Pamiętnik Niewolnicy z Domu Abrahama

– życie u boku patriarchy widziane oczami służącej

Z prochu Egiptu

Nazywam się Basemat. Przynajmniej tak zostałam nazwana przez moich nowych właścicieli. Moje egipskie imię zostało zapomniane, podobnie jak moje poprzednie życie na brzegach Nilu. Mam piętnaście lat, a ten gliniany dzbanuszek będzie przechowywał moje myśli, ukryty pod kamieniem przy źródle, gdzie chodzę czerpać wodę.

Jestem własnością Sary, żony Abrama. Zostałam kupiona w Egipcie, gdy głód zmusił moich panów do opuszczenia Kanaanu. Sara jest piękna, mimo że nie jest już młoda. Gdy przybyliśmy do Egiptu, faraon zabrał ją do swojego haremu, myśląc, że jest siostrą Abrama – tak przedstawił ją sam Abram, bojąc się, że zostanie zabity, jeśli prawda wyjdzie na jaw. W zamian obdarował go bogactwem: bydłem, osłami, niewolnikami. Ja byłam jednym z tych darów.

Kiedy prawda o małżeństwie Abrama i Sary wyszła na jaw, faraon wpadł w gniew i wygnał ich z Egiptu. Ale pozwolił im zatrzymać wszystkie dary, w tym mnie. Tak oto znalazłam się tutaj, w Kanaanie, obcej ziemi z obcymi bogami i obcymi zwyczajami.

Abram jest inny niż mężczyźni, których znałam w Egipcie. Chodząc wytrwałym krokiem od namiotu do namiotu, od stada do stada, zawsze ma spojrzenie skierowane gdzieś daleko, jakby widział coś, czego inni nie dostrzegają. Ludzie szepczą, że mówi ze swoim bogiem, bogiem, który jest niewidzialny, który nie ma posągu ani świątyni.

Nie rozumiem tego. W Egipcie bogowie są obecni w każdej świątyni, w każdym posągu. Można ich zobaczyć, dotknąć, złożyć im ofiary. Jak można wierzyć w boga, którego nie można zobaczyć?

Sara, moja pani, jest dobra, choć wymagająca. Uczy mnie sztuki przędzenia i gotowania na sposób jej ludu. Czasem, gdy siadam przy niej, by uczyć się języka, opowiada mi historie o kraju, z którego przybyli – o Ur Chaldejskim, wielkim mieście z palonej cegły, o świątyniach sięgających nieba. Mówi, że jej bóg kazał Abramowi opuścić ten dom i udać się do ziemi, której nie znał.

„I poszliście?” – zapytałam, nie mogąc ukryć zdziwienia.

Sara rozczesywała swoje długie, siwe już włosy, a jej oczy patrzyły gdzieś w dal, podobnie jak oczy jej męża.

„Poszliśmy, bo Bóg obiecał Abramowi potomków licznych jak gwiazdy na niebie i jak piasek na brzegu morza.”

Nie śmiałam powiedzieć, że Sara jest już za stara, by mieć dzieci. Że minęło dziesięć lat od obietnicy, a jej łono pozostaje zamknięte. Ale widzę smutek w jej oczach, gdy patrzy na dzieci niewolnic bawiące się między namiotami.

Hagar i jej syn

Dziś byłam świadkiem zdarzenia, które pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Sara wezwała Hagar, swoją egipską służącą, i Abrama do swojego namiotu. Byłam obecna, gdyż pani potrzebowała kogoś do nalewania wina i podawania chleba.

„Oto Pan odmówił mi potomstwa” – powiedziała Sara do swojego męża. „Weź więc moją służącą. Może choć przez nią będę miała dziecko.”

Spojrzałam na Hagar, moją rodaczkę. Jej twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale widziałam, jak jej dłonie, złożone na kolanach, drżały lekko. Abram patrzył na żonę przez długą chwilę, a potem skinął głową. Nie padło ani jedno słowo sprzeciwu, ani jedno pytanie o zdanie Hagar.

