć na proces? Ja będę obserwował z oddali, jak zawsze.

Boże naszych ojców, jeśli ten człowiek jest naprawdę Twoim Synem, nie pozwól, by zginął. A jeśli taka jest Twoja wola, daj mi siłę, bym stanął po Jego stronie, choćby w ostatniej godzinie.

Nikodem


List VIII

Do Józefa z Arymatei

15 Nisan, rok 3791

Józefie,

Stało się. Ukrzyżowali Go. Syna Bożego powiesili na drzewie jak pospolitego zbrodniarza.

Byłem tam, Józefie. Nie bezpośrednio pod krzyżem, jak Jego matka i umiłowany uczeń, ale wystarczająco blisko, by wszystko widzieć i słyszeć. Widziałem Jego cierpienie, słyszałem Jego słowa przebaczenia dla oprawców, Jego wołanie: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” A potem: „Wykonało się.”

Gdy skonał, ziemia się zatrzęsła, a zasłona świątynna rozdarła się na dwoje. Nawet rzymski setnik, który nadzorował egzekucję, wyznał: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym.”

A my? Co my uczyniliśmy? Zabiliśmy Mesjasza, którego Bóg przysłał. Wypełniliśmy proroctwa w najstraszliwszy sposób – nie przez uznanie Go, ale przez odrzucenie.

Ale teraz, Józefie, nadszedł czas, by przestać się ukrywać. Nie mogę już dłużej być tajnym uczniem. Wiem, że udałeś się do Piłata z prośbą o ciało Jezusa. Podziwiam Twoją odwagę. Chcę Ci pomóc.

Przygotowałem mieszankę mirry i aloesu, prawie sto funtów. Przyjdę do grobu, który przeznaczyłeś dla Niego. Razem złożymy Go do spoczynku z godnością, na jaką zasługuje król Izraela.

Być może jest to jedyne, co mogę zrobić – oddać ostatnią posługę Temu, za którym nie miałem odwagi pójść za życia. Ale przysięgam, Józefie, że jeśli zostało nam cokolwiek z Jego nauki, z Jego dziedzictwa, będę tego bronił całym swoim życiem.

Nadchodzi szabat, muszę kończyć. Spotkamy się przy grobie przed zachodem słońca.

Z sercem pełnym żalu, Nikodem


List IX

Do Józefa z Arymatei

17 Nisan, rok 3791

Józefie!

Czy to prawda? Czy to możliwe? Kobiety, które poszły do grobu, twierdzą, że jest pusty! Że anioł powiedział im, iż powstał z martwych, jak przepowiedział!

Maria Magdalena mówi, że widziała Go, rozmawiała z Nim. Myślała najpierw, że to ogrodnik, ale gdy wymówił jej imię, rozpoznała Go.

Piotr i Jan pobiegli do grobu i potwierdzają – ciała nie ma, są tylko płótna, w które Go owinęliśmy, złożone starannie, jakby już niepotrzebne.

Czy to możliwe? Czy naprawdę pokonał śmierć? Czy to jest ten znak, o którym mówił, znak Jonasza – trzy dni i trzy noce we wnętrznościach ziemi, a potem powrót do życia?

Jeśli to prawda, wszystko się zmieniło. Wszystko, co mówił, nabiera nowego znaczenia. Jego słowa o Królestwie Bożym, o życiu wiecznym, o tym, że kto w Niego wierzy, ma życie wieczne – to nie były tylko piękne metafory!

Józefie, co teraz począć? Kajfasz i inni twierdzą, że uczniowie wykradli ciało, by udawać, że zmartwychwstał. Ale my wiemy, że to niemożliwe. Widzieliśmy rzymską pieczęć na grobie, straże, które pilnowały wejścia.

Ponoć ukazał się też innym uczniom. Jedenastu widziało Go w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie się ukrywali ze strachu przed Żydami. Pokazał im ręce i bok – te same rany, które widzieliśmy, gdy składaliśmy Go do grobu.

I mówią, że powiedział im: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam.” Tchnął na nich i powiedział: „Weźmijcie Ducha Świętego!”

To wszystko przerasta moje zrozumienie, ale czuję, że jest prawdziwe. Czuję to w sercu, w duszy, w każdej cząstce mojego jestestwa.

Muszę Go zobaczyć, Józefie. Muszę zobaczyć Go na własne oczy. Dopiero wtedy będę mógł powiedzieć, jak Tomasz: „Pan mój i Bóg mój!”

Z nadzieją i drżeniem, Nikodem


List X

Do Józefa z Arymatei

10 Siwan, rok 3791

Drogi Józefie,

Piszę do Ciebie, pełen radości i nowego życia. Minęło już kilka tygodni od zmartwychwstania naszego Pana i Jego wniebowstąpienia na Górze Oliwnej. Wydarzenia te zmieniły wszystko – nasz świat, nasze życie, naszą wiarę.

Widziałem Go, Józefie! Nie w pojedynkę, ale z grupą ponad pięciuset braci, którzy zgromadzili się w Galilei. Stał przed nami, promieniejący chwałą, a jednocześnie tak ludzki, tak realny. Rozpoznałem Go natychmiast – twarz, którą widziałem tamtej nocy, gdy przyszedłem do Niego po raz pierwszy; twarz, którą widziałem zniekształconą cierpieniem na krzyżu. Teraz jaśniała pokojem i mocą, której nie potrafię opisać.

Przemówił do nas o Królestwie Bożym, o tym, co nadchodzi. Nakazał nam czekać w Jerozolimie na obietnicę Ojca, na Ducha Świętego, który ma zstąpić, by dać nam siłę do głoszenia Jego nauki aż po krańce ziemi.

I stało się, jak przepowiedział. W dzień Pięćdziesiątnicy, gdy byliśmy wszyscy razem na modlitwie, Duch zstąpił na nas jak ogień. Piotr, ten sam, który zaparł się Jezusa z strachu, teraz stoi na ulicach Jerozolimy i głosi z mocą, jakiej nigdy wcześniej nie widziałem.

Tysiące przyjmują chrzest, Józefie! Wyznają Jezusa jako Mesjasza i Pana. Nawet wielu kapłanów przechodzi na naszą stronę. Oni też widzieli znak pusty grób i nie mogą zaprzeczyć rzeczywistości zmartwychwstania.

Ja również nie ukrywam już swojej wiary. Wyznałem publicznie, że jestem uczniem Jezusa. Zostałem za to wykluczony z Sanhedrynu, ale nie żałuję. Co znaczy pozycja, bogactwo, prestiż w porównaniu z poznaniem Chrystusa?

Teraz rozumiem, dlaczego musiał umrzeć. Jego śmierć była ofiarą za nas wszystkich, wypełnieniem proroctw o cierpiącym słudze Jahwe. „On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.”

Nowa wspólnota wierzących rośnie z każdym dniem. Nazywamy siebie „Drogą”, bo On sam nazwał siebie Drogą, Prawdą i Życiem. Spotykamy się w domach, łamiemy chleb, modlimy się, studiujemy nauki Jezusa. Wszystko mamy wspólne – nikt z nas nie cierpi niedostatku, bo dzielimy się tym, co posiadamy.

Wiem, że prześladowania nadejdą. Już są oznaki sprzeciwu ze strony władz. Szczepan, jeden z siedmiu diakonów, został ukamienowany. Młody faryzeusz Szaweł z Tarsu prowadzi systematyczne aresztowania wyznawców Drogi. To ten sam Szaweł, który nadzorował kamienowanie Szczepana i zgadzał się na jego śmierć.

Ale nie boję się, Józefie. Po raz pierwszy w życiu czuję, że stoję po właściwej stronie. Nie po stronie władzy, prestiżu czy tradycji, ale po stronie prawdy. A jak sam Jezus powiedział: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.”

Przeznaczyłem znaczną część mojego majątku na potrzeby wspólnoty. Wspieramy wdowy, sieroty, chorych. Żyjemy tak, jak nauczał Jezus – miłując się wzajemnie, przebaczając wrogom, dzieląc się z potrzebującymi. To jest prawdziwe Królestwo Boże – nie polityczna władza, nie terytorialne imperium, ale nowy sposób życia, nowy rodzaj społeczności.

Czy pamiętasz Jego słowa do mnie tamtej pierwszej nocy? „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego.” Teraz rozumiem, co miał na myśli. To było moje duchowe narodzenie, początek nowej drogi.

Módl się za mnie, bracie, jak ja modlę się za Ciebie.

W Chrystusie, naszym Panu, Nikodem


List XI

Do wspólnoty wierzących w Pelli

5 Av, rok 3810

Umiłowani w Chrystusie,

Ja, Nikodem, niegdyś członek Sanhedrynu, teraz starzec i sługa Jezusa Chrystusa, piszę do Was w czasach próby.

Minęło już dwadzieścia lat od zmartwychwstania naszego Pana, a Jego Kościół rośnie pomimo prześladowań. To, co zaczęło się w Jerozolimie, teraz rozprzestrzenia się na cały świat – do Azji, Grecji, nawet do Rzymu.

Szaweł, ten sam, który prześladował nas z taką zawziętością, teraz jest Pawłem, największym apostołem pogan! Któż mógłby przewidzieć taki rozwój wypadków? Tylko Ten, który widzi wszystko i dla którego nic nie jest niemożliwe.

Piszę do Was z ostrzeżeniem. Nasze położenie w Judei staje się coraz bardziej niebezpieczne. Napięcia między Żydami a Rzymianami rosną. Zeloci i sykariusze przygotowują powstanie. Pilne doniesienia od braci w Jerozolimie mówią o znakach zapowiadających zagładę Miasta Świętego – dokładnie tak, jak przepowiedział nasz Pan.

„Gdy ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą.”

Dlatego namawiam Was, bracia i siostry, by zgodnie z tą radą szukać schronienia. Pella, miasto w Dekapolu, za Jordanem, może być bezpiecznym miejscem. Wielu naszych braci już tam się udało.

Nie wiem, czy zobaczę Was jeszcze na tej ziemi. Mój czas dobiega końca. Ciało słabnie, ale duch pozostaje mocny w Panu. Niosę w sercu nadzieję, że wkrótce ujrzę Tego, którego pokochałem, nie widząc – Jezusa Chrystusa, mojego Pana i Zbawiciela.

Proszę, zachowajcie wiarę mimo prób. Nie ustawajcie w miłości, nawet gdy świat odpowiada nienawiścią. Pamiętajcie o naszych początkach, o pierwszej wspólnocie w Jerozolimie, o duchu jedności i dzielenia się. Przekazujcie te wartości swoim dzieciom i wnukom.

Nie wstydźcie się Ewangelii, gdyż jest ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego. I pamiętajcie słowa naszego Pana: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.”

Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa niech będzie z wami wszystkimi.

Nikodem


List XII

Do Teofila, dostojnika w Antiochii

12 Tebeth, rok 3830

Czcigodny Teofilu,

Piszę do Ciebie na Twoją prośbę, aby przekazać moje wspomnienia o Jezusie z Nazaretu, którego miałem przywilej poznać osobiście. Cieszę się, że gromadzisz takie świadectwa dla przyszłych pokoleń.

Wspomniałeś, że współpracujesz z uczonym lekarzem imieniem Łukasz, który spisuje uporządkowane opowiadanie o wydarzeniach, które się dokonały pośród nas. To szlachetne przedsięwzięcie, które wspieram całym sercem.

Pozwól mi więc opowiedzieć o moim spotkaniu z Jezusem, które miało miejsce wczesną wiosną, w pierwszym roku Jego publicznej działalności.

Byłem wtedy szanowanym członkiem Sanhedrynu, uczonym w Piśmie, faryzeuszem przestrzegającym skrupulatnie Prawa. Słyszałem o znakach, które czynił ten galilejski nauczyciel, i o Jego niezwykłej nauce. Wielu moich kolegów odrzucało Go z pogardą, ale ja czułem, że muszę Go poznać osobiście.

Przyszedłem do Niego nocą, częściowo z ostrożności, częściowo ze wstydu. On przyjął mnie bez wyrzutu, jakby rozumiał moje położenie.

Nasze spotkanie zaczęło się od mojego uznania Jego autorytetu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim.”

Jego odpowiedź zaskoczyła mnie i wprawiła w zakłopotanie: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego.”

Pamiętam moje zdziwienie: „Jakże może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czy może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?”

Wtedy Jezus wyjaśnił: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem.”

Ta rozmowa trwała długo w noc. Mówił o Duchu jak o wietrze, który wieje tam, gdzie chce. Mówił o miłości Boga do świata, tak wielkiej, że posłał swojego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Odszedłem tamtej nocy zmieszany, ale z zasianym ziarnem, które miało kiełkować przez lata. Obserwowałem Jego działalność z dystansu, czasem broniąc Go w Sanhedrynie, ale nigdy otwarcie nie przyznając się do wiary w Niego.

Dopiero gdy zawisł na krzyżu, gdy wszystko wydawało się stracone, znalazłem odwagę, by wystąpić jako Jego uczeń. Wraz z Józefem z Arymatei zabraliśmy Jego ciało i złożyliśmy do grobu. Przyniosłem mieszaninę mirry i aloesu, około stu funtów, i razem owinęliśmy Jego ciało w płótna z wonnościami, zgodnie z żydowskim zwyczajem grzebania.

A potem… potem nastąpiło to, co zmieniło wszystko. Pusty grób. Spotkania ze Zmartwychwstałym. Zesłanie Ducha Świętego. Narodziny Kościoła.

Teraz, u schyłku życia, patrzę wstecz i widzę, jak prawdziwe były Jego słowa o narodzeniu z Ducha. Ja, Nikodem, faryzeusz i członek Wysokiej Rady, narodziłem się na nowo. Nie przez powrót do łona matki, ale przez przyjęcie nowego życia w Chrystusie.

Niech Łukasz spisze te wydarzenia dla przyszłych pokoleń. Niech świat pozna, że Jezus z Nazaretu był naprawdę tym, za kogo się podawał – Synem Bożym, Mesjaszem, Zbawicielem świata.

Z błogosławieństwem w Panu, Nikodem


Epilog: Odkrycie archeologiczne

Poniższy tekst został dodany przez Profesora Alana Bartholomew, kierownika wykopalisk w Qumran, 12 czerwca 2022 roku.

Z wielką radością i naukowym podekscytowaniem przedstawiam światu jedno z najważniejszych odkryć archeologicznych ostatnich dekad – zbiór listów, które nazywamy roboczo „Korespondencją Nikodema”.

Znalezione w nowo odkrytej jaskini w okolicach Qumran, przechowane w glinianych dzbanach podobnych do tych, które chroniły Zwoje znad Morza Martwego, te dwanaście listów rzuca nowe światło na początki chrześcijaństwa i na postać, która do tej pory znana była jedynie z kilku wzmianek w Ewangelii Jana.

Nikodem, członek żydowskiego Sanhedrynu, który zgodnie z Ewangelią odwiedził Jezusa nocą i później pomógł w Jego pogrzebie, zostaje w tych listach przedstawiony jako człowiek głęboko rozdartywewnętrznie, stopniowo przechodzący od sceptycyzmu i ostrożności do pełnego zaangażowania w rodzące się chrześcijaństwo.

Analiza papirusu metodą węgla C-14 datuje najstarsze z listów na około 30-33 rok n.e., co odpowiada czasom ukrzyżowania Jezusa. Najmłodszy list pochodzi z około 70 roku n.e., tuż przed zniszczeniem Jerozolimy przez Rzymian, co zgadza się z zawartymi w nim ostrzeżeniami.

Styl pisania, odniesienia historyczne, szczegóły dotyczące życia codziennego w Judei I wieku – wszystko to wskazuje na autentyczność dokumentów. Choć konserwatywni uczeni wzywają do ostrożności, większość badaczy uznaje listy za prawdziwe świadectwo z czasów Jezusa.

Co szczególnie fascynujące, korespondencja Nikodema potwierdza wiele szczegółów znanych z Ewangelii, ale dodaje też nowe, nieznane dotąd elementy. Jego opis nocnej rozmowy z Jezusem uzupełnia to, co znamy z Ewangelii Jana. Jego relacja z pogrzebu Jezusa dodaje wzruszających detali do ewangelicznej narracji.

Dla historyków chrześcijaństwa, biblistów i archeologów, listy Nikodema stanowią nieocenione źródło wiedzy o najwcześniejszym okresie istnienia Kościoła. Dla wierzących są poruszającym świadectwem wiary człowieka, który przeszedł długą duchową drogę – od skrytego sympatyka do otwartego wyznawcy Chrystusa.

Pełna publikacja listów, wraz z komentarzem naukowym, ukaże się w przyszłym roku nakładem Oxford University Press. Tymczasem prezentujemy światu ten niezwykły dokument – głos z przeszłości, który do nas przemawia przez wieki, przypominając, że za wielkimi wydarzeniami historycznymi stoją zawsze konkretni ludzie z ich wątpliwościami, lękami i nadziejami.

Prof. Alan Bartholomew Instytut Archeologii Biblijnej Uniwersytet w Cambridge

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowy Testament. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *