– korespondencja przed opuszczeniem Sodomy
List I
Do mojej siostry Rzify w Gomorze
Najdroższa siostro,
Piszę do Ciebie z ciężkim sercem, gdy wieczorne cienie kładą się na mury Sodomy. Minęło już wiele dni odkąd ostatni raz widziałyśmy się na targu. Pamiętasz te barwne tkaniny, które zakupiłyśmy od kupców z Ur? Moja służąca uszyła z nich szaty, które teraz zdobią moje córki.
Miasto nasze zmieniło się, Rzifo. Z każdym dniem coraz trudniej rozpoznać w nim miejsce, w którym dorastałyśmy. Pamiętasz ogrody przy świątyni Baala, gdzie jako dzieci zbierałyśmy kwiaty do ofiar? Dziś stoją tam domy uciech, a kapłani zachęcają do czynów, o których wstydzę się pisać. Lot, mój mąż, wrócił wczoraj wzburzony z Rady Miasta. Mówi, że Sodoma zatraciła się w grzechu tak głęboko, że bogowie nie mogą już dłużej na to patrzeć bez gniewu.
Córki nasze, Milka i Jiska, dorastają w świecie, którego nie rozumiem. Milka, starsza, zaręczyła się niedawno, ale jej narzeczony bardziej interesuje się sprawami miejskimi niż przygotowaniami do ślubu. Nie mogę przestać myśleć o dniu, gdy opuści nasz dom. Czy zostanie w Sodomie? Czasem łapię się na tym, że modlę się, by znalazła męża z dalekich stron, który zabrałby ją stąd.
Lot coraz częściej wspomina o swoim wuju Abramie, który przed laty odszedł na północ, by czcić jedynego Boga. Śmiejemy się z tego w Sodomie, bo jakże może istnieć tylko jeden bóg? Kto zsyłałby deszcz, kto pilnowałby urodzaju, kto czuwałby nad miłością? A jednak… czasem, gdy patrzę na to, co dzieje się w naszym mieście, zastanawiam się, czy bogowie, których czcimy, nie opuścili nas już dawno.
Wczoraj w nocy miałam sen. Stałam na wzgórzu za miastem, a Sodoma płonęła. Nie był to zwyczajny ogień — płomienie sięgały nieba, a z obłoków spływała siarczysta smoła. Obudziłam się z krzykiem, lecz Lot spał spokojnie u mego boku. Nie opowiedziałam mu tego snu. Ma już dość zmartwień.
Dziś rano dwóch obcych mężczyzn zatrzymało się przy naszej studni. Byli wysocy, jaśniejący jakimś wewnętrznym światłem, a ich spojrzenia przeszywały na wskroś. Lot zaprosił ich do domu, choć nie należą do naszego ludu. Siedzą teraz w głównej izbie, rozmawiają ściszonymi głosami. Co jakiś czas słyszę imię Abrama. Nie wiem, kim są ci ludzie, ale ich obecność napełnia mnie niepokojem.
Czy u was, w Gomorze, też pojawiają się obcy przybysze? Czy i wasze miasto pogrążyło się w występkach? Tęsknię za dniami, gdy mogłyśmy po prostu siedzieć w cieniu figowca w ogrodzie naszego ojca i śmiać się bez trosk.
Napisz do mnie szybko, siostro. Serce mi podpowiada, że czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi.
Twoja kochająca siostra, Adah, żona Lota
List II
Do kupca Namara z Babilonu
Szanowny Namarze,
Piszę w sprawie ostatniej przesyłki przypraw, którą otrzymaliśmy. Cynamon był wilgotny i stracił swój aromat, a szafran wydaje się być rozcieńczony czymś innym. Mój mąż Lot jest zbyt zajęty sprawami miejskimi, by osobiście zająć się tą kwestią, dlatego ja, jako pani domu, muszę dbać o jakość towarów, które trafiają do naszej spiżarni.
Wiem, że droga z Babilonu jest długa i niebezpieczna, szczególnie gdy karawany muszą przechodzić przez ziemie nomadów. Jednak płacimy uczciwie i oczekujemy uczciwości w zamian. Jeśli następna przesyłka będzie podobnej jakości, będę zmuszona szukać innego dostawcy.
Z drugiej strony, pragnę podziękować za mirrę, która była doskonała. Używam jej do balsamowania pomieszczeń w czasie, gdy upał staje się nie do zniesienia. Nasze miasto cierpi od braku deszczu już trzeci miesiąc. Studnie wysychają, a ludzie stają się coraz bardziej nerwowi. Wczoraj widziałam bójkę o dzban wody na rynku — dwóch mężczyzn z szanowanych rodzin pobiło się do krwi, a tłum wokół nich krzyczał i podżegał, zamiast ich rozdzielić.
Mój mąż twierdzi, że to kara za grzechy Sodomy. Coraz częściej mówi o jedynym Bogu, którego czci jego wuj Abram. Bogowie, których znaliśmy całe życie, wydają się głusi na nasze modlitwy. Świątynie pustoszeją, a kapłani zamiast nauczać cnoty, oddają się rozpuście.
Czy w Babilonie również zauważacie takie zmiany? Zawsze podziwiałam wasze miasto za porządek i prawo, które w nim panuje. Tutaj prawo staje się coraz bardziej pustym słowem. W nocy słychać krzyki, których nikt nie śmie wyjaśniać rankiem.
Mój mąż Lot niedawno próbował wprowadzić nowe zasady na Radzie Miasta. Chciał, by podróżni i obcy byli lepiej traktowani, by ograniczyć handel niewolnikami i by części zysków z karawan przeznaczać dla najuboższych. Wyśmiano go. Przewodniczący Rady, Sevek, nazwał go „miękkim jak kobieta”. Lot wrócił do domu z pustym spojrzeniem, które widuję u niego coraz częściej.
Nasze córki, Milka i Jiska, są w wieku zamążpójścia. Boję się wydać je za mężczyzn z Sodomy. Być może znasz w Babilonie godnych zaufania kupców, którzy szukają żon? Nie jestem dumna z tych myśli, ale matka musi myśleć o przyszłości swoich dzieci.
Czekam na twoją odpowiedź w sprawie przypraw. Jeśli będziesz wysyłał kolejną karawanę w nasze strony, daj mi znać. Chciałabym zamówić więcej oliwy i może kilka zwojów tkanin z Egiptu, jeśli będą dostępne.
Z szacunkiem, Adah, żona Lota
List III
Do mojej córki Milki, przebywającej u rodziny narzeczonego
Najdroższa córko,
Jak się miewasz w domu rodziny Sezera? Czy traktują Cię dobrze? Czy wywiązują się z obietnic złożonych przy zaręczynach? Martwię się o Ciebie każdego dnia, a Twoja siostra Jiska nie przestaje pytać, kiedy wrócisz.
W domu wiele się zmieniło od Twojego wyjazdu. Ojciec przyjął pod nasz dach dwóch nieznajomych mężczyzn. Są dziwni, Milko. Nie jedzą naszego jedzenia, prawie nie śpią, a kiedy rozmawiają z ojcem, robią to w języku, którego nie rozumiem. Lot twierdzi, że są posłańcami Boga Abrama, jego wuja. Wiesz, jak bardzo ojciec szanuje Abrama, choć nie widzieli się od lat.
Miasto staje się coraz bardziej niebezpieczne. Wczoraj grupa mężczyzn zgromadziła się przed naszym domem, żądając, by ojciec wydał im gości. Mówili, że chcą ich „poznać”, ale w ich głosach słyszałam coś, co mrozi krew w żyłach. Ojciec stanął w drzwiach i odmówił. Krzyczeli i grozili, że wyważą drzwi. Wiesz, jaki jest ojciec — gotów był oddać wszystko, nawet… ale nie mogę o tym pisać.
Wtedy stało się coś dziwnego. Nasi goście podeszli do drzwi i po prostu spojrzeli na tłum. Nagle wszyscy zgromadzeni zaczęli trzeć oczy, jakby oślepli. Potykali się o siebie nawzajem, krzycząc w panice. W końcu rozeszli się, klnąc i grożąc, że wrócą.
Po tym wydarzeniu ojciec długo rozmawiał z gośćmi. Kiedy wrócił do naszej komnaty, powiedział mi, żebym zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. „Opuszczamy Sodomę”, powiedział głosem, który nie dopuszczał sprzeciwu. Gdy zapytałam „kiedy?”, odpowiedział: „Zanim wzejdzie słońce”.
Dlatego piszę do Ciebie w pośpiechu, przy świetle oliwnej lampy. Musisz wrócić do domu jak najszybciej. Nie rozumiem wszystkiego, co się dzieje, ale wiem, że ci mężczyźni nie kłamią. Mówią, że Bóg Abrama zniszczył kiedyś świat wodą, a teraz zniszczy Sodomę i Gomorę ogniem. Myślałam, że to tylko opowieści, ale po tym, co zobaczyłam… boję się, Milko. Naprawdę się boję.
Mamy opuścić miasto o świcie i udać się w góry. Ojciec wspomniał, że potem pójdziemy na północ, gdzie mieszka Abram. Teraz podobno nazywa się Abraham, bo jego Bóg zmienił mu imię. To wszystko wydaje się takie obce, takie niepojęte.
Proszę, Milko, wróć do domu przed świtem. Jeśli nie zdążysz, dołącz do nas w górach. Idź drogą na północ, potem skręć na wschód przy wielkim dębie. Będziemy czekać na ciebie przy źródle, gdzie kiedyś chodziłyśmy prać.
I jeszcze jedno… przynieś ze sobą sól. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że będziemy jej potrzebować.
Twoja kochająca matka, Adah
List IV
Do kapłanki Isztar w świątyni w Sodomie
Czcigodna Kapłanko,
Piszę ten list z prośbą o radę i duchowe przewodnictwo. Od wielu dni nękają mnie niepokojące sny i przeczucia, których nie potrafię zrozumieć ani odegnać.
Wszystko zaczęło się miesiąc temu, gdy zauważyłam dziwne znaki na niebie — chmury układające się w kształty, jakich nigdy wcześniej nie widziałam, i gwiazdy, które zdawały się płonąć jaśniej niż zwykle. Potem przyszły sny. W jednym z nich stałam na równinie za miastem i patrzyłam, jak Sodoma i Gomora zamieniają się w słupy ognia sięgające nieba. W innym szłam przez miasto, a wszyscy mieszkańcy byli z soli — biali, nieruchomi, z wyrazem przerażenia na twarzach.
Mój mąż Lot coraz częściej mówi o Bogu, którego czci jego wuj. Twierdzi, że ten Bóg jest jedyny, że stworzył niebo i ziemię, i że gardzi tym, co dzieje się w naszych miastach. Kiedyś śmiałam się z tych opowieści, ale teraz… nie jestem już taka pewna.
Wczoraj Lot wrócił z Rady Miasta i powiedział, że próbował ostrzec radnych przed gniewem bogów. Wyśmiali go. A dziś rano, gdy poszłam na targ, usłyszałam, jak dwie kobiety szeptały, że widziały ognistych mężczyzn chodzących nocą po murach miasta. Czy to możliwe, że bogowie przygotowują się do ukarania nas?
Od trzech dni gości w naszym domu dwóch mężczyzn. Lot twierdzi, że to podróżni, których spotkał przy bramie, ale ja… ja nie jestem tego taka pewna. Jest w nich coś, co sprawia, że włosy stają mi na karku. Nie jedzą naszego chleba, nie piją naszego wina. A kiedy patrzę na nich zbyt długo, mam wrażenie, że widzę światło przebijające się przez ich skórę.
Dziś po południu podsłuchałam ich rozmowę z Lotem. Mówili, że przyszli zniszczyć miasto, że Bóg Abrama nie może już dłużej znieść naszych grzechów. Lot błagał ich, by oszczędzili Sodomę, jeśli znajdą w niej choćby dziesięciu sprawiedliwych. Zgodził się, ale widzę w jego oczach, że nie wierzy, iż tylu się znajdzie.
Kapłanko, jestem rozdarta. Przez całe życie czciłam bogów Sodomy. Składałam ofiary, przestrzegałam świąt, wychowałam córki w szacunku dla tradycji. Ale jeśli Bóg Abrama naprawdę istnieje i jest tak potężny, jak mówi Lot… co powinnam zrobić?
Lot pakuje nasze rzeczy. Mówi, że musimy być gotowi do ucieczki w każdej chwili. Nasza córka Milka przebywa u rodziny narzeczonego, a ja nie wiem, czy zdąży wrócić, zanim… zanim cokolwiek się stanie.
Proszę o radę. Czy powinnam zostać wierna bogom, których znałam całe życie, czy też powinnam zaufać temu obcemu Bogu i opuścić miasto razem z mężem? Co stanie się z moją duszą, jeśli odwrócę się od Isztar i innych bóstw? I co stanie się z nią, jeśli zostanę, a Lot ma rację?
Oczekuję Twojej odpowiedzi z niepokojem.
Z głębokim szacunkiem, Adah, żona Lota
List V
Do mojej siostry Rzify w Gomorze – nieukończony
Najdroższa siostro,
Piszę w pośpiechu, przy pierwszych blaskach świtu. Musimy natychmiast opuścić miasto. Goście, o których Ci wspominałam w poprzednim liście, okazali się być posłańcami Boga Abrama. Tej nocy powiedzieli Lotowi, że Sodoma i Gomora zostaną zniszczone za swoje grzechy, że ogień spadnie z nieba i pochłonie wszystko.
Lot natychmiast poszedł ostrzec narzeczonych naszych córek, ale oni wyśmiali go. Myśleli, że żartuje! Teraz Milka i Jiska płaczą, bo muszą opuścić mężczyzn, których pokochały.
Posłańcy nakazali nam udać się w góry i pod żadnym pozorem nie oglądać się za siebie. Mówią, że ktokolwiek spojrzy na zniszczenie, zamieni się w słup soli. To brzmi jak bajka dla dzieci, ale po tym, co widziałam wczoraj — jak ci mężczyźni jednym spojrzeniem oślepili rozjuszony tłum — wierzę, że mówią prawdę.
Siostro, musisz natychmiast opuścić Gomorę! Weź męża, dzieci i uciekajcie na wschód, w stronę gór. Nie zabieraj nic oprócz wody i jedzenia na drogę. Wszystko inne można odtworzyć, ale życia nie da się przywrócić.
Lot mówi, że wyruszamy za chwilę. Posłańcy stoją przy drzwiach i czekają. Ich cierpliwość wydaje się kończyć.
Jestem rozdarta, Rzifo. Całe nasze życie jest tutaj — nasz dom, nasze wspomnienia, groby naszych rodziców. Jak możemy to wszystko zostawić? A jednocześnie, gdy patrzę na twarze posłańców, widzę w nich coś, co mrozi mi krew w żyłach. Oni nie kłamią. Oni naprawdę zamierzają…
Słyszę krzyki Lota. Muszę kończyć. Posłańcy chwycili nas za ręce i prowadzą poza bramy miasta. Światło na wschodzie jest dziwne — nie jest to zwykły świt. Chmury mają kolor miedzi i siarki.
Jeśli przeżyjemy, spotkamy się przy źródle Ena, gdzie kiedyś bawiłyśmy się jako dzieci. Jeśli nie… módl się za nas do Boga Abrama. Wydaje się, że tylko on może nas teraz uratować.
Kocham Cię, siostro. Zawsze kochałam, nawet gdy się kłóciłyśmy. Chciałabym, żebyśmy miały więcej czasu, żebyśmy mogły jeszcze raz usiąść razem pod figowcem i
[List urywa się w tym miejscu. Poniżej widnieją plamy, jakby od wody lub łez, a papirus nosi ślady przypalenia na krawędziach.]
Ostatni wpis z dziennika Adah
Jesteśmy poza miastem. Słońce właśnie wstało, ale niebo ma kolor krwi zmieszanej z popiołem. Posłańcy odeszli, zostawiając nas na drodze. Ostatni raz spojrzeli na Lota i powiedzieli: „Uciekajcie w góry, by ratować życie. Nie oglądajcie się za siebie i nie zatrzymujcie się nigdzie na równinie. Uciekajcie w góry, bo inaczej zginiecie.”
Lot błagał ich, by pozwolili nam schronić się w Soar, małym miasteczku nieopodal. Zgodzili się, choć niechętnie. Teraz idziemy tam, potykając się w pośpiechu.
Milka płacze, trzymając się kurczowo ramienia ojca. Jiska idzie w milczeniu, z kamienną twarzą. A ja… ja idę za nimi, ale moje serce zostało w Sodomie.
Każdy krok oddala mnie od wszystkiego, co znałam i kochałam. Od domu, w którym urodziłam moje córki. Od ogrodu, gdzie pielęgnowałam kwiaty. Od przyjaciółek, z którymi dzieliłam radości i smutki przez tyle lat.
Czy naprawdę zasługujemy na tak straszną karę? Czy wszyscy w Sodomie są źli? A co z dziećmi, co z niewinnymi?
Słyszę za plecami dziwny dźwięk, jakby grzmot, ale ciągły, narastający. Lot krzyczy, żebyśmy się pospieszyli. Nie mogę się powstrzymać. Muszę spojrzeć. Muszę zobaczyć, co dzieje się z moim miastem, z moim życiem, z moją siostrą w Gomorze.
Tylko jedno spojrzenie. Jedno ostatnie spojrzenie.
[Tu dziennik się kończy]