Gdy Abram i Sara opuścili namiot, podeszłam do Hagar, która siedziała bez ruchu, patrząc w przestrzeń.

„Czy tego chcesz?” – zapytałam cicho w naszym ojczystym języku, którego nie używałyśmy od miesięcy.

Hagar spojrzała na mnie, jej ciemne oczy były suche, ale pełne emocji, których nie potrafiłam odczytać.

„Czego chcę? Jestem niewolnicą. Nikt nie pyta niewolnicy o jej pragnienia.”

Ale widziałam coś więcej. Widziałam nadzieję – nadzieję, że dziecko, które urodzi Abramowi, zmieni jej status, da jej miejsce w tej rodzinie, które wykracza poza rolę służącej.

Hagar została drugą żoną Abrama, choć nadal pozostawała niewolnicą Sary. Gdy jej brzuch zaczął rosnąć, sposób, w jaki patrzyła na naszą panią, zmienił się. W jej oczach pojawił się cień triumfu, dumy, może nawet pogardy dla kobiety, która nie mogła dać mężowi tego, co ona – dziecka.

Sara dostrzegła te spojrzenia i atmosfera w obozie stała się napięta jak cięciwa łuku.

„Ta kobieta patrzy na mnie z góry, bo nosi twoje dziecko” – usłyszałam, jak mówi do Abrama jednego wieczoru. „Osądź ty, kto ma rację – ja czy ona. Niech Pan będzie sędzią między mną a tobą!”

Abram westchnął ciężko, a jego twarz, ogorzała od słońca i wiatru, wydawała się nagle starsza.

„Twoja niewolnica jest w twoim ręku” – odpowiedział. „Postąp z nią, jak uznasz za stosowne.”

Od tego dnia Sara zaczęła traktować Hagar z surową ręką. Najcięższa praca, najmniej jedzenia, ciągłe upokorzenia. Hagar znosiła to przez jakiś czas, chroniąc swoje rosnące dziecko. Ale pewnego dnia zniknęła. Po prostu uciekła na pustynię.

Abram nie wysłał za nią pościgu, co mnie zdziwiło. Zamiast tego modlił się długo pod dębem Mamre. Trzy dni później Hagar wróciła, wyczerpana, ale z determinacją w oczach.

„Anioł Pana znalazł mnie przy źródle na pustyni” – powiedziała mi, gdy podawałam jej wodę do obmycia stóp. „Kazał mi wrócić i podporządkować się Sarze. Ale dał mi też obietnicę – mój syn będzie miał niezliczone potomstwo. Nazwę go Izmael, bo Pan usłyszał moje wołanie.”

Nie wiem, czy wierzyć w jej opowieść o aniele, ale wróciła i poddała się Sarze. Kilka miesięcy później urodziła syna. Abram miał wtedy osiemdziesiąt sześć lat. Nazwał chłopca Izmaelem, tak jak chciała Hagar, i widać było, że kocha dziecko. Przez jedenaście lat Izmael był jego jedynym synem i dziedzicem.

Nowe imiona, nowe przymierze

Gdy Izmael miał trzynaście lat, a Abram dziewięćdziesiąt dziewięć, wydarzyło się coś niezwykłego. Mój pan wrócił z pustynnej wędrówki całkowicie odmieniony. Zwołał wszystkich członków swojego domu i ogłosił, że Bóg przemówił do niego ponownie, potwierdzając swoje przymierze.

„Nie będziesz już nazywał się Abram” – powtarzał słowa, które usłyszał. „Twoje imię będzie Abraham, bo uczynię cię ojcem mnóstwa narodów.”

Również Sara otrzymała nowe imię. Z Saraj stała się Sarą, co znaczy „księżniczka”. Ale najbardziej szokująca była zapowiedź, że Sara, która miała wtedy dziewięćdziesiąt lat, urodzi Abrahamowi syna.

Byłam w namiocie, gdy to usłyszała. Roześmiała się, nie mogąc powstrzymać niedowierzania. Jak kobieta w jej wieku mogła jeszcze rodzić? Abraham przekazał jednak, że Bóg nalegał: za rok o tej samej porze Sara będzie trzymała w ramionach syna, dziedzica obietnicy.

Tej samej nocy Abraham wykonał jeszcze jedno polecenie swojego Boga. Wszyscy mężczyźni w obozie, od najstarszego do najmłodszego, zostali obrzezani. Był to znak przymierza z niewidzialnym Bogiem, który, jak twierdził Abraham, dał mu tę ziemię i obiecał potomstwo.

Patrzyłam, jak Izmael, wówczas trzynastoletni, poddaje się temu rytuałowi z zaciśniętymi zębami, nie wydając żadnego dźwięku bólu. Był dumny, że dzieli ten znak przymierza ze swoim ojcem.

Przez następne dni obóz był cichszy niż zwykle – mężczyźni dochodzili do siebie po obrzezaniu, a kobiety wykonywały większość prac. Zastanawiałam się, czy Abraham rzeczywiście rozmawia ze swoim bogiem, czy może to tylko głos w jego głowie.

Trzej goście i śmiech Sary

Kilka miesięcy po zawarciu przymierza, w najgorętszej porze dnia, gdy wszyscy szukali cienia, zobaczyłam Abrahama siedzącego u wejścia do namiotu. Nagle wstał i pobiegł na spotkanie trzech nieznajomych stojących przed obozem.

„Mój panie, jeśli znalazłem łaskę w twoich oczach, nie omijaj swego sługi” – powiedział, kłaniając się jednemu z nich. „Pozwól, że przyniosą trochę wody. Obmyjcie sobie nogi i odpocznijcie pod drzewem, a ja przygotuję posiłek.”

Sara i wszystkie służące – w tym ja – zostałyśmy natychmiast zaangażowane do przygotowania poczęstunku. Mięso najlepszego cielaka, świeże podpłomyki, masło i mleko. Takiej gościnności nie okazywano nawet najbogatszym sąsiadom.

Gdy posiłek był gotowy, Abraham osobiście usługiwał gościom, stojąc przy nich pod drzewem. Sara ukrywała się w namiocie, ale nasłuchiwała.

To, co usłyszała, musiało ją zaskoczyć, bo wybuchnęła śmiechem, gdy jeden z nieznajomych oznajmił: „Za rok o tej porze wrócę do ciebie, a Sara będzie miała syna.”

„Czy jest coś niemożliwego dla Pana?” – odpowiedział gość na jej niedowierzanie.

Później, gdy sprzątnęłam po posiłku i goście odpoczywali, Sara wezwała mnie do swojego namiotu. Jej twarz była blada, a dłonie drżały.

„Basemat, czy słyszałaś, co powiedzieli ci ludzie?” – zapytała.

Skinęłam głową.

„To nie byli zwykli wędrowcy, prawda?”

„Nie, pani” – odpowiedziałam szczerze. – „Myślę, że to byli posłańcy od twojego Boga.”

Sara usiadła na swoim posłaniu, wpatrując się w przestrzeń.

„Boję się” – wyznała nagle, co mnie zszokowało. Sara nigdy nie okazywała strachu. – „Boję się, że to naprawdę się stanie. Że będę matką w tym wieku. Co ludzie powiedzą? Jak to możliwe?”

Nie miałam odpowiedzi na jej pytania. Ale widziałam, jak po raz pierwszy od lat w jej oczach pojawił się blask nadziei, pomieszanej ze strachem.

Goście odeszli nazajutrz, kierując się w stronę Sodomy i Gomory. Abraham odprowadził ich kawałek drogi. Gdy wrócił, miał ponurą twarz. Jedyne, co powiedział Sarze, to: „Bóg zamierza zniszczyć te miasta za ich grzechy.”

Tej nocy z daleka widzieliśmy łunę ognia, jak gdyby całe niebo płonęło na wschodzie. Abraham stał długo przed swoim namiotem, patrząc w tamtym kierunku ze smutkiem w oczach.

Narodziny Izaaka i wygnanie Hagar

To, co zapowiedzieli tajemniczy goście, stało się rzeczywistością. Sara, w wieku dziewięćdziesięciu lat, urodziła syna. Abraham miał wtedy sto lat. Nazwali chłopca Izaak, co znaczy „on się śmieje”, na pamiątkę niedowierzającego śmiechu Sary.

Nigdy nie widziałam takiej radości jak ta, która ogarnęła nasz obóz po narodzinach Izaaka. Abraham wydał wielką ucztę w dniu, gdy chłopiec został odstawiony od piersi. Wszyscy sąsiedzi zostali zaproszeni, a jedzenia i picia było więcej niż ktokolwiek mógłby spożyć.

Ale podczas tej uczty Sara zobaczyła, jak Izmael, syn Hagar, naśmiewa się z małego Izaaka. Jej twarz poczerwieniała z gniewu.

Tej samej nocy usłyszałam, jak mówi do Abrahama: „Wypędź tę niewolnicę i jej syna. Syn niewolnicy nie będzie dziedzicem razem z moim synem, z Izaakiem.”

Abraham wyglądał na głęboko zasmuconego. Kochał Izmaela, swojego pierworodnego. Ale następnego ranka widziałam, jak daje Hagar bukłak wody i chleb, a potem wysyła ją wraz z Izmaelem na pustynię.

Hagar była moją pierwszą przyjaciółką w tym obozie. Rozumiałyśmy się bez słów, dwie Egipcjanki w obcym kraju. Płakałam, gdy odchodziła, nie wiedząc, czy przeżyje na pustyni z czternastoletnim chłopcem. Ale nie miałam głosu ani prawa, by cokolwiek powiedzieć.

„Bóg przemówił do mnie we śnie” – powiedział mi Abraham później tego dnia, gdy zobaczył moje czerwone od płaczu oczy. – „Obiecał, że zatroszczy się o chłopca, że uczyni z niego wielki naród, bo jest moim synem. Jestem smutny, ale ufam, że tak musi być.”

Przez wiele dni po odejściu Hagar atmosfera w obozie była napięta. Sara wydawała się spokojna, zadowolona, że jej syn jest teraz jedynym dziedzicem. Abraham często odchodził sam, by się modlić. A ja zastanawiałam się, jak Bóg, który kazał Hagar wrócić i podporządkować się, teraz mógł pozwolić na jej wygnanie.

Ostatnia próba

Minęło wiele lat. Izaak wyrósł na przystojnego młodzieńca, dumę swoich rodziców. Miał łagodne usposobienie i często towarzyszył ojcu w jego modlitwach. Nigdy nie słyszałam, by wspominał o swoim przyrodnim bracie Izmaelu, który – według doniesień wędrowców – żył jako łucznik na pustyni Paran i miał wiele dzieci.

Ale pewnego dnia wydarzyło się coś, co wstrząsnęło całym obozem. Abraham wstał przed świtem, osiodłał osła, wziął dwóch sług, narąbał drewna na całopalenie i wyruszył w trzydniową podróż wraz z Izaakiem. Nie powiedział nikomu, dokąd idzie ani po co.

Sara była niespokojna przez cały czas ich nieobecności. Modliła się, pościła, prawie nie spała. Gdy pytałam, co się dzieje, odpowiadała tylko: „Boję się, że Bóg zażądał zbyt wiele.”

Trzy dni później zobaczyłam ich powracających – Abrahama, Izaaka i dwóch sług. Izaak był blady, a jego oczy miały dziwny, odległy wyraz. Abraham trzymał go blisko siebie, z ręką na jego ramieniu, jakby bał się, że chłopak zniknie.

Dopiero tego wieczora, gdy podawałam im wodę do obmycia stóp, usłyszałam fragment ich rozmowy.

„Wiem, że musiałeś to zrobić, ojcze” – mówił Izaak. – „Wiem, że Bóg nakazał ci złożyć mnie w ofierze. Ale dlaczego? Czy zrobiłem coś złego?”

Abraham objął syna, a jego oczy były pełne łez.

„Nie, synu. Nie zrobiłeś nic złego. To była próba. Bóg wystawił na próbę moją wiarę i posłuszeństwo. I kiedy zobaczył, że jestem gotów oddać Mu to, co najcenniejsze – ciebie, mojego ukochanego syna – powstrzymał mój nóż i dostarczył barana jako ofiarę zastępczą.”

Później tej nocy, gdy wszyscy spali, usiadłam sama pod gwiazdami, próbując zrozumieć ten obcy, przerażający Bóg Abrahama. Jak można kochać boga, który żąda, byś zabił własne dziecko? I jak Abraham mógł być gotowy to zrobić?

Nie rozumiałam, ale widząc spokój, który wrócił na twarz Abrahama, i nową więź, jaka połączyła go z synem, czułam, że stało się coś ważnego, coś, co wykracza poza moje pojmowanie.

W grocie Makpela

Dziś płaczemy. Sara, nasza pani, zmarła w wieku stu dwudziestu siedmiu lat. Abraham jest niepocieszony. Przez trzy dni siedział przy jej ciele, odmawiając jedzenia i picia, powtarzając jej imię jak modlitwę.

Jej pogrzeb był godny księżniczki, jaką się stała. Abraham kupił od Hetytów pole i grotę Makpela za czterysta syklów srebra. Tam złożył ciało swojej żony, pierwszej i jedynej kobiety, którą naprawdę kochał.

Jestem teraz stara. Przeżyłam w domu Abrahama pięćdziesiąt lat. Widziałam, jak Izaak dorasta, jak Abraham wysyła sługę, by znalazł mu żonę w kraju jego przodków, jak przyprowadza Rebekę, która staje się ukochaną synową patriarchy.

Widziałam, jak Abraham, po śmierci Sary, bierze sobie nową żonę, Keturę, i ma z nią sześciu synów. Ale żadnego z nich nie kocha tak, jak kochał Izaaka, syna obietnicy.

Przede wszystkim jednak byłam świadkiem niezwykłej relacji między człowiekiem a jego Bogiem. Abrahama, który porzucił wszystko, co znał, by podążać za głosem niewidzialnego Boga. Który był gotów poświęcić nawet swojego ukochanego syna, jeśli taka byłaby wola Pana.

Nigdy w pełni nie zrozumiałam jego wiary. Ale obserwując jego życie z bliska, jako niewolnica w jego domu, nauczyłam się, że ten niewidzialny Bóg nie jest jak bogowie Egiptu – odlegli, wymagający jedynie ofiar i posłuszeństwa. Ten Bóg jest osobisty, intymny, prowadzi rozmowę. Obiecuje i dotrzymuje. Wymaga wszystkiego, ale też daje więcej, niż ktokolwiek może sobie wyobrazić.

Abraham nazywany jest teraz „przyjacielem Boga”. I myślę, że to właściwe określenie. Bo ich relacja jest jak przyjaźń – pełna wzlotów i upadków, prób i nagród, rozczarowań i radości.

Niedługo umrę. Moje egipskie boginie nie przyjdą po mnie, bo dawno o nich zapomniałam. Ale jeśli Bóg Abrahama jest rzeczywiście taki, jak wierzę – jeśli naprawdę interesuje się każdym życiem, nawet życiem starej niewolnicy – to może i mnie przygarnie do siebie, tak jak przygarnął mojego pana.

Tu kończy się pamiętnik Basemat, niewolnicy z domu Abrahama, spisany na glinianych tabliczkach odnalezionych przy starożytnym źródle w okolicach Hebronu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Stary Testament i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *