Notatki Ogrodnika z Winnicy Nabota

Notatki Ogrodnika z Winnicy Nabota

Obserwacje intrygi Izebel przeciwko właścicielowi

Miesiąc Nisan, 13. dzień

Dziś jak zwykle przyszedłem przed wschodem słońca. Winnica Nabota wiosną wymaga szczególnej troski. Młode pędy winorośli są delikatne i potrzebują podwiązania, chwasty rosną szybciej niż zdołam je wyrwać. Mój pan, Nabot, jest sprawiedliwym człowiekiem. Płaci uczciwie i traktuje mnie z szacunkiem, choć jestem tylko prostym ogrodnikiem.

Pracowałem przy wschodnim murze, gdy usłyszałem głosy. Pan Nabot rozmawiał z kimś przy bramie. Poznałem głos króla Achaba. Nawet nie spojrzałem w tamtą stronę – nie wypada słudze gapić się na króla. Ale słyszałem każde słowo, choć nie chciałem.

Król Achab mówił o winnicy. Chciał ją kupić lub wymienić na inną, lepszą. „Jest tak blisko mojego pałacu,” mówił, „byłaby doskonałym miejscem na ogród warzywny dla królewskiej kuchni.”

Nabot odmówił. Powiedział coś o dziedzictwie przodków i o Prawie Pańskim. Jego głos był spokojny, ale stanowczy. „Niech mnie Pan broni przed tym, abym miał oddać dziedzictwo moich ojców.”

Król odszedł bez słowa. Nie spojrzałem, ale czułem, że jest rozgniewany. Władcy nie lubią, gdy im się odmawia, nawet jeśli prawo stoi po stronie odmawiającego.

Nabot chodził potem po winnicy niespokojny. Zatrzymał się przy mnie i długo patrzył na dojrzewające winorośle.

„Ta ziemia należała do moich przodków od czasów Jozuego, który podzielił ją między pokolenia Izraela,” powiedział nagle. „Żaden król nie ma prawa do dziedzictwa, które Pan przekazał mojej rodzinie.”

Przytaknąłem tylko. Co innego mógłby powiedzieć sługa?

Miesiąc Nisan, 14. dzień

Dziś przy pracy zauważyłem królewskiego posłańca, który przekazał list miejskim starszym. Nic niezwykłego – król często komunikuje się z miejskimi przywódcami. Ale posłaniec miał pieczęć królowej Izebel, nie króla Achaba. To mnie zaniepokoiło.

Wszyscy wiedzą, że Izebel pochodzi z Sydonu i służy Baalowi, nie Panu Izraela. Przyniosła te obce kulty do naszego królestwa, buduje ołtarze bożkom i prześladuje proroków prawdziwego Boga. Kobiety w mieście szepczą, że uprawia czary i posługuje się trucizną.

Gdy wracałem do domu po zachodzie słońca, zobaczyłem starszych miasta zbierających się w domu naczelnika. Wyglądali na zatroskanych. Jeden z nich, Jozafat, który jest dalekim krewnym mojej żony, nawet nie odpowiedział na moje pozdrowienie, choć zawsze jest uprzejmy.

Moja żona słyszała od służących w domu naczelnika, że szykuje się jakieś publiczne zgromadzenie. Królowa podobno nakazała coś ogłosić, ale nikt nie wie co.

Miesiąc Nisan, 15. dzień

To niedobry dzień. Od rana czułem niepokój. W mieście obwieszczono post – zawsze zły znak, zazwyczaj oznacza żałobę lub przygotowanie do sądu nad ciężkim przestępstwem.

Gdy przyszedłem do pracy, Nabot nie powitał mnie jak zwykle. Był blady i zamyślony. Powiedział tylko, że dziś musi udać się na zgromadzenie miejskie i żebym zajął się południowymi rzędami winorośli, które zaatakował jakiś szkodnik.

Pracowałem przy tych winoroślinach, gdy usłyszałem wrzawę z miasta. Podniesione głosy, potem krzyki. Wyszedłem za bramę winnicy i zobaczyłem tłum zbierający się na placu miejskim. Pośrodku stał mój pan, Nabot, a przy nim dwóch mężczyzn, których nie znałem.

Ci nieznajomi wykrzykiwali oskarżenia: „Ten człowiek złorzeczył Bogu i królowi! Słyszeliśmy to na własne uszy!”

Oczy Nabota były szeroko otwarte ze zdumienia. Próbował coś odpowiedzieć, ale tłum zaczął krzyczeć. Starsi miasta siedzieli na podwyższeniu, ich twarze były kamienne. Nikt nie stanął w obronie Nabota.

Nie mogłem na to patrzeć. Wróciłem do winnicy i ukryłem się między rzędami winorośli. Wkrótce usłyszałem kolejną wrzawę, a potem głuche uderzenia kamieni. Zamknąłem oczy i zatkałem uszy, ale i tak słyszałem. Mój pan był kamienowany za bluźnierstwo, którego – jestem pewien – nigdy nie popełnił.

Gdy wrzawa ucichła, nie miałem odwagi wrócić do miasta. Zostałem w winnicy do zmierzchu, wykonując bezmyślnie codzienne obowiązki, jakby wszystko było normalne. Jakby mój pan nie został właśnie zabity na podstawie fałszywych oskarżeń.

Miesiąc Nisan, 16. dzień

Rano dowiedziałem się, że synowie Nabota również zostali straceni. Kara za bluźnierstwo często dotyka całą rodzinę, aby „wykorzenić zło z Izraela”. Teraz nie ma już nikogo, kto mógłby odziedziczyć tę winnicę.

Przyszedłem do pracy, choć nie wiedziałem, czy powinienem. Kto teraz jest moim panem? Kto zapłaci za moją pracę? Ale te winorośle nie przetrwają bez opieki, a ja nie znam innego zajęcia.

Koło południa zobaczyłem króla Achaba wchodzącego do winnicy. Sam, bez straży, bez świty. Szedł powoli między rzędami, dotykając liści, przyglądając się kiściom dopiero formujących się owoców. Twarz miał ponurą, nie triumfującą, jak można by oczekiwać.

Ukłoniłem się nisko, ale król zdawał się mnie nie zauważać. Mruczał coś do siebie, patrząc na ziemię. Dopiero po dłuższej chwili podniósł wzrok.

„Jesteś ogrodnikiem Nabota?” zapytał.

„Tak, mój panie,” odpowiedziałem.

„Teraz jesteś moim ogrodnikiem,” powiedział. „Ta winnica należy do korony. Ale nie chcę tu ogrodu warzywnego. Winorośle pozostaną. Uprawiaj je tak, jak do tej pory.”

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Król zdawał się nie oczekiwać odpowiedzi. Odwrócił się i ruszył w stronę bramy. Zatrzymał się jednak i spojrzał jeszcze raz na otaczające nas wzgórza pokryte winnicami Nabota.

„Ta ziemia… nie będzie błogosławieństwem,” powiedział cicho, jakby do siebie. Potem odszedł.

Miesiąc Nisan, 17. dzień

Dziś rano w winnicy pojawił się człowiek, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Ubrany był w prosty płaszcz z wielbłądziej sierści, przepasany skórzanym pasem. Jego oczy płonęły dziwnym ogniem, a głos brzmiał jak grzmot, choć mówił cicho.

Nie przedstawił się, nie zapytał o pozwolenie na wejście. Po prostu stał i patrzył na królewski pałac widoczny z winnicy.

„Czy widziałeś króla Achaba wczoraj?” zapytał nagle.

Zadrżałem. Skąd wiedział?

„Tak, panie,” odpowiedziałem. „Był tutaj. Teraz to jego winnica.”

Nieznajomy skinął głową, jakby potwierdzając coś, co już wiedział.

„Zaprawdę, tak mówi Pan,” powiedział tym samym cichym, a jednak grzmiącym głosem. „W miejscu, gdzie psy lizały krew Nabota, będą lizać również twoją krew.”

Zrozumiałem wtedy, że stoję przed Eliaszem, prorokiem Pana, tym samym, który ukrywał się przed gniewem Izebel, którego kruki żywiły przy potoku Kerit, który wskrzesił syna wdowy z Sarepty.

Nie śmiałem się odezwać. Eliasz stał jeszcze przez chwilę, patrząc na pałac, jak gdyby przekazywał swoją wiadomość przez sam widok.

„Dom Achaba zostanie zgładzony, jak dom Jeroboama i dom Baszy,” powiedział w końcu. „Za to, co uczynił Izraelowi, i za krew niewinnego Nabota.”

Potem spojrzał na mnie, a jego oczy zdawały się przenikać do mojej duszy.

„Zapisz to, co widziałeś. Zapisz prawdę o śmierci Nabota. Przyjdzie czas, gdy te słowa staną się świadectwem przeciwko domowi Achaba.”

I odszedł tak samo nagle, jak się pojawił, zostawiając mnie drżącego wśród winorośli.

Miesiąc Nisan, 20. dzień

Przez ostatnie dni pracowałem jak zwykle, choć serce miałem ciężkie. Winnica rośnie, kwitnie, wkrótce pojawią się owoce. Ale dla kogo? Kto będzie pił to wino – król, który zabrał dziedzictwo prawowitemu właścicielowi? Królowa, która zaaranżowała morderstwo, by spełnić zachciankę męża?

Dziś zobaczyłem ją po raz pierwszy. Izebel, królowa Izraela, córka Etbaala, króla Sydonu. Przyjechała w lektyce, otoczona służącymi i strażnikami. Wyglądała jak egzotyczny ptak w swoich sydońskich szatach, z pomalowanymi oczami i ustami, z włosami upiętymi w skomplikowany sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem.

Nie weszła do winnicy. Zatrzymała lektykę przy bramie i patrzyła przez chwilę. Potem roześmiała się, powiedziała coś do służących i kazała nieść się z powrotem do pałacu.

Ten śmiech prześladuje mnie do teraz. Zimny, triumfujący śmiech kobiety, która właśnie udowodniła, że może zabić człowieka i zabrać jego własność, a nikt nie śmie się jej sprzeciwić.

Miesiąc Ijar, 5. dzień

Achab wrócił dziś do winnicy. Przyszedł sam, tak jak poprzednio. Wyglądał na przygnębionego. Obszedł całą posiadłość, zatrzymując się czasem, by dotknąć winorośli.

„Jak się nazywasz, ogrodniku?” zapytał nagle.

„Szafan, syn Semajasza, panie,” odpowiedziałem.

„Szafan… Mój ogrodnik Szafan…” mruczał, jakby próbując zapamiętać. „Dbasz dobrze o te winorośle. Są zdrowe, dobrze nawodnione.”

„Służę im najlepiej, jak potrafię, panie.”

Achab skinął głową, wciąż zapatrzony w zieleń.

„Znałeś go dobrze? Nabota?”

Zadrżałem. Czy to pułapka? Czy król szuka wspólników zmarłego?

„Był moim panem przez pięć lat,” odpowiedziałem ostrożnie.

„Jakim był człowiekiem?”

„Sprawiedliwym, panie. Bogobojnym. Dobrze traktował swoich sług.”

Achab westchnął ciężko.

„Dziś spotkałem Eliasza, proroka,” powiedział po chwili. „Przekazał mi słowo od Pana. Słowo przeciwko mnie i mojemu domowi.”

Nie odpowiedziałem. Co miałbym powiedzieć?

„Myślisz, że Pan jest sprawiedliwy, Szafanie?” zapytał król, patrząc mi prosto w oczy.

„Pan jest sprawiedliwy, panie,” odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

„Tak… To ja… to my…” nie dokończył. Stał przez chwilę w milczeniu, potem odwrócił się i odszedł szybkim krokiem, jakby uciekał przed własnymi myślami.

Miesiąc Ijar, 10. dzień

W mieście mówi się, że król Achab rozdarł szaty, nałożył wór pokutny i pości. Podobno miał wizję, albo prorok mu coś powiedział – każdy powtarza co innego. Niektórzy twierdzą, że to przez śmierć Nabota, inni – że chodzi o jakąś wojnę z Aramejczykami.

Królowa Izebel jest podobno wściekła. Słudzy z pałacu mówią, że wrzeszczy na króla, nazywa go słabym i niegodnym tronu. „Czy tak zachowuje się król Izraela?” – podobno krzyczała.

Ja tylko uprawiam winnicę. Winorośle nie interesują się polityką i królewskimi intrygami. Rosną, kwitną, owocują, bez względu na to, czyja ręka je pielęgnuje, czyje usta piją ich wino.

Ale ja nie jestem winoroślą. Pamiętam Nabota. Pamiętam jego synów. Pamiętam słowa proroka. I zapisuję wszystko, choć nie wiem, czy ktokolwiek kiedykolwiek to przeczyta.

Miesiąc Siwan, 3. dzień

Minęło kilka tygodni. Rzeczy wróciły do normalności, jeśli można tak nazwać pracę w winnicy skradzionej prawowitemu właścicielowi. Króla nie widziałem od czasu naszej ostatniej rozmowy. Do winnicy przyjeżdżają teraz królewscy nadzorcy, sprawdzają stan winorośli, robią notatki, czasem wydają polecenia.

Jeden z nich, starszy człowiek imieniem Gedaliah, wydaje się bardziej ludzki od innych. Dziś rozmawialiśmy o nawadnianiu winnic w czasie suszy. Wspomniałem mimochodem o metodzie, którą stosował Nabot.

„Nie wymawiaj tego imienia,” syknął Gedaliah, rozglądając się, czy nikt nas nie słyszy. „Nie jest bezpiecznie wymieniać imię człowieka, którego śmierć ciąży na sumieniu króla.”

„Ale to przecież królowa…” zacząłem, lecz Gedaliah przerwał mi szybko.

„Tym bardziej! Król może żałować, ale ona nigdy! Izebel pamięta każdą obrazę, każdy sprzeciw. Strzeż swojego języka, jeśli cenisz swoje życie.”

Od tamtej pory milczę i tylko zapisuję. Moje notatki chowam pod luźnym kamieniem w murze winicy, tam gdzie kiedyś Nabot ukrywał swoje cenne pergaminy. Mam nadzieję, że nikt ich nie znajdzie, zanim będzie bezpiecznie je ujawnić.

Miesiąc Tiszri, 18. dzień

Dziś dotarły do nas wieści, że król Achab zginął w bitwie z Aramejczykami pod Ramot w Gileadzie. Podobno przebrał się za zwykłego żołnierza, by nie być celem, ale przypadkowa strzała trafiła go między łuski pancerza. Wykrwawił się na swoim rydwanie.

Gdy jego ciało przywieziono do Samarii, spłynęło z niego tyle krwi, że psy lizały ją na tym samym miejscu, gdzie kiedyś lizały krew Nabota.

Tak mówią ludzie w mieście. Tak wypełniło się słowo Pana przekazane przez proroka Eliasza.

Ale królowa Izebel żyje. A jej syn, Achazjasz, został nowym królem.

Miesiąc Tiszri, 20. dzień

Dziś dowiedziałem się, że nowy król, Achazjasz, planuje sprzedać winnicę Nabota. Podobno chce pozbyć się miejsca, które przyniosło nieszczęście jego ojcu.

To moje ostatnie dni tutaj. Ostatnie dni pracy wśród winorośli, które znam od lat, które pielęgnowałem, przycinałem, nawadniałem. Patrzę na nie i myślę, że są jedynymi niewinnymi świadkami całej tej historii.

Winnica przetrwa. Nowy właściciel zatrudni nowego ogrodnika. Winogrona będą dojrzewać każdego roku, wino będzie płynąć. Ale ziemia pamięta. Ziemia nasiąknięta krwią niewinnego nie zapomina.

Ja też nie zapomnę. I dlatego zapisuję wszystko, co widziałem, co słyszałem, czego doświadczyłem.

Nabot umarł, broniąc swojego dziedzictwa. Achab umarł, jak przepowiedział prorok. Krew została przelana, sprawiedliwość – wypełniona. Przynajmniej częściowo.

Co do Izebel – jej dzień też nadejdzie. Takie jest słowo Pana, które słyszałem z ust samego Eliasza: „Psy będą żarły ciało Izebel w obrębie Jizreel.”

A ja, prosty ogrodnik, będę świadkiem Bożej sprawiedliwości, nawet jeśli tylko poprzez te ukryte zapiski.

[Tu notatki się urywają. Historia mówi, że kilka lat później Jehu, namaszczony na króla przez ucznia Eliasza, zabił Jorama, drugiego syna Achaba, a Izebel została wyrzucona z okna pałacu w Jizreel i jej ciało zostało pożarte przez psy, dokładnie jak przepowiedział Eliasz. Winnica Nabota, po wielu zmianach właścicieli, prawdopodobnie wróciła w końcu do jakiejś dalekiej gałęzi jego rodziny po reformach króla Jozjasza, który starał się naprawić dawne niesprawiedliwości.]

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *