Pamiętnik Nawróconego Faryzeusza

– intelektualne zmagania z teologią Wniebowstąpienia

Z zapisków 17 dnia miesiąca Ijar, roku 3794 od stworzenia świata

Dziś minęło czterdzieści dni od tych niewytłumaczalnych wydarzeń, które wstrząsnęły Jerozolimą. Czterdzieści dni od czasu, gdy grób tego Nazarejczyka znaleziono pusty. Przez ten czas miasto pełne było szeptów, pogłosek i dziwnych opowieści. Jako uczony w Prawie starałem się zachować dystans wobec tych wieści, traktując je jak bajania prostaczków. Ale dziś… dziś wszystko się zmieniło.

Byłem świadkiem czegoś, czego mój wykształcony umysł nie potrafi ogarnąć. Widziałem Go. Tak, widziałem tego samego człowieka, którego skazaliśmy na ukrzyżowanie. Widziałem Jezusa z Nazaretu, jak wznosił się ku niebu, aż zasłonił Go obłok. Byłem tam, na Górze Oliwnej, choć ukryty wśród drzew, bojąc się, by mnie nie rozpoznano. Przyszedłem z ciekawości, słysząc, że Jego uczniowie gromadzą się tam regularnie.

Teraz siedzę w swojej komnacie, drżącymi rękami zapisując te słowa. Moje wykształcenie, moja wiedza o Torze i Prorokach, wszystko wydaje się niewystarczające, by pojąć to, czego byłem świadkiem. Czy to możliwe, by ten człowiek rzeczywiście był Mesjaszem? Myśl ta napełnia mnie równocześnie przerażeniem i ekscytacją.

Z zapisków 18 dnia miesiąca Ijar

Nie zmrużyłem oka przez całą noc. Mój umysł, przyzwyczajony do precyzyjnych analiz tekstów Prawa, teraz gorączkowo przeszukuje wszystko, co wiem o obietnicach mesjańskich. Przypominam sobie słowa proroka Daniela o Synu Człowieczym przychodzącym z obłokami niebieskimi. Czy to możliwe, że to wypełnienie tej proroczej wizji?

Ale największy niepokój budzi we mnie inna myśl: jeśli On rzeczywiście był Mesjaszem, to ja i moi bracia faryzeusze przyczyniliśmy się do skazania na śmierć Pomazańca Bożego. Ta myśl jest nie do zniesienia. Przecież studiowaliśmy Prawo dzień i noc, analizowaliśmy każdą jotę i kreskę, byliśmy pewni swojej interpretacji… A jednak, jeśli się myliliśmy?

Z zapisków 25 dnia miesiąca Ijar

Od tygodnia potajemnie obserwuję uczniów Nazarejczyka. Są pełni radości i zapału, zupełnie nie jak ludzie, których Mistrz umarł. Mówią, że oczekują na „obietnicę Ojca”, cokolwiek miałoby to znaczyć. Szczególnie intryguje mnie jeden z nich, uczony człowiek imieniem Nikodem. Słyszałem, że on również był członkiem Sanhedrynu, jak ja. Może znajdę odwagę, by z nim porozmawiać.

Tymczasem zagłębiam się w studiowanie Pism. Szukam wszystkich fragmentów mówiących o wniebowstąpieniu. Przypominam sobie Eliasza uniesionego do nieba na ognistym wozie. Ale to było inne – Eliasz nie umarł wcześniej i nie zmartwychwstał. Myślę też o Henochu, o którym mówi się, że „chodził z Bogiem i nie było go, bo zabrał go Bóg”. Ale znów, to nie to samo.

To, czego byłem świadkiem, wydaje się być czymś bezprecedensowym w naszej tradycji. A jeśli bezprecedensowe, to czy może być od Boga? Nasze Prawo jest przecież kompletne, doskonałe…

Z zapisków 2 dnia miesiąca Siwan

Dziś odważyłem się podejść do Nikodema. Spotkaliśmy się w ustronnym miejscu, obawiając się reakcji innych członków Sanhedrynu. Opowiedział mi o swoim spotkaniu z Jezusem jeszcze przed Jego ukrzyżowaniem. Mówił o rozmowie w nocy, o „narodzeniu z wody i z Ducha”, o wężu wywyższonym na pustyni jako zapowiedzi wywyższenia Syna Człowieczego.

Najbardziej uderzyły mnie jednak jego słowa o zmartwychwstaniu. Nikodem był w tym pustym grobie. Widział płótna złożone osobno, widział kamień odwalony. A potem – i tu głos mu drżał – widział samego Jezusa, z ranami po gwoździach na rękach i nogach, z przebiciem w boku.

Pytałem go o wniebowstąpienie. Potwierdził, że byli tam wszyscy uczniowie i kilku sympatyków, jak on. Opisał, jak Jezus uniósł ręce, błogosławiąc ich, a potem zaczął się unosić. Nie było żadnego ognistego wozu jak u Eliasza, żadnych aniołów, tylko On sam, powoli wznoszący się, aż zniknął im z oczu.

Gdy wróciłem do domu, otworzyłem zwój Księgi Daniela. Czytałem o Synu Człowieczym, któremu „powierzono panowanie, chwałę i władzę królewską”. Czy to możliwe, że Wniebowstąpienie było momentem objęcia tej władzy? Myśl ta napełnia mnie lękiem i fascynacją jednocześnie.

Z zapisków 10 dnia miesiąca Siwan

Wydarzyło się coś niezwykłego w Jerozolimie! W dzień Pięćdziesiątnicy, gdy miasto było pełne pielgrzymów, uczniowie Nazarejczyka wyszli publicznie i zaczęli głosić Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Ale to nie wszystko – mówili w różnych językach, choć to prości Galilejczycy! Byłem tam, słyszałem to na własne uszy.

Ich przywódca, rybak imieniem Piotr, przemawiał z taką mocą i znajomością Pism, że wielu z nas, uczonych w Prawie, zamilkło zawstydzonych. Cytował proroka Joela o wylaniu Ducha w dniach ostatecznych. Mówił o Dawidzie, który przepowiedział, że ciało Mesjasza nie zazna skażenia. A potem, z niezwykłą śmiałością, stwierdził: „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i wylał Go, jak to sami widzicie i słyszycie.”

Wyniesiony na prawicę Boga… Te słowa odbijają się echem w mojej głowie. Przypominają mi Psalm 110, gdzie Dawid mówi: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po mojej prawicy, aż położę Twych wrogów jako podnóżek pod Twoje stopy”. Zawsze interpretowaliśmy te słowa jako odnoszące się do Mesjasza. Czy więc Wniebowstąpienie jest wypełnieniem tego proroctwa? Czy Jezus z Nazaretu naprawdę zasiada teraz po prawicy Wszechmogącego?

Z zapisków 15 dnia miesiąca Siwan

Z każdym dniem czuję, jak mój światopogląd się kruszy. Ja, który znałem Prawo na pamięć, który byłem pewny swojej wiedzy i pozycji, teraz stoję przed tajemnicą, której nie potrafię pojąć rozumem.

Dziś rozmawiałem z innym uczniem Jezusa, Filipem. Opowiedział mi o ostatniej wieczerzy, o tym, jak Jezus mówił, że „idzie przygotować im miejsce” i że „w domu Ojca jest mieszkań wiele”. Powiedział też coś, co głęboko mnie poruszyło: „Nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który z nieba zstąpił – Syn Człowieczy”.

Te słowa sugerują preegzystencję – że Jezus istniał przed swoim ziemskim życiem. To radykalnie sprzeczne z naszą faryzejską teologią! A jednak… a jednak przypominam sobie fragmenty z Księgi Przysłów, gdzie Mądrość mówi: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, przed swymi czynami, od dawna. Od wieków jestem stworzona, od początku, zanim ziemia powstała.” Czy to możliwe, że ta Mądrość i Jezus to jedno?

Mój umysł płonie od pytań, na które nie znajduję odpowiedzi.

Z zapisków 20 dnia miesiąca Siwan

Zdecydowałem się dziś na krok, który jeszcze miesiąc temu wydawałby mi się szaleństwem. Poszedłem na zgromadzenie wyznawców Jezusa. Odbywało się w pewnym domu na Syjonie. Początkowo patrzyano na mnie podejrzliwie – w końcu byłem znany jako faryzeusz – ale Nikodem poręczył za mnie.

Usłyszałem tam rzeczy, które wstrząsnęły moją teologią do fundamentów. Mówili o Jezusie jako o „Panu”, używając tytułu zarezerwowanego dla Boga. Śpiewali psalmy, odnosząc je do Niego. Ale najbardziej zaskoczyło mnie to, jak interpretują Wniebowstąpienie.

Dla nich nie jest to tylko cudowne wydarzenie, znak boskiej aprobaty dla nauki Jezusa. Oni wierzą, że przez Wniebowstąpienie Jezus objął panowanie nad wszechświatem. Że siedzi po prawicy Ojca jako współrządzący. Że jest kimś więcej niż człowiekiem – jest Synem Bożym w sensie, jakiego nigdy nie rozważaliśmy.

Kiedy wracałem do domu, przypomniałem sobie wizję Ezechiela, gdzie nad sklepieniem, ponad głowami żywych istot, była „jakby postać człowieka” siedząca na tronie. Czy to możliwe, że Ezechiel widział właśnie to – Syna Człowieczego zasiadającego obok Przedwiecznego?

Z zapisków 1 dnia miesiąca Tammuz

Nie mogę dłużej zaprzeczać przemianie, jaka we mnie zachodzi. Z każdym dniem coraz bardziej wierzę, że Jezus jest Mesjaszem. Że naprawdę zmartwychwstał. Że naprawdę wstąpił do nieba i zasiada po prawicy Ojca.

Ta wiara nie przychodzi mi łatwo. Jako faryzeusz byłem przyzwyczajony do ścisłej interpretacji Prawa, do jasnych definicji, do kontrolowania swojej religijności poprzez dokładne przepisy. Teraz wchodzę w tajemnicę, której nie potrafię ogarnąć, ale która fascynuje mnie i pociąga.

Szczególnie intryguje mnie teologiczna głębia Wniebowstąpienia. Jeśli Jezus naprawdę zasiada po prawicy Boga, to ma udział w boskiej władzy nad światem. Jeśli naprawdę posłał swojego Ducha, jak twierdzą Jego uczniowie, to znaczy, że jest w stanie być obecny wszędzie i zawsze. To radykalnie zmienia nasze rozumienie relacji między Bogiem a człowiekiem.

Wciąż mam wiele pytań, wiele wątpliwości. Ale czuję, że jestem na drodze do prawdy – prawdy, która wyzwala.

Z zapisków 10 dnia miesiąca Tammuz

Dziś stało się coś, czego się obawiałem. Zostałem wezwany przed Sanhedryn. Ktoś doniósł o moich kontaktach z wyznawcami Jezusa. Arcykapłan Kajfasz patrzył na mnie z pogardą, gdy pytał, czy to prawda. Nie zaprzeczyłem.

To, co nastąpiło potem, było upokarzające. Zostałem nazwany zdrajcą, ignorantem, człowiekiem zwiedzionym przez fałszywych proroków. Odebrano mi prawo do nauczania. Wykluczono mnie ze zgromadzenia.

Gdy wychodziłem z sali obrad, czułem na sobie pogardliwe spojrzenia dawnych kolegów. Ale jednocześnie poczułem dziwny spokój. Przypomniałem sobie słowa Jezusa, które powtórzył mi Filip: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.”

Paradoksalnie, to wygnanie z Sanhedrynu utwierdziło mnie w mojej nowej wierze. Teraz rozumiem, dlaczego Wniebowstąpienie było konieczne. Jezus musiał odejść w ciele, by móc przysłać swojego Ducha, który działa nie w jednym miejscu i czasie, ale wszędzie i zawsze. I to ten Duch daje mi teraz siłę, by znieść odrzucenie i kontynuować poszukiwania prawdy.

Z zapisków 15 dnia miesiąca Tammuz

Podjąłem decyzję. Przyjąłem chrzest z rąk Piotra. Stałem się oficjalnie wyznawcą Jezusa Chrystusa – bo tak Go teraz nazywamy, Christos, Pomazaniec, Mesjasz.

Gdy wychodziłem z wody, miałem poczucie, jakby coś we mnie umierało i jednocześnie coś się rodziło. Umarł faryzeusz, pewny swojej wiedzy i sprawiedliwości. Narodził się uczeń, pełen pytań, ale też pełen nadziei.

Wniebowstąpienie Jezusa nabrało dla mnie nowego znaczenia. To nie tylko cudowne zakończenie Jego ziemskiego życia, ale początek nowej ery – ery, w której niebo i ziemia są połączone w Jego osobie. On jest mostem między Bogiem a ludźmi, arcykapłanem nowego przymierza.

Gdy dziś patrzę na niebo, nie widzę już pustki. Widzę tron Baranka, który został zabity, a jednak żyje. I wiem, że pewnego dnia On powróci, tak jak obiecał, „w taki sam sposób, w jaki widzieliście Go wstępującego do nieba”.

Z zapisków 1 dnia miesiąca Av

Minęły dwa miesiące od Wniebowstąpienia i miesiąc od mojego chrztu. Moje życie zmieniło się nie do poznania. Straciłem pozycję, szacunek, środki do życia. Niektórzy dawni przyjaciele odwracają wzrok, gdy mnie spotykają na ulicy. Moja rodzina jest zaniepokojona, choć na szczęście nie odrzucili mnie całkowicie.

Ale zyskałem coś, czego nie zamieniłbym na żadne bogactwa tego świata – pewność, że Jezus żyje i panuje. Że siedzi po prawicy Ojca, wstawiając się za nami. Że posłał nam swojego Ducha, by nas prowadził i pocieszał.

Teologia Wniebowstąpienia wciąż jest dla mnie tajemnicą, której nie potrafię w pełni pojąć. Ale czuję, że ta tajemnica nie jest po to, by ją rozwiązać, ale by w niej uczestniczyć. By pozwolić, żeby mnie przemieniała.

Dziś, gdy modliłem się na Górze Oliwnej, w tym samym miejscu, gdzie On wstąpił do nieba, miałem silne poczucie Jego obecności. Nie widziałem Go oczami ciała, ale czułem, że jest blisko, bliżej niż kiedykolwiek. I przypomniałem sobie Jego słowa: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”

To jest paradoks Wniebowstąpienia – On odszedł, a jednak jest obecny. Jest daleko, a jednocześnie blisko. Siedzi na tronie chwały, a jednocześnie mieszka w sercach tych, którzy Go kochają.

Jako faryzeusz szukałem Boga w precyzyjnym wykonywaniu Prawa. Teraz znajduję Go w relacji z żywą Osobą, która mnie kocha i za którą umarła. I to jest wyzwolenie, o którym nawet nie śmiałem marzyć.

Tutaj kończą się zachowane fragmenty pamiętnika. Wiadomo z innych źródeł, że jego autor, którego imię pozostaje nieznane, stał się jednym z ważnych nauczycieli we wczesnym Kościele jerozolimskim, aż do prześladowań po śmierci Szczepana, kiedy to udał się do Antiochii, gdzie kontynuował swoją misję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Biblia, Dzieje Apostolskie, Nowy Testament, Wniebowstąpienie Jezusa i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *