Zapiski Rymarza z Tarsu

– obserwacje sąsiada młodego Szawła, późniejszego św. Pawła


Zapisek I: Pierwsze spotkanie

Dzień 14 miesiąca Nisan, 15 rok panowania Cesarza Tyberiusza

Dziś wprowadził się nowy sąsiad do domu po drugiej stronie ulicy. Rodzina żydowska z młodym synem. Ojciec, jak się dowiedziałem, jest wytwórcą namiotów – szanowany zawód wśród ich ludu. Chłopiec ma może osiem, dziewięć lat. Szczupły, o bystrych oczach i nietypowo prostych włosach jak na dzieci hebrajskie. Nazywają go Szaweł.

Zauważyłem, jak chłopiec obserwował mnie przy pracy, gdy wycinałem skórę na sandały dla centuriona Marcellusa. Podszedł bliżej, niepewny, czy może zagadnąć do poganina. Ostatecznie ciekawość zwyciężyła.

– Co robisz z tą skórą? – zapytał po grecku, z akcentem, ale całkiem płynnie.

Wyjaśniłem mu proces garbowania i krojenia. Oczy mu błyszczały, gdy pokazywałem różnice między skórą cielęcą a owczą. Wypytywał o narzędzia, o techniki. Jak na dziecko jego wieku, zadawał zaskakująco wnikliwe pytania.

Jego ojciec zawołał go po chwili. Szaweł niechętnie wrócił do domu, ale zanim odszedł, powiedział coś, co mnie zastanowiło:

– Mój ojciec mówi, że praca rąk uszlachetnia umysł. Że nawet największy uczony powinien znać jakieś rzemiosło.

Ciekawe dziecko. Dla większości rzymskich i greckich chłopców praca fizyczna jest czymś dla niewolników. Może te żydowskie zwyczaje mają w sobie mądrość, której nie doceniamy.


Zapisek II: Rozmowy o bogach

Dzień 3 miesiąca Sivan, 16 rok panowania Cesarza Tyberiusza

Szaweł ponownie przyszedł do mojego warsztatu. Tym razem przyniósł małe naczynie z oliwkami – „dar od matki”, jak powiedział. Poczęstowałem go w zamian suszonymi figami.

Siedział cicho, obserwując, jak naciągam skórę na drewniane kopyto. W pewnym momencie zauważył małą figurkę Hermesa, którą trzymam w kącie warsztatu dla szczęścia – w końcu to patron kupców i rzemieślników.

– Czy naprawdę wierzysz, że on ci pomaga? – zapytał nagle.

Nie wiedziałem, jak odpowiedzieć dziecku. Większość z nas, prostych ludzi, nie zastanawia się zbyt głęboko nad takimi sprawami. Robię ofiary odpowiednim bogom w odpowiednie dni, jak każdy przyzwoity mieszkaniec Tarsu.

– To tradycja – odpowiedziałem wymijająco.

– Mój nauczyciel w synagodze mówi, że wasze bożki to tylko kamień i drewno. Że jest tylko jeden Bóg, niewidzialny i wszechmocny.

Nie chciałem wchodzić w religijne spory, więc tylko skinąłem głową. Ale Szaweł nie odpuszczał.

– Gdybyś poznał prawdziwego Boga, nie potrzebowałbyś tych wszystkich małych bogów do różnych rzeczy – kontynuował z dziecięcą bezpośredniością.

Ta pewność w głosie dziecka! Widziałem już gorliwych wyznawców różnych kultów, ale rzadko spotykałem taką żarliwość u kogoś tak młodego. Zapytałem go więc, skąd ta pewność.

– Bo nasze księgi tak mówią, a one zawierają słowa samego Boga – odpowiedział bez wahania. – Kiedy dorosnę, zostanę wielkim uczonym Tory. Już teraz uczę się jej na pamięć.

Potem, jakby zawstydzony własną szczerością, zmienił temat i zaczął wypytywać o proces szycia sandałów. Ale ta rozmowa mnie zastanowiła. Co takiego jest w wierzeniach tych Żydów, że nawet ich dzieci są tak niezłomne w swojej wierze?


Zapisek III: Ambicje i nauka

Dzień 21 miesiąca Tevet, 19 rok panowania Cesarza Tyberiusza

Szaweł wyrósł na poważnego młodzieńca. Ma teraz może trzynaście lat i jak się dowiedziałem, przeszedł jakiś ważny dla Żydów rytuał przejścia. Jego ojciec wyprawił skromną uroczystość, na którą zaproszono nawet kilku sąsiadów nie-Żydów, w tym mnie.

Podczas uczty Szaweł wygłosił fragment swoich świętych pism z pamięci. Nie rozumiałem hebrajskiego, ale sposób, w jaki recytował – z zamkniętymi oczami, kołysząc się delikatnie – poruszył nawet mnie, starego poganina. Jego ojciec promieniał dumą.

Po uczcie, gdy większość gości rozmawiała, Szaweł podszedł do mnie i zapytał, czy pamiętam nasze dawne rozmowy.

– Oczywiście – odparłem. – Zawsze zadawałeś więcej pytań niż moi greccy klienci.

Uśmiechnął się nieśmiało.

– Ojciec zdecydował. Wyślą mnie do Jerozolimy, do szkoły rabinackiej. Będę studiował u wielkiego nauczyciela, Gamaliela.

Widać było, że jest podekscytowany, ale i trochę przestraszony. Tars to duże miasto, kosmopolityczne, pełne różnych ludzi i idei. Jerozolima, z tego co słyszałem, jest bardziej… jednolita.

– To wielki zaszczyt – dodał, jakby czytając moje myśli. – Nie każdy może zostać uczniem takiego mistrza. Muszę się wiele nauczyć, by bronić naszego Prawa przed tymi, którzy chcą je osłabić.

W jego głosie była nutka, której wcześniej nie słyszałem. Jakaś zawziętość, może nawet gniew. Zapytałem go, przed kim trzeba bronić ich Prawa.

– Przed hellenistami – odpowiedział bez wahania. – Przed Żydami, którzy przyjmują greckie zwyczaje, którzy jedzą zakazane potrawy i zadają się z poganami, jakby Prawo Mojżeszowe nic nie znaczyło.

Poczułem się nieswojo. Czy ja, zwykły rymarz-poganin, byłem w jego oczach częścią problemu? Chłopiec chyba zauważył moje zakłopotanie.

– Ty jesteś inny – powiedział łagodniej. – Ty szanujesz nasze zwyczaje, choć ich nie podzielasz. I uczysz się, pytasz. Nie narzucasz swoich bogów.

Ot, pociecha. Ale widzę w tym chłopcu coś niepokojącego. Ta gorliwość może go zaprowadzić daleko, ale może też sprawić, że będzie ślepy na wszystko, co nie mieści się w jego wąskim pojmowaniu prawdy.


Zapisek IV: Powrót z Jerozolimy

Dzień 9 miesiąca Adar, 23 rok panowania Cesarza Tyberiusza

Szaweł wrócił do Tarsu na krótko. Ma już siedemnaście lat i nie przypomina tego ciekawskiego chłopca, którego pamiętałem. Jest wysoki, szczupły, z pierwszym zarostem na brodzie. Ale najbardziej zmieniły się jego oczy – płonie w nich ogień, który czasem niepokoi.

Przyszedł do mojego warsztatu jak za dawnych lat. Usiadł na stołku w kącie, obserwując, jak pracuję. Długo milczał, aż w końcu zapytałem go o studia w Jerozolimie.

– Uczę się od najlepszych – odpowiedział z dumą. – Rabin Gamaliel to wielki uczony, zna nie tylko nasze Pisma, ale i grecką filozofię. Mówi, że trzeba znać wroga, by skutecznie z nim walczyć.

Ta wojownicza retoryka mnie zaskoczyła. Zapytałem, kogo uważa za wroga.

– Wszystkich, którzy podważają Prawo i tradycję – odpowiedział bez wahania. – Jest nas wielu młodych, gorliwych. Tworzymy grupy studiujące, dyskutujemy, przygotowujemy się.

– Do czego się przygotowujecie? – zapytałem.

– Do obrony czystości naszej wiary – odparł. – Zbyt długo pozwalaliśmy na kompromisy, na mieszanie naszych świętych tradycji z obcymi wpływami.

Mówił jeszcze długo, cytując ich święte księgi. Wspominał jakiegoś proroka Daniela, który przepowiedział triumf sprawiedliwych nad bezbożnymi królestwami. Wspominał Machabeuszy, którzy walczyli z hellenizacją. W jego słowach czułem niepokojące echo rewolty.

Gdy skończył, zapadła cisza. Zapytałem go łagodnie:

– A co z twoim rzemiosłem? Twój ojciec mówił, że każdy uczony powinien mieć fach w ręku.

Na moment jego twarz złagodniała.

– Tak, uczę się też wyrobu namiotów. I jestem w tym dobry. Ale to tylko środek do celu. Moje prawdziwe powołanie to służba Prawu.

Gdy wychodził, zdałem sobie sprawę, że dawny Szaweł, ciekawy świata chłopiec, zniknął. Na jego miejscu pojawił się młody fanatyk, dla którego świat dzieli się wyłącznie na tych, którzy są wierni Prawu i wszystkich pozostałych.

Żal mi go. Tyle pytań miał kiedyś. Teraz ma już tylko odpowiedzi.


Zapisek V: Pogłoski o prześladowaniach

Dzień 27 miesiąca Nisan, 3 rok panowania Cesarza Kaliguli

Do Tarsu docierają niepokojące wieści z Jerozolimy. Podobno jakaś nowa sekta żydowska wywołuje zamieszki. Nazywają siebie „uczniami drogi” albo „naśladowcami Nazarejczyka”. Twierdzą, że ich nauczyciel, jakiś Jeszua czy Jezus, który został ukrzyżowany jako buntownik, powrócił zza grobu i jest obiecanym im mesjaszem.

Co ciekawsze, w tych opowieściach pojawia się nazwisko Szawła. Podobno jest jednym z głównych prześladowców tej sekty. Uczestniczy w przesłuchaniach, aresztowaniach. Mówią nawet, że był obecny przy ukamienowaniu jakiegoś Greka imieniem Stefan, który przystał do tej grupy.

Ciężko uwierzyć, że ten sam chłopiec, który z takim zapałem wypytywał mnie o różnice między skórami, teraz miałby uczestniczyć w czymś takim. Ale pamiętam ogień w jego oczach, gdy mówił o „obronie czystości wiary”. Może to prawda?

Jeden z kupców z Antiochii opowiadał, że widział Szawła prowadzącego grupę schwytanych wyznawców tego Nazarejczyka. Podobno był bezwzględny – nie zważał na płacz kobiet ani na wiek starców. Nazywają go „postrachem Kościoła” – tak siebie określają ci sekciarze.

Nie poznaję tego Szawła. Co stało się z wrażliwym chłopcem, który tak żywo interesował się światem? Który przyszedł do warsztatu poganina, by poznać jego rzemiosło? Czyżby księgi i nauki tak skutecznie zabiły w nim człowieczeństwo?


Zapisek VI: Pogłoski o nawróceniu

Dzień 18 miesiąca Tammuz, 5 rok panowania Cesarza Klaudiusza

Niewiarygodne wieści! Szaweł, ten sam Szaweł, który był postrachem dla wyznawców Nazarejczyka, podobno sam stał się jednym z nich! Historia, którą opowiadają przybywający z Damaszku kupcy, brzmi jak z greckiej tragedii.

Podobno Szaweł jechał do Damaszku z listami od najwyższego kapłana, upoważniającymi go do aresztowania członków tej sekty. I wtedy, w pobliżu miasta, oślepiło go jakieś światło, upadł na ziemię i usłyszał głos tego Jezusa, którego wyznawców prześladował. Przez trzy dni był niewidomy, aż jakiś członek tej sekty przywrócił mu wzrok.

I teraz, zamiast aresztować tych ludzi, sam głosi ich nauki! Nazywa siebie Pawłem – rzymską wersją swojego imienia. Trudno w to uwierzyć, ale zbyt wiele osób powtarza tę historię, by można ją było całkowicie odrzucić.

Kupiec z Antiochii, który miał z nim do czynienia, twierdzi, że Szaweł – czy raczej Paweł – teraz mówi, że ten Jezus jest dla wszystkich, nie tylko dla Żydów. Że poganie też mogą go czcić bez konieczności przestrzegania żydowskiego Prawa. Wyobrażacie sobie? Ten sam człowiek, który był gotów karać Żydów za najmniejsze odstępstwa od tradycji, teraz twierdzi, że poganie mogą po prostu uwierzyć w tego Nazarejczyka i to wystarczy!

Zastanawiam się, co stoi za tą zmianą. Czy to jakiś polityczny manewr? Załamanie nerwowe? A może… może naprawdę coś zobaczył na tej drodze do Damaszku? Coś, co całkowicie odmieniło jego spojrzenie na świat?

Przyznam, że ta ostatnia myśl mnie niepokoi. Bo jeśli ktoś tak niewzruszony w swoich przekonaniach jak Szaweł mógł tak radykalnie je zmienić… to może ich nowy mesjasz rzeczywiście ma w sobie coś niezwykłego?


Zapisek VII: Spotkanie po latach

Dzień 4 miesiąca Cheshvan, 10 rok panowania Cesarza Klaudiusza

Szaweł – teraz znany wszystkim jako Paweł – wrócił do Tarsu! Spotkałem go na rynku, gdy kupował materiały. Początkowo go nie poznałem – schudł, posiwiał, a jego twarz znaczą zmarszczki i blizny. Ale te oczy… wciąż płonie w nich ten sam ogień, choć teraz jakby łagodniejszy, bardziej jak ciepło domowego ogniska niż pożar.

Zawahał się, gdy mnie zobaczył, jakby nie był pewien, czy go poznaję. Potem uśmiechnął się niepewnie i podszedł.

– Pamiętasz mnie, mistrzu rymarzu? Chłopca, który zasypywał cię pytaniami o skóry i narzędzia?

Jakbym mógł zapomnieć. Zapytałem go o te wszystkie historie, które o nim krążą. Czy to prawda, że porzucił wiarę ojców? Że głosi nauki tego ukrzyżowanego Nazarejczyka?

– Nie porzuciłem wiary ojców – odpowiedział spokojnie. – Raczej zrozumiałem ją głębiej. Mesjasz, którego oczekiwaliśmy, przyszedł… ale nie rozpoznaliśmy go. Ja sam prześladowałem jego wyznawców, myśląc, że służę Bogu.

Opowiedział mi o swoim przeżyciu pod Damaszkiem. Mówił o tym tak rzeczowo, bez egzaltacji, że trudno było mu nie wierzyć. To nie brzmiało jak opowieść szaleńca czy kłamcy, lecz kogoś, kto naprawdę doświadczył czegoś niepojętego.

– Wtedy zrozumiałem, że Bóg nie jest tylko Bogiem Żydów. Jest Bogiem wszystkich ludzi. I że jego miłosierdzie jest większe, niż pojmowałem. Obejmuje nawet mnie, prześladowcę.

Zaprosił mnie na spotkanie ich wspólnoty, która zbiera się w domu niejakiego Justusa. Zgodziłem się, bardziej z ciekawości niż przekonania.

Ich nabożeństwo było… inne. Śpiewali psalmy, czytali fragmenty żydowskich pism, ale też listy, które Paweł pisał do innych wspólnot. Potem łamali chleb i pili wino, mówiąc, że to ciało i krew ich Mesjasza. Na koniec, co najbardziej mnie zaskoczyło, modlili się za swoich prześladowców.

Paweł wygłosił mowę. Mówił o tym, jak Bóg wykorzystuje nasze słabości, jak przemienia zło w dobro. O tym, jak jego własna zapalczywość, która prowadziła go do prześladowania innych, teraz napędza go do głoszenia dobrej nowiny po całym świecie.

– Byłem ślepy, myśląc, że widzę – powiedział. – Musiałem oślepnąć, by przejrzeć na oczy.

Co mnie uderzyło, to to, że w ich zgromadzeniu byli nie tylko Żydzi, ale i Grecy, a nawet jeden wyzwolony niewolnik z Etiopii. Wszyscy dzielili się chlebem, bez różnicy na pochodzenie czy status. To… niezwykłe.

Gdy wracaliśmy, Paweł zapytał mnie, co myślę.

– Niezwykła przemiana – odpowiedziałem szczerze. – Z prześladowcy stałeś się głosicielem.

Uśmiechnął się z pewnym smutkiem.

– Dobrze znasz mnie, mistrzu rymarzu. Zawsze byłem gorliwy, czasem aż do okrucieństwa. Ta cecha się nie zmieniła. Zmieniło się tylko to, czemu służy.

Zastanawiałem się nad jego słowami przez całą noc. Ten sam ogień, inne paliwo. Ten sam Szaweł, a jednak zupełnie inny. Czy to możliwe, że spotkał Boga na tej drodze? Nie wiem. Ale jestem pewien, że spotkał coś, co go zmieniło na zawsze.


Zapisek VIII: Ostatnie wieści

Dzień 21 miesiąca Sivan, 14 rok panowania Cesarza Nerona

Dawno nie pisałem w tych zapiskach. Dłonie mam już stare, pokręcone od artretyzmu. Ale czuję, że muszę zanotować ostatnie wieści, które dotarły do Tarsu.

Paweł, nasz Szaweł, został aresztowany w Jerozolimie. Podobno wywołał zamieszki w świątyni, wprowadzając tam pogan. On sam twierdzi, że to kłamstwo, że oskarżają go jego dawni współwyznawcy, zawistni o sukces jego nauk.

Powoływał się na swoje rzymskie obywatelstwo (czy wiedziałeś, czytelniku, że rodzina Szawła ma rzymskie obywatelstwo? Ja się dowiedziałem dopiero teraz). Zażądał sądu przed cesarzem. I podobno jest teraz w drodze do Rzymu.

Justus, który prowadzi tutejszą wspólnotę wyznawców Chrystusa (tak nazywają swojego Mesjasza), czytał nam ostatni list Pawła. Pisze, że jest gotów umrzeć za swoje przekonania, ale że przedtem chce jeszcze stanąć przed Neronem i głosić mu dobrą nowinę.

Zawsze był ambitny, ten Szaweł. Nawet jako dziecko marzył o wielkich rzeczach. Kto by pomyślał, że z ciekawskiego chłopca z Tarsu wyrośnie człowiek, którego imię zna cały wschodni kraniec Imperium?

Nie wiem, czy jego Bóg jest prawdziwy. Nie wiem, czy naprawdę spotkał zmartwychwstałego człowieka na drodze do Damaszku. Ale wiem jedno – widziałem, jak z fanatycznego prześladowcy stał się apostołem miłosierdzia. I jeśli taka przemiana jest możliwa, to może – tylko może – jest w tym wszystkim jakiś boski plan.

Jestem już stary. Nie doczekam zapewne wieści o losie Pawła w Rzymie. Ale mam nadzieję, że ktoś, kto przeczyta te zapiski, zrozumie, jak niezwykłą osobą był ten żydowski chłopiec, który kiedyś przyszedł do mojego warsztatu, by pytać o różnice między skórami. I jak niezwykłą przemianę przeszedł – od gorliwości, która niszczy, do gorliwości, która buduje.

Tu kończą się zapiski rymarza z Tarsu


Dodatek do manuskryptu, inną ręką:

Rok 3 panowania Cesarza Tytusa

Znalazłem te zapiski wśród rzeczy mojego ojca, który przejął warsztat rymarski po swoim mistrzu. Zdecydowałem się dodać do nich to, co wiadomo o dalszych losach Pawła z Tarsu.

Paweł dotarł do Rzymu około roku 60. Przez dwa lata przebywał w areszcie domowym, gdzie mógł przyjmować gości i nauczać. Potem ślad się urywa. Wedle najbardziej wiarygodnych przekazów, został ścięty z rozkazu Nerona podczas prześladowań chrześcijan po pożarze Rzymu, około roku 64.

Jego listy są teraz przepisywane i czytane we wszystkich wspólnotach chrześcijańskich Imperium. Jego nauki o zbawieniu przez wiarę, o równości wszystkich przed Bogiem, o miłości jako największym przykazaniu, ukształtowały tę religię na zawsze.

Ciekawe, co pomyślałby skromny rymarz z Tarsu, gdyby wiedział, że jego mały sąsiad, ciekawski chłopiec Szaweł, stanie się jednym z najważniejszych nauczycieli religii, która przetrwa Imperium i rozprzestrzeni się na cały świat?

Flavius, syn Marcusa, chrześcijanin

Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowy Testament. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *