– korespondencja przed spotkaniem braci po latach rozłąki
List 1
Od: Eliphaz ben Husim, pierwszy sługa domu Ezawa
Do: Irmejahu, mojego kuzyna w Beerszeba
Spisano w miesiącu Tammuz, roku dwudziestego panowania króla Seiru
Mój drogi kuzynie,
Piszę do Ciebie z serca pustyni Edom, gdzie dom naszego pana Ezawa rozkwitł jak cedr libański. Ezaw, którego tutejsi znają jako Edom („Czerwony”), stał się potężnym władcą tych ziem. Pod jego rządami nasz lud urósł w siłę – mamy stada liczniejsze niż gwiazdy na niebie i wojowników sprawniejszych niż lwy.
Piszę jednak nie po to, by chwalić się pomyślnością, ale by podzielić się wieścią, która poruszyła nasz dom do głębi. Dziś o świcie przybył posłaniec z wieścią, która wydaje się nieprawdopodobna – Jakub, brat naszego pana, ten sam, który oszukał go i uciekł przed jego gniewem dwadzieścia lat temu, wraca z Harran do ziemi kananejskiej. Co więcej, wysłał przodem posłańców do Ezawa z wieścią o swoim przybyciu!
Nie wiem, czy pamiętasz tamte wydarzenia – byłeś wtedy młodym chłopcem. Ja służyłem już w domu Izaaka i byłem świadkiem wielkiego gniewu pana naszego, gdy odkrył podstęp brata. Pamiętam jego łzy, gdy stary Izaak odmówił cofnięcia błogosławieństwa, i jego przysięgę, że zabije Jakuba, gdy tylko nadarzy się okazja. Rebeka, ich matka, wysłała wtedy Jakuba do swego brata Labana w Harran, gdzie miał pozostać „kilka dni” – które przeciągnęły się do dwóch dekad.
Posłaniec przyniósł pozdrowienia od Jakuba, który nazywa siebie „sługą” swego brata Ezawa, którego tytułuje „panem moim”. Mówi, że mieszkał z Labanem i dorobił się znacznego majątku – ma owce, woły, osły, wielbłądy, męskie i żeńskie sługi. Teraz wraca z całym tym dobytkiem i chce „znaleźć łaskę w oczach” Ezawa.
Powinieneś był widzieć twarz naszego pana, gdy usłyszał te słowa! Przez chwilę wydawało się, że dawny gniew odżył w nim z całą mocą. Jego oczy pociemniały, a ręka instynktownie powędrowała do miecza. Ale potem coś się zmieniło. Jakby cień przeszłości rozwiał się pod wpływem promieni słońca. Ezaw spojrzał na swoje dzieci bawiące się przy namiotach, na swoje żony, na dobytek, który zgromadził przez te lata, i powiedział cicho: „A więc tchórz wreszcie zbiera się na odwagę”.
Posłaniec Jakuba stał przerażony, niepewny, jaką odpowiedź ma zanieść swemu panu. Ezaw długo milczał, po czym rzekł tylko: „Idź i powiedz swemu panu, że jego brat Ezaw wyjdzie mu na spotkanie”. Nic więcej. Żadnej obietnicy pokoju, żadnej groźby – tylko ta lakoniczna zapowiedź.
Gdy posłaniec odjechał, Ezaw zwołał swoich ludzi i powiedział krótko: „Przygotujcie czterystu mężów. Wyruszymy za trzy dni.” Czterystu, kuzynie! To prawie wszyscy nasi wojownicy! Czemu tak wielu? Czy zamierza dotrzymać przysięgi sprzed lat i zabić swego brata? Czy może chce tylko pokazać mu swoją siłę? Nie wiem, co o tym myśleć.
Ezaw od tamtej pory chodzi zamyślony. Zauważyłem, że wziął do ręki stary miecz, który dostał od ojca – ten sam, który miał przy sobie, gdy przysięgał zemstę na Jakubie. Ostrze jest stare, ale wciąż ostre. Co zamierza z nim zrobić?
Piszę do Ciebie, bo wiem, że Twój pan czasem handluje z ludźmi z Harran. Może słyszałeś coś o Jakubie? O jego życiu tam, o jego rodzinie? Każda informacja może być cenna, by zrozumieć, co naprawdę kryje się za tym niespodziewanym powrotem.
Będę wdzięczny za szybką odpowiedź. Modlę się do Boga naszych ojców, by spotkanie braci przyniosło pokój, a nie więcej bólu. Ale przeczucie mówi mi, że nadchodzą dni, które zaważą na losach obu rodów na pokolenia.
Twój wierny kuzyn, Eliphaz
List 2
Od: Eliphaz ben Husim, pierwszy sługa domu Ezawa
Do: Adah, pierwszej żony Ezawa
Spisano w miesiącu Tammuz, roku dwudziestego panowania króla Seiru
Szlachetna Pani,
Zgodnie z Twoją prośbą, piszę, by zdać sprawę z przygotowań do podróży. Obóz jest w gorączce działań – mężczyźni ostrzą miecze i ćwiczą z włóczniami, wozy są ładowane zapasami na drogę, namioty składane. Ezaw rozkazał, byśmy byli gotowi do wymarszu jutro o świcie.
Twoje obawy, które wyraziłaś podczas naszej ostatniej rozmowy, nie są bezpodstawne. Również zauważyłem zmianę w zachowaniu naszego pana. Z jednej strony wydaje rozkazy z zimną precyzją, jak przed bitwą. Z drugiej – kilkakrotnie przyłapałem go na tym, jak wpatruje się w horyzont z wyrazem tęsknoty, a nie wrogości.
Wczoraj wieczorem, gdy większość obozu już spała, znalazłem go siedzącego samotnie przy ognisku. Pozwolił mi usiąść obok. Po długim milczeniu, zapytał nagle: „Eliphazie, pamiętasz mojego brata?”
„Tak, panie,” odpowiedziałem. „Służyłem w domu twego ojca, gdy byliście chłopcami.”
„Jaki był?” zapytał, jakby nie mógł sobie przypomnieć.
Zastanawiałem się, co powiedzieć. W końcu odparłem: „Był łagodny, panie. Wolał namioty od pól, księgi od mieczy. Twoja matka kochała go najbardziej.”
Ezaw milczał długo, wpatrując się w ogień. „Zabrał mi błogosławieństwo,” powiedział w końcu. „Oszukał naszego ojca, udając mnie. To był błogosławieństwo pierworodnego, moje prawem urodzenia.”
„Tak, panie,” potwierdziłem cicho.
„Nienawidziłem go za to,” kontynuował. „Przez lata marzyłem o zemście. Ale teraz…” Urwał, jakby sam nie był pewien, co czuje.
„Ale teraz, panie?” ośmieliłem się zapytać po chwili.
Ezaw spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłem coś, czego nie widziałem od lat – niepewność. „Teraz mam własne błogosławieństwo,” powiedział. „Ziemię, stada, ludzi. Mam synów, którzy noszą moje imię. Czym jest stare błogosławieństwo ojca wobec tego, co zdobyłem własnymi rękami?”
Nie odpowiedziałem, czując, że nie oczekuje odpowiedzi. Po chwili Ezaw wstał i nim odszedł do swojego namiotu, rzekł: „Jutro zobaczę, czy mój brat wciąż jest tchórzem, czy stał się mężczyzną.”
Te słowa dają mi nadzieję, Pani. Myślę, że nasz pan nie zamierza rozlewać krwi swego brata. Ale jest w nim wciąż głęboka rana, która może się otworzyć, gdy staną twarzą w twarz.
Dlatego proszę, jak radziłaś, by dzieci zostały w obozie pod Twoją opieką. Niech nie będą świadkami tego spotkania, którego wyniku nikt nie może przewidzieć. Mamy nadzieję wrócić z bratem pana jako gościem, a nie z jego krwią na naszych rękach.
Będę Cię informował o wszystkim, co istotne.
Z głębokim szacunkiem, Eliphaz
List 3
Od: Eliphaz ben Husim, pierwszy sługa domu Ezawa
Do: Irmejahu, mojego kuzyna w Beerszeba
Spisano w Mahanaim, na drodze do Kanaanu
Kuzynie,
Dziękuję za twoją szybką odpowiedź i cenne informacje o Jakubie. To, co piszesz, zgadza się z tym, co usłyszeliśmy od innych podróżnych. Jakub rzeczywiście dorobił się wielkiego majątku służąc Labanowi, a potem – jak niektórzy twierdzą – uciekając od niego pod osłoną nocy. Ma cztery żony – dwie córki Labana, Rachelę i Leę, oraz ich służące Bilhę i Zilpę. Podobno ma też jedenastu synów i córkę, a jego stada są tak liczne, że trzeba dnia drogi, by przejść od jednego krańca do drugiego.
Nasz obóz rozłożył się w Mahanaim, na wschód od Jordanu. Jesteśmy już blisko ziemi kananejskiej, blisko miejsca, gdzie dwadzieścia lat temu nastąpił rozłam między braćmi. Atmosfera jest napięta, jakby wszyscy przeczuwali, że zbliżamy się do momentu, który może przynieść pokój lub nowy, jeszcze głębszy konflikt.
Dziś rano doświadczyliśmy czegoś niezwykłego. Do naszego obozu przybył kolejny posłaniec od Jakuba – ale tym razem nie był to zwykły sługa. To był Eliab, najstarszy syn Jakuba i Lei, dziedzic jego domu. Młodzieniec przybył sam, bez straży, co było aktem wielkiej odwagi lub szaleństwa. Gdy stanął przed Ezawem, skłonił się nisko, dotykając czołem ziemi.
„Mój ojciec Jakub, twój sługa, przysyła mnie, by pozdrowić swego pana Ezawa,” powiedział. „I by przekazać mu dar na znak szacunku i prośby o przychylność.”
Za nim szła procesja sług prowadzących zwierzęta – dwieście kóz i dwadzieścia kozłów, dwieście owiec i dwadzieścia baranów, trzydzieści wielbłądzic z młodymi, czterdzieści krów i dziesięć byków, dwadzieścia oślic i dziesięć osłów. To królewskie dary, kuzynie! Wartość tego stada to majątek, za który można by kupić spory kawałek ziemi.
Ezaw patrzył na to wszystko z niedowierzaniem. „Po co mi te dary?” zapytał w końcu syna Jakuba. „Czy twój ojciec myśli, że można kupić moje przebaczenie?”
Młodzieniec zbladł, ale odpowiedział z godnością: „Mój ojciec nie śmie prosić o przebaczenie, panie. Wie, że jego wina jest zbyt wielka. Prosi jedynie, byś spojrzał na niego przychylnym okiem, gdy stanie przed tobą. Prosi, byś dał mu szansę przemówić, zanim wydasz wyrok.”
Ezaw milczał długo, a wszyscy wokół wstrzymali oddech. W końcu rzekł: „Mam wszystko, czego potrzebuję, synu mego brata. Ale przyjmę te dary jako znak dobrej woli. Powiedz swemu ojcu, że czekam na niego. Jutro przekroczymy Jabbok i spotkamy się w dolinie.”
Gdy syn Jakuba odjechał, Ezaw zwrócił się do mnie: „Co o tym myślisz, stary przyjacielu?”
„Myślę, panie, że twój brat naprawdę się boi,” odpowiedziałem szczerze. „I że chce pokoju, nie konfliktu.”
Ezaw skinął głową, zamyślony. „Boi się nie bez powodu. Pamięta moją przysięgę. Ale czasy się zmieniły…” Urwał, a po chwili dodał: „Niech czterystu moich wojowników będzie gotowych o świcie. Ale niech nie nakładają hełmów ani pancerzy. Nie musimy straszyć mojego brata bardziej, niż już się boi.”
Te słowa dały mi nadzieję, kuzynie. Myślę, że gniew Ezawa wygasł przez te lata. Ale co przyniesie jutro, gdy bracia staną twarzą w twarz? Tego nie mogę przewidzieć.
Napiszę znów, gdy będę miał nowe wieści.
Twój wierny kuzyn, Eliphaz
List 4
Od: Eliphaz ben Husim, pierwszy sługa domu Ezawa
Do: Adah, pierwszej żony Ezawa
Spisano w obozie nad potokiem Jabbok, w drodze do Kanaanu
Szlachetna Pani,
Piszę w pośpiechu, przy pierwszych promieniach świtu. Dziś jest dzień, którego wszyscy wyczekiwali z niepokojem – dzień spotkania braci. Powietrze jest gęste od napięcia, a ludzie mówią przyciszonymi głosami, jakby bali się spłoszyć kruchy spokój.
Wczoraj wieczorem, gdy rozłożyliśmy obóz nad potokiem Jabbok, do Ezawa przyszedł trzeci posłaniec Jakuba. Tym razem był to starszy mężczyzna, o siwej brodzie i godnej postawie – przedstawił się jako Eliezer, główny zarządca domu Jakuba, służący mu od pierwszych dni w Harran.
„Mój pan Jakub prosi, by mógł przekroczyć Jabbok ze swoją rodziną i służbą, i by mógł stanąć przed tobą, panie,” powiedział.
Ezaw przytaknął krótko. „Gdzie jest teraz?”
„Rozbił obóz po drugiej stronie potoku, panie. Wielu z nas przeszło już na tę stronę, ale on sam zostaje do rana. Spędzi noc na modlitwie, prosząc Boga o łaskę dla siebie i swojej rodziny.”
„Na modlitwie…” powtórzył Ezaw, jakby to słowo miało gorzki smak. „Zawsze był pobożny, mój brat. Zawsze bliżej Boga niż ja.”
„Twój brat bardzo się zmienił, panie,” odważył się powiedzieć stary sługa. „Nie jest już tym beztroskim chłopcem, który uciekł z domu ojca. Życie go zahartowało. Służba u Labana była ciężka – pracował dniem i nocą, w upale i chłodzie, często oszukiwany i wykorzystywany przez swego teścia. A potem, w drodze powrotnej, gdy uciekał przed gniewem Labana, spotkał…”
„Kogo spotkał?” zapytał Ezaw, gdy sługa zawahał się.
„Anioła, panie,” odpowiedział starzec cicho. „Walczył z nim całą noc, aż do świtu. Anioł zranił go w biodro, ale pobłogosławił go nowym imieniem – Izrael, 'ten, który walczył z Bogiem’. Od tej pory twój brat kuleje, panie, ale jego duch jest silniejszy niż kiedykolwiek.”
Ezaw słuchał tej historii z dziwnym wyrazem twarzy – między niedowierzaniem a fascynacją. W końcu rzekł: „Walczył z aniołem… To brzmi jak jedna z tych historii, które opowiadał nam dziadek Abraham, gdy byliśmy mali.”
„To prawda, panie,” zapewnił starzec. „Wielu z nas było świadkami jego zmagań, choć nie widzieliśmy przeciwnika. A o świcie zobaczyliśmy Jakuba – wyczerpanego, rannego, ale odmienionego. Jakby spotkał samego Boga twarzą w twarz.”
Ezaw milczał długo, wpatrując się w płomienie ogniska. W końcu zapytał: „A czy mój brat mówił coś o mnie przez te wszystkie lata? Czy wspominał o naszym… rozstaniu?”
Stary sługa zawahał się, ale odpowiedział szczerze: „Często, panie. W pierwszych latach z goryczą, potem ze wstydem, a w końcu z tęsknotą. Wielokrotnie słyszałem, jak modlił się o twoje przebaczenie. A gdy dowiedział się, że wracamy do Kanaanu, jego pierwszą myślą było spotkanie z tobą, nawet jeśli miałoby to oznaczać śmierć z twojej ręki.”
Te słowa wyraźnie poruszyły Ezawa. Wstał gwałtownie i odszedł w ciemność, nie mówiąc nic więcej. Stary sługa Jakuba wrócił do swojego obozu, a ja zostałem przy ognisku, niepewny, co przyniesie jutro.
Dziś o świcie Ezaw wezwał mnie do swego namiotu. Zastałem go już ubranego, gotowego do drogi. Ale zamiast zbroi, miał na sobie najlepszą szatę – tę, którą nosi podczas najważniejszych uroczystości. A w ręku, zamiast miecza, trzymał laskę – tę samą, którą otrzymał od ojca Izaaka, gdy ten jeszcze żył.
„Jesteś gotowy, Eliphazie?” zapytał, a jego głos brzmiał inaczej niż zwykle – spokojniej, głębiej.
„Tak, panie,” odpowiedziałem. „Wojownicy czekają.”
„Powiedz im, by stanęli za mną w odległości łuku,” polecił. „Nie chcę, by mój brat poczuł się zagrożony. To ma być spotkanie, nie bitwa.”
Te słowa dały mi więcej nadziei niż wszystko, co usłyszałem wcześniej. Myślę, Pani, że nasz pan jest gotowy na pojednanie. Ale czy Jakub będzie w stanie spojrzeć mu w oczy po tym wszystkim, co zrobił? Czy stare rany mogą się zagoić?
Za chwilę wyruszymy w kierunku brodu. Będę świadkiem spotkania, które może zmienić los obu rodów. Modlę się, by Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama i Izaaka, zmiękczył serca obu braci.
Napiszę znów, gdy będę znał wynik tego spotkania.
Z głębokim szacunkiem, Eliphaz
List 5
Od: Eliphaz ben Husim, pierwszy sługa domu Ezawa
Do: Irmejahu, mojego kuzyna w Beerszeba
Spisano w namiotach Jakuba, w dolinie Sukkot
Mój drogi kuzynie,
Piszę do Ciebie z miejsca, którego nigdy nie spodziewałem się odwiedzić – z obozu Jakuba, brata mojego pana. Siedzę w gościnnym namiocie, pijąc wino z jego kielicha, jako przyjaciel, nie wróg. Jak to się stało? Opowiem Ci wszystko, bo byłem świadkiem cudu pojednania, o którym będą mówić przez pokolenia.
Dziś o świcie Ezaw stanął na czele swoich czterystu wojowników i ruszył w kierunku brodu na Jabbok. Zgodnie z jego rozkazem, ludzie trzymali się w pewnej odległości, a on sam jechał na przodzie, ubrany nie jak wojownik, ale jak książę przybywający na uroczystość.
Gdy dotarliśmy do brodu, zobaczyliśmy po drugiej stronie obóz Jakuba – namioty rozłożone w porządku, stada zwierząt, służbę krzątającą się wokół. A potem dostrzegliśmy samego Jakuba, samotną postać wychodzącą naprzeciw. Szedł powoli, wyraźnie kulejąc, opierając się na lasce. Za nim, w pewnej odległości, szła kobieta niezwykłej urody – zapewne Rachela, jego ukochana żona – a za nią kolejna, o posągowej postawie – przypuszczalnie Lea. Dalej podążała reszta jego rodziny – służące-żony z dziećmi, synowie od najstarszego do najmłodszego, służba niosąca dary.
Jakub zatrzymał się w pewnej odległości i skłonił się nisko. Potem podszedł bliżej i znów się skłonił. Zbliżał się małymi krokami, za każdym razem kłaniając się coraz niżej, aż w końcu upadł na twarz przed swoim bratem. Ten widok – potężnego mężczyzny, pana wielkiego majątku, leżącego w prochu przed swoim bratem – poruszył wszystkich obecnych.
Ezaw wpatrywał się w tę scenę bez słowa. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. A potem… Kuzynie, tego nie da się opisać słowami. Ezaw zeskoczył z konia i pobiegł w stronę Jakuba. Wszyscy zamarli, myśląc, że wyciągnie miecz, by dokonać zemsty. Ale on zamiast tego padł na kolana, podniósł brata z ziemi i objął go, przyciskając do siebie z całych sił.
Obaj płakali, nie kryjąc łez. Ezaw trzymał brata w objęciach, jakby bał się, że to sen, który zaraz się rozwieje. Jakub szlochał, powtarzając wciąż: „Wybacz mi, bracie, wybacz mi.”
Po długiej chwili Ezaw odsunął się, by spojrzeć Jakubowi w twarz. „Bracie mój,” powiedział drżącym głosem. „Myślałem, że nigdy cię już nie zobaczę.”
„Bałem się, że nie będziesz chciał mnie zobaczyć,” odpowiedział Jakub. „Że twój gniew będzie trwał wiecznie. I nie dziwiłbym ci się, gdyby tak było.”
„Mój gniew wygasł dawno temu,” wyznał Ezaw. „Pozostał tylko żal, że straciłem brata.”
Te słowa otworzyły tamę. Bracia zaczęli rozmawiać, nie jak książęta czy wrogowie, ale jak bracia, którzy odnaleźli się po latach. Ezaw pytał o życie Jakuba w Harran, o jego żony i dzieci. Jakub opowiadał o latach służby u Labana, o narodzinach swoich dzieci, o tym, jak tęsknił za domem i bratem.
W końcu Ezaw zapytał: „A co z darami, które przysłałeś? Chcesz kupić moje przebaczenie?”
Jakub potrząsnął głową. „Nie, bracie. Wiem, że pewnych rzeczy nie można kupić. Przysłałem je jako znak szacunku, nie jako zapłatę. Jeśli znalazłem łaskę w twoich oczach, przyjmij je, proszę. Bóg był dla mnie łaskawy i mam wszystko, czego potrzebuję.”
Ezaw zgodził się przyjąć dary, a potem zaproponował: „Podróżujmy razem, bracie. Ja pójdę przodem, a ty podążaj swoim tempem.”
Ale Jakub, wskazując na swoje dzieci i stada, wyjaśnił, że muszą podróżować powoli. „Pozwól mi iść moją drogą, a spotkamy się w Seir, w twoim domu.”
I tak się umówili. Ezaw zostawił część swoich ludzi, by pomogli Jakubowi w podróży, a sam wrócił do Seir, by przygotować przyjęcie dla brata i jego rodziny.
Ja, za zgodą mojego pana, zostałem w obozie Jakuba, by służyć pomocą i radą. Stąd piszę do Ciebie ten list, kuzynie. Siedzę w namiocie gościnnym, otoczony rodziną, której nigdy nie spodziewałem się poznać.
Syn Jakuba, Józef – najmłodszy z synów Racheli – przed chwilą przyniósł mi świeże owoce i zapytał o historie z młodości jego ojca i stryja. Opowiedziałem mu o czasach, gdy bracia byli młodzi i nierozłączni, zanim ambicje i zazdrość ich podzieliły. Chłopiec słuchał z wypiekami na twarzy, chłonąc każde słowo.
Jutro wyruszamy w stronę Sukkot, gdzie Jakub zamierza się zatrzymać na dłużej, a potem do Sychem. Nie wiem, kiedy dotrę do Seir, ale wierzę, że tam nastąpi pełne pojednanie braci.
Ta historia, kuzynie, daje mi nadzieję. Jeśli bracia, których poróżniła tak głęboka zdrada, mogą się pojednać, to może jest nadzieja dla wszystkich zwaśnionych rodzin, dla wszystkich, którzy noszą w sercu gniew i żal.
Niech Bóg naszych ojców, który pobłogosławił to spotkanie, błogosławi także Ciebie i Twoją rodzinę.
Twój wierny kuzyn, Eliphaz
List 6
Od: Eliphaz ben Husim, pierwszy sługa domu Ezawa
Do: Adah, pierwszej żony Ezawa
Spisano w Seir, w miesiącu Av, roku dwudziestego panowania króla Seiru
Szlachetna Pani,
Wróciłem dziś o świcie do Seir, wyprzedzając karawanę Jakuba o dwa dni. Przynoszę dobre wieści – Twój mąż i jego brat pojednali się prawdziwie, a nie tylko na pokaz. Widziałem, jak rozmawiają nocami przy ognisku, jak dzielą się wspomnieniami, jak śmieją się i płaczą wspólnie.
Jakub bardzo się zmienił przez te lata. Nie jest już tym chytrym młodzieńcem, który podstępem zdobył błogosławieństwo. Jego twarz nosi ślady cierpienia i mądrości, a jego duch jest mocny jak stal hartowana w ogniu. Jest teraz człowiekiem, który walczył z Bogiem i przetrwał.
Podczas jednej z wieczornych rozmów Jakub opowiedział, co wydarzyło się tamtej nocy nad Jabbokiem, gdy walczył z aniołem. Mówił, że czuł się, jakby zmagał się z własnym sumieniem, z własnym strachem, z własną przeszłością. I choć wyszedł z tej walki okaleczony, to otrzymał nowe imię i nowy cel. „Izrael” – ten, który walczył z Bogiem i ludźmi, i zwyciężył.
Ezaw słuchał tej historii z uwagą, a potem opowiedział o swoich własnych zmaganiach – o gniewie, który trawił go przez lata, o przysięgach zemsty, które składał, a potem o stopniowym uwalnianiu się od tego ciężaru. „Kiedy przestałem nienawidzić ciebie, bracie,” powiedział, „zacząłem nareszcie żyć.”
Jakub przybędzie do Seir pojutrze ze wszystkimi swoimi żonami, dziećmi i służbą. Będą potrzebowali wielu namiotów i dużo przestrzeni dla swoich stad. Ezaw wybrał już miejsce dla nich w żyznej dolinie na zachód od naszego głównego obozowiska. Tam Jakub rozbije swoje namioty, a Ezaw wyprawi ucztę na cześć jego przybycia.
Jakub przywozi dary dla Ciebie i pozostałych żon Ezawa – wyszukane tkaniny z Mezopotamii, biżuterię z lapis-lazuli, wonnościami z dalekich krain. Jego żony – Rachela i Lea – pragną poznać Ciebie i inne żony swego szwagra. Mam nadzieję, że przyjmiesz je z życzliwością, mimo dawnych uraz.
Przywożę też wieści o dzieciach Jakuba. Ma jedenastu synów i córkę – Dinę. Najstarsi są synowie Lei: Ruben, Symeon, Lewi, Juda, Issachar i Zebulon. Potem synowie służących: Dan i Neftali (synowie Bilhy) oraz Gad i Aszer (synowie Zilpy). Najmłodsi są synowie Racheli: Józef i maleńki Beniamin, którego matka zmarła przy porodzie.
Te dzieci są teraz częścią Twojej rodziny, Pani. Przez nich rody Jakuba i Ezawa będą połączone na zawsze, niezależnie od tego, jakie drogi obiorą w przyszłości. Modlę się, by waśnie przeszłości nie rzucały cienia na ich przyszłość.
Ezaw jest teraz na polowaniu – chce upolować dziczyznę na ucztę powitalną. Wraca do dawnych nawyków, do tego, co zawsze lubił najbardziej. Jest w nim spokój, którego nie widziałem od lat. Jakby ciężar spadł z jego ramion, a jego dusza odzyskała równowagę.
Przygotuj, proszę, dom na przyjęcie gości. Niech słudzy przyszykują najlepsze wino i najpiękniejsze szaty. Niech dzieci Ezawa przygotują się na spotkanie z kuzynami, których nigdy nie poznali. Niech przeszłość zostanie zapomniana, a przyszłość niech będzie pełna pokoju i braterskiej miłości.
Z głębokim szacunkiem, Eliphaz, który widział cud pojednania